Wszystkie odcinki

Dzień 316 Ewangelia św. Łukasza 23-24

Historia opowiedziana na nowo

Prowadzi Jacek Obolewicz · Zobacz w planie czytania

Przeczytaj tekst: Łk 23 Łk 24

Dzień 316 z 365 · Otwórz w Spotify

Ten dzień w minutę

Nie masz teraz czasu na cały odcinek? Najważniejsza myśl w krótkim wideo.

Przeczytaj wstęp do księgi: Ewangelia św. Łukasza

W skrócie

Kończymy Ewangelię Łukasza historią dwóch uczniów, którzy idą do Emaus, kompletnie rozczarowani Jezusem. Opowiadam, dlaczego ta scena jest dla mnie tak ważna i co z niej wynika dla każdego, kto zawiódł się na Bogu albo na religii. Jeśli znasz kogoś takiego, ten odcinek może być dobrym początkiem.

Najważniejsze myśli

  1. Rozczarowani, bo Bóg nie grał po ich myśli

    Uczniowie mieli nadzieję, że Jezus rozprawi się z Rzymianami. Kiedy tak się nie stało, uznali, że to nie dla nich. My też często zawodzimy się Bogiem przez własne oczekiwania.

  2. Jezus opowiada historię od nowa

    Zaczyna od Mojżesza i przechodzi przez proroków. Pokazuje, że cały Stary Testament mówi o Mesjaszu. Bez niego nie zrozumiemy też Nowego.

  3. Dał im czas

    Jezus nie pospieszał uczniów i nie wymuszał decyzji. Dał im czas na przetrawienie tego, co usłyszeli, i spotkał ich przy zwykłym wieczornym posiłku.

  4. Zawsze jest więcej

    Niezależnie od tego, czy jesteś zawiedziony, czy idziesz za Bogiem na całego, jest jeszcze więcej do odkrycia. Dopóki oddychasz, nad twoim życiem jest powołanie.

Z odcinka

Jak często jest tak, że zawodzimy się Bogiem z powodu naszych oczekiwań, które wcale niekoniecznie jakkolwiek są tożsame z tym, jakie Bóg ma oczekiwania wobec nas i w jaki sposób Bóg chce nam się objawiać.

My nie jesteśmy w stanie w pełni zrozumieć Nowego Testamentu, jeżeli nie zrozumiemy historii Starego Testamentu.

A Bóg chce, żebyśmy naszą drogę wiary przeżywali bardziej w naszej codzienności niż w tych wyjątkowych momentach.

Fragmenty, o których mowa w odcinku

  • Dwaj uczniowie idą do Emaus, Jezus dołącza do nich w drodze, ale ich oczy są zasłonięte. Czytam całą historię.
  • Uczniowie mówią, że mieli nadzieję, iż Jezus wyzwoli Izrael. Pokazuje to, czego się po Nim spodziewali.
  • Jezus, zaczynając od Mojżesza i proroków, tłumaczy im wszystkie fragmenty Pism, które mówią o Nim.
  • Przy stole Jezus bierze chleb, błogosławi i łamie go. Wtedy uczniom otwierają się oczy.

Kliknij odnośnik, żeby przeczytać fragment.

Gdzie jeszcze w Biblii wraca ten temat

  • Proroctwo o cierpiącym słudze, które Kościół od początku czyta w świetle Jezusa. Pokazuje, że krzyż nie zaskoczył Boga.
  • Filip spotyka człowieka czytającego Księgę Izajasza i zaczynając od tego tekstu, opowiada mu o Jezusie. To podobne tłumaczenie Pism jak w drodze do Emaus.
  • Paweł przypomina, jak Jezus wziął chleb i polecił go łamać na Jego pamiątkę. To ten sam gest, po którym uczniowie Go poznali.

Do przemyślenia

  • W czym Bóg nie zrobił tego, czego się po Nim spodziewałem, i czy mogę Mu dać jeszcze jedną szansę?
  • Gdzie w mojej zwykłej codzienności (przy stole, w drodze, w pracy) mogę spotkać Jezusa?

Powiązane odcinki

rozczarowanie Bogiem droga do Emaus zmartwychwstanie Stary Testament łamanie chleba powołanie

Fragmenty Biblii w dymkach pochodzą z Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej (Fundacja Wrota Nadziei, licencja CC BY-ND 4.0). W podcaście czytam z innego przekładu. Tutaj korzystamy z UBG, bo jej licencja pozwala swobodnie udostępniać tekst.

