Wszystkie odcinki

Dzień 276 Ewangelia św. Mateusza 5-6

Co oznacza być uczniem Jezusa

Prowadzi Jacek Obolewicz · Zobacz w planie czytania

Przeczytaj tekst: Mt 5 Mt 6

Dzień 276 z 365 · Otwórz w Spotify

Ten dzień w minutę

Nie masz teraz czasu na cały odcinek? Najważniejsza myśl w krótkim wideo.

Przeczytaj wstęp do księgi: Ewangelia św. Mateusza

W skrócie

Dzisiaj zatrzymujemy się przy tym, co to właściwie znaczyło być uczniem Jezusa. Tłumaczę, jak wyglądała edukacja w tamtym świecie, dlaczego rybacy, którzy na którymś etapie odpadli, byli tak zaskoczeni zaproszeniem i co znaczy słowo „błogosławieni”. Jezus nie zaprasza nas tylko do wiedzy, ale do życia takiego jak Jego.

Najważniejsze myśli

  1. Bóg kocha, zanim cokolwiek zrobisz

    Po chrzcie Jezus nie zdążył jeszcze nic zrobić, a Ojciec już mówi, że to Jego ukochany Syn. Tak samo Bóg kocha nas za to, kim jesteśmy, a nie za to, co zrobimy.

  2. Rabin wybierał ucznia, nie odwrotnie

    W czasach Jezusa najlepsi chłopcy uczyli się Pisma na pamięć, a rabin sam wybierał tych, w których wierzył. Jego zaproszenie „chodź za mną” znaczyło tyle, co: wierzę, że możesz być taki jak ja.

  3. Jezus wybiera tych, którzy odpadli

    Piotr, Andrzej, Jakub i Jan byli rybakami, więc pewnie kiedyś odpadli z tej drogi nauki. Jezus widzi w nich potencjał, którego nie zobaczyli inni, i zaprasza ich, żeby byli Jego uczniami.

  4. Szczęśliwi, czyli błogosławieni

    Greckie słowo, które tłumaczymy jako „błogosławieni”, dosłownie znaczy szczęśliwi. W ośmiu błogosławieństwach Jezus opisuje więc, jak wygląda życie szczęśliwego człowieka w Jego królestwie.

Z odcinka

To rabin wybierał jego. I to, że rabin wybrał takiego młodzieńca, oznaczało bardzo konkretną rzecz: wierzę w to, że możesz być taki jak ja.

I kiedy zaprasza nas do tego, żebyśmy za Nim szli, to On widzi w tobie i we mnie potencjał do tego, żebyśmy byli tacy jak On.

Jezus nie zaprasza nas do tego, żebyśmy wiedzieli to, co On, żebyśmy mieli jakąś wiedzę. On zaprasza nas do tego, żebyśmy żyli życiem.

Fragmenty, o których mowa w odcinku

  • Po chrzcie Jezusa otwiera się niebo i słychać głos Ojca, który nazywa Go ukochanym Synem, choć Jezus jeszcze nic nie zrobił.
  • Jezus przenosi się do Galilei i tam spędza większość czasu swojego nauczania, wśród zwykłych, praktycznie wierzących ludzi.
  • Jezus powołuje czterech rybaków, Piotra, Andrzeja, Jakuba i Jana, a oni zostawiają wszystko i idą za Nim.
  • Osiem błogosławieństw, czyli opis tego, co znaczy być szczęśliwym w Królestwie Jezusa.
  • Jezus zaprasza do miłości nawet wobec nieprzyjaciół, co pokazuje, jak bardzo inne jest Jego królestwo.

Kliknij odnośnik, żeby przeczytać fragment.

Gdzie jeszcze w Biblii wraca ten temat

  • Andrzej był wcześniej uczniem Jana Chrzciciela i to on przyprowadził do Jezusa swojego brata Piotra, więc rybacy znali Go już wcześniej.
  • To podobna wersja błogosławieństw, którą w Ewangelii św. Łukasza Jezus wypowiada na równinie.
  • Paweł pisze, że Bóg przeznaczył nas, byśmy stali się podobni do obrazu Jego Syna, a to jest dokładnie to, do czego zaprasza uczniostwo.
  • Powołanie pierwszych uczniów w wersji Marka, bardzo podobnej do opisu Mateusza.