Transkrypcja odcinka

Zapis powstał automatycznie i może zawierać drobne błędy. Najważniejsze zdania są wyróżnione, a podkreślone miejsca otwierają fragment Biblii, o którym mowa.

Cześć, z tej strony Jacek, słuchasz właśnie podcastu Przeczytaj Biblię w rok. Dzisiaj mamy dzień 316 i czytamy Ewangelię Łukasza, rozdział 23 i 24. Gdybyście chcieli dowiedzieć się więcej na temat tego podcastu, wejdźcie na stronę bibliawrok.pl. Ogólnie rzecz biorąc, wszystkie relacje życia Jezusa, które znamy jako Ewangelie, ostatnie rozdziały mają dosyć podobne, jeśli chodzi o materiał, bo nie dziwi to, że najważniejsze wydarzenia z życia Jezusa, to jest jego ukrzyżowanie i zmartwychwstanie, znajdują się na samych końcach tych dokumentów. Niemniej jednak u Łukasza, jak to już zresztą zauważyliśmy, pojawiają się historie, których nie ma w innych miejscach.

I dlatego też chciałbym, żebyśmy dzisiaj zwrócili na historię, która z jednej strony jest czymś, czego nie spotkaliśmy wcześniej, z drugiej strony wydaje mi się, że to była historia, do której w jakiś sposób się odniosłem, a jeszcze kolejna rzecz jest taka, że jest to historia, która niejako mogłaby być historią w pewien sposób inspirującą ten podcast, historią, która wydaje mi się, że jest o tyle ciekawa, że nawet, nigdy tego nie mówiłem w podcaście, to gdybyście mieli znajomych, którzy jakkolwiek rozczarowali się religią, ta historia i ten odcinek podcastu może być dla nich pomocny, żeby spróbować zacząć na nowo i dać chrześcijaństwu jeszcze jedną szansę. Bo oto w Ewangelii Łukasza mamy historię, która dzieje się już po samym zmartwychwstaniu. Mamy kobiety, które dowiedziały się o tym, że Jezus zmartwychwstał, nie bardzo mogły w to uwierzyć, no ale koniec końców poleciały do ekipy, gdzie było dwunastu i cała reszta, jak to jest napisane w wersecie 9, i opowiedziały im: Ej, ej, ej, Jezus zmartwychwstał, spotkaliśmy gości, którzy nam to powiedzieli i aniołów, i w ogóle, słuchajcie, to chłopak jest niemożliwe, naprawdę, ale no to się wydarzyło, widzieliśmy tych gości, grupie spusty i tak dalej. No i generalnie ekipa podeszła do tego dosyć sceptycznie, niekoniecznie jakkolwiek łyknęli tę historię związaną z tym, że Jezus, jakoby, miałby zmartwychwstać i dwóch z tych gości tego samego dnia wyrusza w podróż. I teraz relacja jest opisana w następujący sposób.

Tego samego dnia dwaj spośród nich szli do wsi zwanej Emaus, leżącej 60 stadiów od Jerozolimy. Wymieniali między sobą myśli o tym, co... To zaszło, gdy tak rozmawiali i stawiali sobie nawzajem pytania, sam Jezus zbliżył się i zaczął iść z nimi, lecz ich oczy były zasłonięte tak, że Go nie rozpoznali. On zapytał ich natomiast: Cóż to za sprawy omawiacie po drodze między sobą? Stanęli ze smutkiem na twarzach, a jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział: Chyba jesteś jedynym przybyszem w Jerozolimie, który nie wie, co się w niej ostatnio wydarzyło.

Pan zapytał: A co takiego? Chodzi o Jezusa z Nazaretu — wyjaśnili. Wystąpił on wobec Boga oraz całego ludu jako prorok wielkiego czynu i słowa. Na Niego to arcykapłani i nasi przełożeni wydali wyrok śmierci i ukrzyżowali, a my mieliśmy nadzieję, że On jest tym, który będzie wyzwalał Izrael. Tymczasem upływa już trzeci dzień od tego wydarzenia, ale niektóre z naszych kobiet zaskoczyły nas.

Były wczesnym rankiem przy grobowcu, lecz nie znalazły Jego ciała. Doniosły nam o tym, a ponadto powiedziały, że ukazali im się aniołowie z wiadomością, że On żyje. Wówczas niektórzy z nas poszli do grobowca i zastali wszystko tak, jak opisały kobiety. Jego samego jednak nie spotkali. Wtedy Jezus rozpoczął: O nierozumni i ognuśnego serca, nie skorzy do wiary we wszystko, co powiedzieli prorocy.

Czyż Chrystus nie miał znieść tych cierpień, by potem wejść do swojej chwały? I poczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, tłumaczył im każdy fragment Pism odnoszący się do Niego. W ten sposób zbliżyli się do wsi, do której zdążali, a On sprawiał wrażenie, jakby chciał iść dalej. Wymogli jednak na Nim: Zostań z nami, gdyż zbliża się wieczór i dzień chyli się ku końcowi. Wstąpił więc, by z nimi zostać.

, pobłogosławił, złamał i zaczął im podawać. Wtedy otworzyły im się oczy, poznali Go, lecz On znikł. A oni powiedzieli sobie: Czy nasze serce nie płonęło, gdy mówił do nas w drodze i wyjaśniał znaczenie Pism? Jeszcze tej samej godziny wstali i wrócili do Jerozolimy. Ta historia jest wyjątkowa dla mnie osobiście z dwóch chociażby powodów.

Po pierwsze, mamy tutaj dwóch gości, którzy ewidentnie zawiedli się na Jezusie. Zawiedli się na Jezusie. Byli kompletnie załamani tym, że w zasadzie poświęcili lata swojego życia na to, żeby za Nim iść, na to, żeby być Jego uczniami. I koniec końców gość umiera. Ale przecież oni mieli takie nadzieje, plany odnośnie tego, co takiego Jezus zmieni w ich życiu.

I bardzo często jest właśnie tak, że nasze rozczarowanie się Bogiem, rozczarowanie się religią, jakąkolwiek, jest związane z tym, że my mamy jakieś wyobrażenie tego, co chcemy, żeby Bóg wniósł do naszego życia, co chcemy, żeby Bóg uczynił w naszym życiu, jak chcemy, żeby Bóg to uczynił. Najlepiej niech Bóg rozegra wszystko tak, jak my sobie to wyobrażamy i wtedy my jesteśmy gotowi w Niego uwierzyć, iść za Nim, podporządkować Mu swoje życie. W tym przypadku jednak mamy gości, którzy, no właśnie też nieprzypadkowo szli do Emaus. Emaus jest miejscowością, która nie była jakimś kompletnie przypadkowym miejscem. To jest miejsce, gdzie Juda Machabeusz, historia opisana w jednej z ksiąg machabejskich, stoczył zwycięską bitwę, w której szanse w zasadzie na powodzenie były praktycznie nikłe, gdyby spojrzeć na to, ilu on miał żołnierzy, a ilu żołnierzy mieli przeciwnicy.

Nie będziemy dzisiaj rozmawiać o tej bitwie, choć historia jest całkiem ciekawa. Niemniej jednak są osoby, które przyjmują, że ci dwaj uczniowie szli do Emaus właśnie dlatego, że chcieli dołączyć do tej zbrojnej części powstania przeciw Rzymianom. Co z drugiej strony spinałoby nam się całkiem . A my mieliśmy nadzieję, że On jest tym, który będzie wyzwalał Izraela. Oni mieli nadzieję, że Jezus będzie przywódcą militarnym, że rozprawi się z Rzymianami, że zaprowadzi pokój w Izraelu, że będzie pięknie, że będą żyli długo i szczęśliwie.

A tutaj się okazuje, że ten Jezus w ogóle nie zrobił tego, co miał zrobić. I oni są kompletnie załamani. I pomimo tego, że słyszą historię, dlatego też wcześniej zwróciłem uwagę na to, że słyszą historię tego, że Jezus zmartwychwstał, że ukazali się aniołowie. Co więcej, tam później pojawia się jeszcze historia, że przecież Szymon też był, też widział, widział pusty grób, nikt nie wie, co się dzieje. To oni wciąż mówią: Dobra, zostawiamy to.

Poświęciliśmy facetowi tyle czasu, byliśmy jego uczniami, teraz jego nie ma. Pomimo tego, że Jezus to zapowiadał, że zapowiadał zarówno swoją śmierć, jak i zmartwychwstanie, pomimo tego wszystkiego, co oni widzieli, czego doświadczyli, będąc z Jezusem, stwierdzili, że... To nie jest dla nich. Nie o to im chodziło. Mieli inny pomysł na wiarę, mieli inny pomysł na to, co Mesjasz ma dla nich uczynić.