Do przemyślenia

  • Co by się zmieniło w moim życiu, gdybym naprawdę uwierzył, że Jezus widzi we mnie potencjał, by być taki jak On?
  • W jakich sytuacjach reaguję „normalnie”, a wiem, że Jezus zaprasza mnie do czegoś więcej?

Powiązane odcinki

uczniostwo Kazanie na Górze błogosławieństwa powołanie uczniów Galilea miłość Boga

Fragmenty Biblii w dymkach pochodzą z Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej (Fundacja Wrota Nadziei, licencja CC BY-ND 4.0). W podcaście czytam z innego przekładu. Tutaj korzystamy z UBG, bo jej licencja pozwala swobodnie udostępniać tekst.

Transkrypcja odcinka

Zapis powstał automatycznie i może zawierać drobne błędy. Najważniejsze zdania są wyróżnione, a podkreślone miejsca otwierają fragment Biblii, o którym mowa.

Cześć, z tej strony Jacek, słuchasz właśnie podcastu Przeczytaj Biblię w rok. Dzisiaj mamy dzień 276 i czytamy Ewangelię Mateusza, rozdział 5 i 6. Gdybyście chcieli dowiedzieć się więcej na temat tego podcastu, wejdźcie na stronę bibliawrok.pl. Żeby dzisiaj przejść sobie do kolejnych rozdziałów Ewangelii Mateusza, chciałbym, żebyśmy też wrócili sobie trochę do tego, co czytaliśmy wczoraj. Dlatego że w poprzednim odcinku skupiłem się nad takim wstępem do Ewangelii Mateusza, wstępem niejako też do w ogóle Nowego Testamentu, co jest dosyć karkołomne, żeby zrobić kilkanaście minut, no ale mam nadzieję, że chociaż tak krótkie nagranie pomoże wam lepiej wczuć się w klimat, w którym teraz się znajdujemy.

To, czego nie zrobiłem ostatnio, to nie bardzo odniosłem się do historii, które się działy właśnie w pierwszych rozdziałach, gdzie mamy rodowód Jezusa, gdzie mamy historię o narodzeniu Jezusa, gdzie mamy historię w ogóle tego, że w ogóle Jezus ma się narodzić w taki dosyć niezwykły sposób, gdzie, okej, gość, który później będzie ojcem Jezusa, Józef mianowicie, dowiaduje się, że będzie ojcem, tylko wie, że no nie bardzo ma być jak ojcem, no bo w zasadzie z żoną, czy narzeczoną wtedy w sumie, nie skonsumował związku w żaden sposób, więc tutaj robią się całe te hece. Jest historia związana z tym, że pojawiają się mędrcy ze wschodu, rodzice Jezusa uciekają z nim do Egiptu, żeby go uratować przed niechybną śmiercią. Mamy historię Jana Chrzciciela, który jest takim gościem zapowiadającym przyjście samego Mesjasza, no i ten też, Jan Chrzciciel Jezusa właśnie chrzci, gdzie nie będziemy się za bardzo odnosić do tego wątku. Jedna rzecz, która przy okazji tego chrztu jest ciekawa, to jest to, że Jezus nie zdążył do tego momentu jeszcze nic zrobić, nie zdążył dokonać żadnych cudów, nie zaczął nauczać, niemniej jednak po chrzcie, zaraz w rozdziale trzecim czytamy, że , otworzyło się nad nim niebo, wtedy zobaczył, jak Duch Boży niczym gołębica zstępuje i na nim spoczywa, rozległ się też głos z nieba: Oto mój Syn ukochany, źródło mojej radości. Jezus nie zdążył nic tak naprawdę jeszcze zrobić, a już widzimy, jak wielką miłością darzy go jego Ojciec.