I ten Mesjasz zwyczajnie ich zawiódł. Jak często jest tak, że zawodzimy się Bogiem z powodu naszych oczekiwań, które wcale niekoniecznie jakkolwiek są tożsame z tym, jakie Bóg ma oczekiwania wobec nas i w jaki sposób Bóg chce nam się objawiać. Bo tu nie chodzi o to, że Bóg musi się nam objawiać i działać na naszych zasadach, że my powiemy: Boże, jeżeli zrobisz to czy tamto, to ja w Ciebie uwierzę. Guzik. Mamy dużo więcej powodów, żeby uwierzyć w Boga, niż to, że wymyślimy sobie teraz jakieś szczególnie specjalne testy na zasadzie: Boże, jeżeli zrobisz to i tamto, to wtedy Ci uwierzę.

I chodzi, okej, dobra, być może są jakieś historie, gdzie rzeczywiście coś tam się wydarzyło i ludzie w jakiś tam sposób uwierzyli. To nie o to chodzi w naszej drodze wiary, bo to, co Jezus robi, jest fenomenalne. I to jest jeden z powodów, dla których właśnie chciałem ten podcast zrobić, zaczynając od Starego Testamentu. Bo oto Jezus, który w tym momencie jeszcze będąc totalnie anonimową postacią w tej całej historii, znaczy anonimową dla uczniów, nie anonimową dla nas, bo wiemy, że to Jezus do nich dołączył, oni jednak tego nie wiedzieli. Oni w ogóle nie zjażyli, pomimo tego, że z nim byli, pomimo tego, że go słuchali, oni w ogóle nie zatrybili, że to Jezus.

I , poczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków, tłumaczył im każdy fragment Pism odnoszący się do Niego. Jezus stanął w miejscu osoby, która niejako na nowo opowiedziała im historię, na nowo opowiedziała im, o co w tym wszystkim chodzi, korzystając z niczego innego jak ze Starego Testamentu. Z tego Starego Testamentu, o którym my często powiemy, że to jest takie trudne, to jest nie do ogarnięcia, w ogóle weź przestań, kto by to czytał. Dla Żydów w czasach Jezusa to było wszystko, co oni mieli. I jak już to powiedziałem wielokrotnie, my nie jesteśmy w stanie w pełni zrozumieć Nowego Testamentu, jeżeli nie zrozumiemy historii Starego Testamentu.

Jezus, korzystając ze Starego Testamentu, co ciekawsze, zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków, przechodzi przez cały Stary Testament i odnosi się do konkretnych miejsc: Tu jest mowa o Mesjaszu. Nie mówił prawdopodobnie, że tu jest mowa o mnie, bo oni wciąż nie wiedzą, że to Jezus. Oni wciąż nie wiedzą, kim jest ten gość, który im to wszystko tłumaczy. Ale zanim to tłumaczenie się w ogóle zaczęło, mieli już pojechane. Głupi jesteście, chłopaki.

Jest napisane: o rozumni, o gnuśnego serca. No generalnie, co wy, głupi jesteście? Naprawdę nie rozumiecie? Naprawdę nie wiecie, o co chodzi? Przecież to wszystko jest napisane.

I kiedy wyłożył im całe Pismo, z jednej strony mogliśmy powiedzieć: no dobra, to już powinni zakumać. No nie wciąż nie zakumali. I czasami jest tak, że my nawet możemy przebić się przez Biblię i mieć takie poczucie: no ale ja nie wiem w ogóle. No dobra, przeczytałem, coś mi się tam klei, coś jest ciekawie. No i co teraz?

I w tej historii trochę jest podobnie, że z jednej strony, wiecie, kto lepszy do opowiadania historii starotestamentowych jak sam Jezus, który jeszcze mówi o fragmentach, które są tylko i wyłącznie o Nim. No w zasadzie lepszego kaznodziei by sobie nie znaleźli. A pomimo tego oni jakoś marnie reagują na to przesłanie, którym Jezus się z nimi dzieli, bo oni wciąż nie kumają, o co chodzi. Aż do momentu, kiedy po zachodzie słońca siadają, Jezus wygląda, jakby chciał iść dalej, oni go zachęcają do tego, żeby: Hej, zostań z nami, no przecież już dzień się kończy. Właśnie dzień się kończy, to może jeszcze nie było zachodu słońca.