I mówię o tym dlatego, że może to też być ważne dla nas. Możemy mieć poczucie, że ja jeszcze nic w swoim życiu szczególnego nie zrobiłem. Nie zmienia to tego, że Bóg nas kocha w sposób absolutnie wyjątkowy, pomimo tego, że być może jeszcze nie zdążyliśmy nic zrobić i nawet jak coś zrobimy, to miłość Boga do nas nie będzie związana z tym, co my robimy, tylko z tym, kim jesteśmy. Czy jesteśmy Jego dziećmi, czy decydujemy się na to, żeby za Nim iść, żeby za Nim podążać, a nawet jeżeli nie jesteśmy, to wciąż tak samo nas kocha i przez tą miłość chciałby, żebyśmy zwyczajnie mogli Go poznać po to, żeby Jego miłości doświadczać jeszcze więcej i żeby jeszcze bardziej doświadczać planu, który On ma dla naszego życia, w ramach którego możemy osiągnąć pełnię tego, do czego nas stworzył i żyć życiem, które będzie naprawdę szczęśliwe i spełnione. Dalej, po chrzcie Jezus udaje się na pustynię na czterdzieści dni.

Być może kojarzycie historię z czterdziestoma napustyni, niekoniecznie dniami, ale latami. Właśnie to są takie rzeczy, które pojawiają się u Mateusza. Zresztą o tej historii, z tym jak na Jezusie spoczął Duch Święty, przy okazji chrztu i jak później udał się na pustynię, rozmawialiśmy w jednym z odcinków w ogóle, przy okazji Starego Testamentu, gdzie rozmawialiśmy o tym, w jaki sposób Duch Święty nas prowadzi. I dalej w rozdziale czwartym już taki wstęp do tego, co będziemy mieli dzisiaj w naszej historii, czytamy od wersetu dwunastego, że gdy Jezus usłyszał, że Jan trafił do więzienia, , po opuszczeniu zaś Nazaretu mieszkał w Kafarnaum nad morzem w granicach Zebulona i Naftalego. W ten sposób wypełniły się słowa proroka Izajasza i tutaj pojawia się cytat, których to cytatów, jak już też wspomniałem, będziemy mieli u Mateusza dosyć gęsto.

Jedna ważna rzecz odnośnie tego, gdzie Jezus w ogóle mieszkał, bo to jest dosyć ważna historia, to jest też ważne w zrozumieniu tego, do kogo w dużej mierze Jezus kierował swoje przesłanie. Jezus przez większość swojej tak zwanej ziemskiej służby, w ogóle ziemskiego życia, nie mieszkał w Jerozolimie ani w okolicach. On tam się pojawiał i mamy kilka historii, które zresztą są dosyć znaczące, związane właśnie z Jerozolimą, z różnymi świętami, w których Jezus brał udział, niemniej jednak absolutna większość Jego nauczania to jest malutki obszar na północ od Jerozolimy, region, który się nazywał Galileą. I teraz o tyle jest to też ważne dla nas, że to nam pokazuje, do jakich ludzi w pierwszej kolejności Jezus kierował swoje... A byli to ludzie, którzy niekoniecznie byli religijnymi specjalistami.

Najwięcej religijnych specjalistów, takich wiecie, religijnych fundamentalistów mieliśmy właśnie w Jerozolimie i w okolicach: faryzeusze, uczeni w piśmie. Oni raczej byli tam. Nie zmienia to jednak tego, że w Galilei również byli Żydzi, którzy byli dosyć religijni, ale w trochę inny sposób, że tak pozwolę sobie powiedzieć. Bo ludzie, których w Galilei było całkiem sporo, to byli tak zwani rabini. Rabini, czyli nauczyciele, którzy w pewien sposób wyróżniali się swoim poznaniem Boga, swoim zrozumieniem właśnie Biblii, która w tamtym czasie była tym, co my dzisiaj nazwiemy Starym Testamentem.

I Jezus w zasadzie był jednym z takich rabinów. To nie jest tak, że Jezus był osobą, do której nie można by było nikogo przyczepić, bo byli różni inni rabini, różni inni nauczyciele. Oczywiście Jezus był wyjątkowy w wielu kwestiach, tą swoją wyjątkowość podkreślił. Niemniej jednak ważne jest to, że Jezus swoje nauczanie kierował do ludzi, którzy wychowali się właśnie w takim środowisku. Nie idziemy do świątyni, robimy to czy tamto, tylko żyli w sposób, który miałby podobać się Bogu, w ramach którego będą swoim życiem Boga honorować i w taki bardzo praktyczny sposób swoją wiarę odnosić do codziennego życia.

Mówię o tym dlatego, że my często właśnie mamy taki obraz życia wiary bardziej związany z takim klimatem Jerozolimy. Wiecie, robimy różne rzeczy, bierzemy udział w różnych rytuałach i tak dalej. I teraz nie mówię, że te pewne rzeczy nie są ważne, nie mają żadnego znaczenia. Niemniej jednak Jezus, przychodząc na ten świat i nauczając, nauczał w miejscu, w którym szukał ludzi, których będzie uczył nie tego, jak zrozumieć wiarę, o co chodzi w teologii i tak dalej. Jezus szukał ludzi, którzy pójdą za Nim, którzy będą żyć tak jak On, którzy będą blisko Niego na tyle, że zrozumieją nie przez to, co On mówi, ale przez to też, jak żyje, do jakiego życia powołał nas Bóg.

No i właśnie powołanie tych pierwszych uczniów jest opisane właśnie jeszcze w czwartym rozdziale. I zanim do tego fragmentu się odniosę, chciałbym tylko tak w dużym, naprawdę dużym skrócie — to jest jeden problem z Nowym Testamentem z perspektywy tego podcastu — tutaj wszystko będzie w dużym skrócie. Bo niekoniecznie będziemy mieli tak jak w Starym Testamencie, gdzie, wiecie, w zasadzie czasami z kilku rozdziałów wyłapywaliśmy jakieś takie pojedyncze myśli i się do nich odnosiliśmy. Tutaj w zasadzie co linijka to jest coś, co naprawdę mogłoby nam zająć dobrą chwilę, żeby sobie o tym porozmawiać. Teraz, w dużym skrócie, o co chodzi z uczniami Jezusa?

Jakich to ludzi sobie Jezus znalazł, żeby byli jego uczniami? My dzisiaj nazywamy tą taką szczególną dwunastkę apostołami, niemniej jednak tych uczniów później będziemy widzieli, że było też trochę więcej, niemniej jednak była zdecydowanie taka szczególna dwunastka. I teraz, generalnie wykształcenie religijne w tamtym czasie wyglądało w ten sposób, że był sobie mały chłopiec, na początku też dziewczynki były w to zaangażowane, chociaż dziewczynki nie jakoś szczególnie długo, nie zmienia to jednak tego, że Jezus miał też i uczennice, co może się wydawać być dosyć zaskakujące, ale tak, były kobiety, które były określane jako uczniowie Jezusa, co było dosyć wyjątkowe. Niemniej jednak mieliśmy te małe dzieciaczki, które, wiecie, miały kilka takich etapów swojej takiej religijnej edukacji, w ramach której ich celem, marzeniem było to, żeby stać się, wiecie, rabinem, żeby stać się nauczycielem, żeby stać się tą wyjątkową osobą, która żyje tak blisko Boga. To tak naprawdę w tamtych czasach to był trochę taki klimat jak, wiecie, mamy czasami dzieciaki, które zbierają jakieś karty z jakimiś, nie wiem, sportowcami czy coś takiego, to mniej więcej coś takiego mogłoby się dziać w tamtych czasach, gdzie dzieciaki, wiecie, zbierają karty z najlepszymi rabinami, ten, w ogóle skille i ten to, po prostu bycie rabinem, rabini to w ogóle były postaci, które były absolutnie po prostu ubóstwiane, tak w cudzysłowie, przez ludzi w tamtych czasach, bo to byli ci, którzy żyli najbliżej Boga, którzy znali Boga, którzy swoim życiem pokazywali, jak blisko Boga żyć, czego Bóg od nas oczekuje, którzy mieli niesamowite zrozumienie Pisma.

I to były postaci, które naprawdę fascynowały też między innymi dzieciaki, bo właśnie każdy rodzic i każde dziecko gdzieś na początku chciało: Może kiedyś będę takim rabinem. I było tam kilka stopni edukacji, w ramach których oni musieli się uczyć na pamięć dosyć obszernych fragmentów Starego Testamentu i później, wiecie, były egzaminy, gdzie, wiecie, taki rabin sprawdzał, co ten dzieciak umie, czego nie umie. No i było tak, że na różnych momentach większość z tych dzieci spotykała się z tym, że: Słuchaj, no fajnie, nauczyłeś się, nie wiem, pięciu księg na pamięć. Widzimy, że jesteś naprawdę fajnym gościem, ale nie masz tego czegoś, nie masz tego, co pozwoli ci być rabinem, więc wróć do domu, wróć do swojego taty, bądź rybakiem, rzemieślnikiem. I większość dzieci spotykała się właśnie z tym.