W każdym razie robi się już późno, robi się wieczór. Gdzie ty będziesz szedł drogą o takiej porze? Siądź z nami. I w momencie, kiedy Jezus łamie chleb, zaczynają podawać, czytamy, że wtedy otworzyły im się oczy, poznali Go, lecz On znikł. I oczywiście ten moment łamania chleba może być momentem, który zaraz skojarzymy szybciutko z wieczerzą, z tym jak Jezus daje im do picia wino, daje im do jedzenia chleb, powiedział, że mają to czynić na Jego pamiątkę i tak dalej.

I to jest takie skojarzenie, które bardzo szybko gdzieś nam przychodzi do głowy. Niemniej jednak, tak patrząc na to trochę bardziej po ludzku, czy nie mogłoby być tak, że Jezus zwyczajnie dał im czas na to, żeby oni przetrawili to wszystko, co im powiedział. Dał im czas na to, żeby oni zakumali. Nie było tak, że powiedział im całe swoje kazanie ze Starego Testamentu i teraz: Chłopaki, kumacie już? Nie, dał im czas, nie spieszył się.

Przetrawcie to sobie, chłopaki. Zrozumcie, o co w tym wszystkim chodzi. I w momencie łamania chleba, w momencie, który z jednej strony dla nas może być taki doniosły, bo związany też z tym, co Jezus polecił nam czynić, w momencie, kiedy spożywał ostatnią wieczerzę ze swoimi uczniami, jednocześnie był to moment, który w tamtej konkretnej sytuacji był momentem dosyć zwykłym, bo po prostu siedzi przy stole do kolacji tak po prostu, jak codziennie. I właśnie to jest... Być może to, że Jezus chce z jednej strony dać nam czas na to, żebyśmy przetrawili sobie to, co wiemy na Jego temat, żebyśmy poświęcili czas na to, żeby rzeczywiście spróbować zrozumieć, o co takiego w naszej drodze wiary może chodzić, a jednocześnie chce nam się dać poznać w momencie codziennym, zwykłym, przyziemnym.

My często oczekujemy, wiecie, gromów z nieba, nie wiadomo czego. Z jednej strony patrząc na te historie, no słuchajcie, jak chłopaki miałyby się nawrócić, to po czyim innym kazaniu jak nie samego Jezusa? No mogliby od razu, ale Jezus ani tego od nich nie oczekiwał, ani oni tego nie zrobili, tylko dał im czas, dał im czas na ich decyzje, na ich przetrawienie. I w codzienności, w takiej najbardziej codziennej, zwykłej, przyziemnej czynności dał im się poznać i wtedy otworzyły im się oczy. I to jest bardzo ważne.

My potrzebujemy w naszym życiu momentu, w którym otworzą nam się oczy. To jest coś, czego nie jesteśmy w stanie jakoś za bardzo sami wyrzeźbić. Kiedy patrzę na moją drogę wiary, na lata w zasadzie, kiedy będąc nastolatkiem, gdzieś tam byłem dosyć zainteresowaną osobą, ale w ogóle nie kumałem, o co chodzi. W ogóle nie byłem w stanie posklejać faktów. Gdzieś tam, tak jak to kilkukrotnie wspomniałem, gdzieś tam elementy układanki w mojej głowie były, ale nie było całego obrazu.

I jestem przekonany, że my potrzebujemy naprawdę takiego Bożego dotknięcia, żeby w pewien sposób móc zrozumieć to, że o to chodzi w mojej drodze wiary, o to chodzi w mojej relacji z Bogiem, do tego Bóg mnie zaprasza. I teraz wiem, że to może brzmieć tak na zasadzie: no dobra, to może ty masz łaskę wiary, a ja nie mam łaski wiary. I co z tego? I co mam teraz zrobić z taką sytuacją? W jaki sposób miałbym na to odpowiedzieć?