Z jednej strony uczyły się, zapamiętywały ogromne porcje Starego Testamentu, coś, co dla nas dzisiaj jest niewyobrażalne. No ale później jednak większość z nich wracała do swoich domów. No i zwyczajnie żyła takim życiem, wiecie, porządnego izraelskiego rzemieślnika tamtych czasów, między innymi rybaka, których to też dzisiaj spotkamy. No i po kilku takich etapach, gdzie, wiecie, coraz więcej było tego Starego Testamentu, gdzie coraz więcej trzeba było się uczyć, były kolejne, wiecie, egzaminy, selekcje i po prostu, wiecie, tylko absolutnie najlepsi, najwybitniejsi zostawali dalej po to, żeby później mogli chodzić za rabinem. Tylko że to nie było tak, że oni sobie wybierali rabina, za którym chcieliby chodzić.

Oni musieli sprawić, żeby jakiś rabin, żeby jakiś nauczyciel chciał, żeby oni byli jego uczniami. Musieli się czymś wykazać. I tutaj trochę można by było o tym rozmawiać, to jest naprawdę niesamowicie fascynująca historia. Niemniej jednak to, co w tej historii jest bardzo ważne, w tym dużym, tak bardzo ogólnym skrócie, jest to, że kiedy rabin w końcu wybierał takiego dzieciaczka, który przebił się przez różne etapy edukacji, to kiedy mówił mu, że ty możesz być moim uczniem, to znaczyło coś bardzo konkretnego. To znaczyło to, że ten rabin, ten nauczyciel wierzył w to, że ten dzieciak może — to już wtedy nie dzieciak, to już wtedy był młodzieniec — może być taki jak on.

Że on widzi w nim potencjał do tego, żeby on doszedł do tego miejsca, w którym jest ten jego nauczyciel. I to właśnie, wiecie, nie było nauczanie jak, wiecie, szkoła. To było nauczanie: słuchaj, zapraszam cię do tego, żebyś był częścią mojego życia. Będziesz za mną chodził, będziesz robił to, co ja, będziesz nauczycie, myśleć tak jak ja, będziesz tam w różny sposób angażował się też w dyskusje z innymi, będę pomagał ci, jak lepiej poznać Boga, jak lepiej z Bogiem żyć, jak lepiej za Nim iść. Ważne jest to, że to nie dzieciak, nie młodzieniec, sorry, wybierał sobie rabina.

To rabin wybierał jego. I to, że rabin wybrał takiego młodzieńca, oznaczało bardzo konkretną rzecz: wierzę w to, że możesz być taki jak ja. I ma to ogromne dla nas dzisiaj znaczenie. Dlatego, że zaraz przeczytam historię tego, jak Jezus powołuje swoich pierwszych uczniów. I pamiętajmy o tej jednej rzeczy: oni są rybakami.

To znaczy, że oni najprawdopodobniej na którymś etapie edukacji... odpadli. Na którymś etapie ktoś im powiedział, że nie masz tego czegoś, nie masz tego, żeby być rabinem, nie masz, czegoś ci brakuje. Jezus na nich dzisiaj spojrzy i zaprosi ich do tego, żeby byli Jego uczniami. Co jest absolutnie wyjątkowe. Co znaczyło, że Jezus wierzy w to, że oni mają potencjał do tego, żeby być tacy jak On.

I On tak samo patrzy dzisiaj na nas. I kiedy zaprasza nas do tego, żebyśmy za Nim szli, to On widzi w tobie i we mnie potencjał do tego, żebyśmy byli tacy jak On. To jest naprawdę coś wyjątkowego, żeby uchwycić w ogóle ten klimat tego. Niektórzy to określają mianem uczniostwa. Wiecie, że po prostu ci uczniowie, to nie było tak jak my dzisiaj znamy, wiecie, uczniem, nauczycielem i tak dalej.

Tam to było po prostu życie z drugą osobą po to, żeby stać się takim jak ona. Nie żeby tylko wiedzieć to, co ona, ale żeby naprawdę stać się do niego, do tego nauczyciela, tak podobnym. No i teraz pozwólcie, że przeczytam wam tę historię, która jest opisana jako właśnie powołanie pierwszych uczniów, gdzie czytamy, że przechadzając się wzdłuż jeziora Galilejskiego, , byli to Szymon zwany Piotr i Andrzej, jego brat, zarzucali oni sieci, gdyż byli rybakami. Chodźcie za mną — zawołał do nich Jezus — uczynię was rybakami ludzi. Na te słowa bez wahania zostawili sieci i poszli za Nim.

Nieco dalej Jezus dostrzegł innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i jego brata Jana. Ci wraz ze swoim ojcem naprawiali w łodzi sieci. Ich również powołał. On także pozostawił łódź oraz swego ojca i natychmiast poszli za Nim. Kumacie, jakie znaczenie miało to wydarzenie w ich życiu.

Teraz jedna rzecz, którą chciałbym trochę odczarować w tym konkretnym fragmencie, to jest to, że to nie było tak, że oni nigdy nie słyszeli o Jezusie, a z tą pewnością nie Piotr i Andrzej. Bo jak później będziemy czytać inne relacje życia Jezusa, Ewangelii według Marka, Mateusza, Łukasza i Jana, to zobaczymy u Jana właśnie, że Andrzej był uczniem Jana Chrzciciela i Andrzej tak naprawdę był tym, który pierwszy został przedstawiony niejako Jezusowi przez samego Jana i on zawołał swojego brata Piotra i później Piotra zaprowadził do Jezusa, żeby mógł Go poznać. Więc to nie jest tak, że oni się nigdy na oczy nie widzieli. Oczywiście rozumiem to, że Mateusz tutaj w pewien sposób, w tym jak pokazuje tę historię, pokazuje to takie, wiecie, zdecydowanie uczniów, że po prostu oni zostawiają wszystko, idą za Jezusem. Na maksa, od razu.

Niemniej jednak to nie jest tak, że oni, wiecie, nie mieli żadnych informacji, że nagle pojawił się jakiś gość, który, wiecie, lewitował trochę nad ziemią i po prostu... Pójdźcie za mną. I wiecie, oni po prostu jak zahipnotyzowani: idziemy. Nie, nie, nie, to nie była taka historia. To była historia, w której po prostu gość podszedł do nich, o którym oni wiedzieli, że jest wyjątkowym nauczycielem, że jest bardzo szczególną osobą, że nawet zalatuje tym, że on jest tym, o którym Stary Testament tak dużo mówił, którego Stary Testament zapowiadał.

Oni nie nazwali tego oczywiście Starym Testamentem, tylko było to ich pismo. I ta osoba podchodzi do nich i mówi: pójdźcie za mną. Zaprasza ich do tego, żeby byli uczniami, bo zobaczył w nich coś, czego nie widzieli inni. Zobaczył w nich potencjał do tego, żeby oni stali się tak on. I nie dziwi to, że oni wszystko zostawiają i idą za nim, bo nagle, pomimo tego, że być może kiedyś ktoś ich w pewien sposób odrzucił, zdyskwalifikował, powiedział: Nie macie tego czegoś, nie będziesz z ciebie żaden rabin, to nagle pojawia się najlepszy z rabinów, jakich tam mieli, jaki kiedykolwiek chodził po ziemi, i mówi do nich: pójdźcie za mną, bo wierzę w to, że możecie być tacy jak ja.

To jest coś naprawdę wyjątkowego w tej historii, która nie jest aż tak magiczna, jak mogłoby nam się wydawać, kiedy zrozumiemy właśnie świat, w którym uczniowie żyli. No i teraz oni idą za Jezusem. I czytamy, że wówczas Jezus zaczął chodzić po całej Galilei, nauczał w tamtejszych synagogach i głosił dobrą nowinę o Królestwie i uzdrawiał wszelkie choroby oraz wszelkie ludzkie niedomagania. Wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Sprowadzono zatem do Niego wszystkich, którzy się źle czuli, cierpieli na różnego rodzaju choroby, których trapiły bóle, byli dręczeni przez demony, epilepsją i paraliż, a On ich uzdrawiał.