Ja bym powiedział tak: jestem przekonany, że łaska wiary jest dostępna dla każdego, bo momentów, w których wyraźnie widzimy, że Bogu zależy na absolutnie każdej osobie, jest w Biblii naprawdę niemało. Kwestią może właśnie jest to, że zwyczajnie czasami potrzebujemy czasu, potrzebujemy pewnej wytrwałości z naszej strony, żeby przetrawić to, co już wiemy, żeby doszukać rzeczy, których nam jeszcze w naszej historii brakuje, do tego, żeby nasza decyzja o tym, że chcemy iść za Jezusem, była zwyczajnie dojrzała i świadoma, a nie taka na zasadzie: no wiecie, posłuchałem fajnego podcastu, słuchałem jakiegoś kazania. Byłem na rekolekcjach, bomba, teraz będę uczniem Jezusa, teraz idę za Bogiem na całego, będę się starał dla Niego żyć całym swoim serduchem. No i wiecie, mija dzień, dwa, emocje opadają, kurz opada, zaczyna się codzienność i lipa. Bardzo często tak kończą się decyzje, które są podejmowane właśnie w momentach jakiejś podniesionej ekscytacji, w momentach właśnie takich wyjątkowych, uroczystych.

A Bóg chce, żebyśmy naszą drogę wiary przeżywali bardziej w naszej codzienności niż w tych wyjątkowych momentach. Nie żeby tych wyjątkowych momentów miało nie być, ale niech te wyjątkowe momenty będą czymś, co będzie nas umacniało w naszym codziennym stawianiu kolejnych kroków wiary. Po to, żeby móc zrealizować swoje powołanie, żeby móc odkrywać swoje powołanie i przede wszystkim w ramach odkrywania tego powołania odkrywać osobę samego Jezusa, spotkać się z Nim, zrozumieć, o co Jemu chodzi, co dla Niego jest ważne, w jaki sposób On wyobraża sobie tę historię, w jaki sposób On to wszystko zaplanował, w jaki sposób On realizuje konsekwentnie dalej swój plan na ziemi i w jaki sposób my możemy stać się częścią tego planu. Niesamowicie lubię tę historię, bo wierzę w to, że to jest historia, której potrzebuje każdy z nas, bez względu na to, gdzie jesteś dzisiaj na swojej drodze wiary. Czy być może jesteś osobą, która jeszcze jest zawiedziona Bogiem i myślisz sobie...

No nie, no nie, to nie dla mnie. Oczekiwałbym czegoś innego. Lub też jesteś osobą, która stawia gdzieś tam kolejne kroki wiary, ale czasami masz takie poczucie, że Bóg nie gra tak, jakbym się tego spodziewał. Trochę nie do końca o to mi chodziło, no ale dobra, będę się starał, będę się starała. A być może jesteś osobą, która faktycznie stara się na maksa iść za Bogiem, stara się na maksa Jemu podporządkować swoje życie.

Widzisz Boże działanie w swoim życiu, ale czasami są takie momenty, że myślisz sobie: czy to wszystko? I odpowiedzią na to pytanie jest: zawsze jest więcej. Jest więcej do odkrycia, jest więcej do poznania, jest więcej z naszego powołania, które możemy realizować, bo dopóki oddychamy, to znaczy, że nad naszym życiem jest powołanie i Bóg chce nadawać kierunek naszemu życiu. I czasami, w niektórych trudniejszych momentach, chce na nowo, tak jak Jezus w tej historii, opowiedzieć nam historię z Jego perspektywy, po to, żebyśmy zrozumieli, jakie jest nasze miejsce w ramach tej historii i jak fantastycznym Bogiem On jest. Bogiem nieprzypadkowym, ale Bogiem, który objawiał siebie od tysięcy lat i punktem kulminacyjnym tego objawienia była osoba Jego własnego Syna, Jezusa Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał po to, żebyśmy my mogli żyć i to żyć życiem, do którego Bóg nas stworzył, życiem na miarę Jego możliwości, a nie tylko naszych marnych ludzkich możliwości.

Gdybyście mieli jakieś dodatkowe pytania, chcieli dowiedzieć się czegoś więcej, możecie wejść na stronę bibliawrok.pl lub napisać do mnie na adres jacek@bibliawrok.pl. Tym odcinkiem zakończyliśmy naszą podróż z Ewangelią według Łukasza, ale to nie koniec pism Łukasza, bo już jutro gładko przejdziemy do Księgi Dziejów Apostolskich, kontynuując tak naprawdę taki dwuksiąg, którego autorem jest właśnie Łukasz. I dowiemy się, co takiego dalej działo się po zmartwychwstaniu i w jaki sposób historia pierwszych uczniów Jezusa może być dla nas inspiracją do jeszcze bardziej owocnego życia. A tymczasem wielkie dzięki za dzisiejszy odcinek i do usłyszenia już jutro w kolejnym.