Tak to podążały za Nim wielkie tłumy ludzi z Galilei, Dekapolis, Jerozolimy, Judei i Zajordania. Jezus, widząc te tłumy, wstąpił na górę, a gdy usiadł, rozłożyli się przy Nim Jego uczniowie. Wtedy zaczął do nich przemawiać i rozpoczął tymi słowy. Teraz, być może zauważyliście, jeżeli jakkolwiek śledzicie sobie, chociaż nie wiem, w jakich warunkach słuchacie tego podcastu, ale gdybyście śledzili sobie ten tekst, to byście zauważyli, że zrobiłem tutaj, nie odzywając się, przejście między czwartym a piątym rozdziałem i weszliśmy w ten rozdział, który mamy właśnie dzisiaj. No tak, Jezus zaczyna nauczać.

Ludzie za Nim idą. Nie idą tylko dlatego, że jest świetnym nauczycielem, a też dlatego, że On to swoje nauczanie udowadnia w bardzo wyjątkowy sposób, uzdrawiając, lecząc różne choroby, tak naprawdę odpowiadając na ludzkie potrzeby, pokazuje, w jaki sposób wygląda życie blisko Boga. I też... I też to, co jest ważne, co w czwartym rozdziale się nam pojawia, zaraz kiedy Jezus zaczyna tą tak zwaną publiczną służbę, to jest to, że nauczał on w tamtejszych synagogach, głosił dobrą nowinę o Królestwie. I to jest w ogóle bardzo ciekawe i to jest temat, o którym chciałbym, żebyśmy troszkę sobie rozmawiali w trakcie tych nagrań związanych właśnie z Nowym Testamentem, bo wiecie, my czasami mamy taki obraz dobrej nowiny, że to jest dobra nowina o zbawieniu, na zasadzie: jak umrzesz, pójdziesz do nieba, jeżeli wierzysz w Jezusa, wszystkiego najlepszego.

Ale kiedy będziemy czytać Nowy Testament, to odkryjemy, że Jezus trochę inaczej patrzył na dobrą nowinę niż to, jak my na nią dzisiaj często patrzymy, jak ona jest nam dzisiaj przedstawiana. Bo już tutaj widzimy, że Jezus głosił dobrą nowinę o Królestwie. Z jednej strony ta dobra nowina była związana z tym, że Jezus jest Królem i że jest pewien inny sposób życia, kiedy stajemy się Jego poddanymi, kiedy stajemy się częścią Jego Królestwa. I tak naprawdę to jest to, co jest istotą fragmentu, który zaczyna się dzisiaj, tak zwanego Kazania na Górze. I teraz wiem, że ten odcinek już zrobił się dosyć długi i w zasadzie tutaj powinniśmy dopiero przejść do tego, co mamy dzisiaj.

Jezus zaczyna nauczać, zaczynają chodzić za Nim tłumy. Nie chodzą tylko dlatego, że świetnie gada, ale też dlatego, że robi rzeczy, których inni za bardzo nie robią i ludzie widzą, że jest w Nim coś wyjątkowego. Niektórzy być może przychodzą też po prostu dlatego, że są chorzy i mają bardzo takie przyziemne przesłanki za tym, żeby zbliżyć się do Jezusa, bo chcą być uzdrowieni i tak dalej. Niemniej jednak ludzie idą za Jezusem i to przejście w piąty rozdział było takie, że Jezus, widząc setki, widząc tych wszystkich ludzi, którzy za Nim chodzą z różnych miejsc, bo właśnie to nie tylko byli ludzie z Galilei, czytaliśmy też, że między innymi byli ludzie z Jerozolimy, co było, o my, ogromny kawał drogi, kawał drogi na południe, a jednak gdzieś tam wieść się rozeszła, ludzie dowiedzieli się o Jezusie i zaczęli przychodzić, skąd tylko mogli, po to, żeby Go zobaczyć, doświadczyć, poznać, sprawdzić, zobaczyć, czy faktycznie jest tak, jak ludzie Mu opowiadają, że jest taki nauczyciel, który nie tylko mówi w tak wyjątkowy sposób, ale jednocześnie On pokazuje życie w Bożym Królestwie. I teraz Jezus wchodzi na górę, siada, rozkładają się przy Nim uczniowie i zaczyna do nich przemawiać i rozpoczyna tymi słowy: , gdyż ich jest Królestwo Niebios.

Szczęśliwi zasmuceni, gdyż oni doznają pociechy. Szczęśliwi pokorni, gdyż... I gdyż oni odziedziczą ziemię, szczęśliwi złaknieni i spragnieni sprawiedliwości, gdyż oni będą nasyceni. Szczęśliwi miłosierni, gdyż oni dostąpią miłosierdzia. Szczęśliwi czystego serca, gdyż oni będą oglądać Boga.

Szczęśliwi niosący pokój, gdyż oni będą nazwani synami Boga. Szczęśliwi prześladowani z powodu sprawiedliwości, gdyż ich jest Królestwo Boże. Szczęśliwi jesteście, gdy was będą znieważać, prześladować i kłamliwie zarzucać wam wszelkie zło ze względu na mnie. Cieszcie się, radujcie niezmiernie, bo w niebie czeka was wielka zapłata. Podobnie prześladowano proroków, którzy byli przed wami.

I dalej mamy tak naprawdę sporo fragmentów, do których my już się odnieśliśmy w różnych odcinkach przy okazji Starego Testamentu. To, co przeczytałem tutaj, to jest tak zwane osiem błogosławieństw. I teraz, być może zauważyliście, przekładu, z którego korzystam, mamy w nim słowo szczęśliwi, a nie błogosławieni. Bo błogosławieni to jest, wiecie, takie religijne słowo, które w zasadzie dla nas nie wiadomo, co znaczy. Ale to słowo, które jest tłumaczone jako błogosławieni, dosłownie z greki oznacza ludzi szczęśliwych.

Jezus na samym początku swojej najważniejszej przemowy, tej przemowy, która inauguruje niejako jego działalność, która otwiera jego publiczną służbę, właśnie w taki wyjątkowy sposób, gdzie, wiecie, niejako tutaj jest też dużo odniesień do tego, jak, wiecie, Mojżesz na górze otrzymał Boże prawo, tak Jezus teraz siada na górze i zaczyna nauczać. W tych odniesień też Mateusz robi masę takich, wiecie, jakby Jezus był takim drugim Mojżeszem. Niemniej jednak to, co jest ważne, to jest to, że Jezus w tych ośmiu tak zwanych błogosławieństwach pokazuje, co oznacza życie szczęściem, co oznacza bycie szczęśliwym, będąc częścią Jego Królestwa. I dalej On w tym kazaniu na górze będzie właśnie pokazywał, jakie Jego Królestwo jest inne niż cokolwiek znamy, niż cokolwiek byśmy sobie wyobrażali. Bo ja nawet często też takie rozmowy mam w domu, mamy takie rozmowy gdzieś z moją żoną, gdzie po prostu, wiecie, jest jakaś sytuacja, do której muszę się jakoś odnieść i zdarza mi się często mówić: Wiesz co, normalnie bym zrobił to, naprawdę miałbym ochotę zrobić to, rozegrać coś w taki sposób.

Nie mówię, że, wiecie, zaraz być jakimś wielkim gnojem czy coś takiego, ale ogólnie chciałbym postąpić w taki sposób, tak po prostu gdzieś, wiecie, naturalnie bym to zrobił. Ale kurczę, wiem, to nie jest życie, do którego zaprosił nas Jezus. I wiem, że On od nas wymaga więcej niż to, że zrobimy coś. Coś właśnie w taki normalny sposób, że oczekuje od nas czegoś więcej. Co prowadzi do tego, że możemy żyć życiem naprawdę szczęśliwym.

I dalej w kazaniu na górze będziemy mieli przykłady tego, w jaki sposób żyją ludzie, którzy idą za Jezusem, w jaki sposób, do jakiego życia Jezus nas zaprasza. Jednocześnie, jak to życie może być dla nas zaskakujące, bo jednak Jezus oczekuje od nas czegoś wyjątkowego. Bo czytamy o tym chociażby pod koniec piątego rozdziału, gdzie Jezus mówi: Ja wam natomiast mówię: . Tak czyniąc, zachowujecie się jak przystało na dzieci waszego Ojca w niebie. On sprawia, że słońce wschodzi nad złymi i dobrymi, a deszcz spada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.

Bo jeśli okazujecie miłość tym, którzy was kochają, co wam wynagradzać? Czyż celnicy nie czynią podobnie? A jeśli pozdrawiacie tylko swoich braci, co w tym nadzwyczajnego? Poganie też to robią. Wy bądźcie doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec w niebie.

I to bardzo mocno pokazuje przesłanie Jezusa, które jest zawarte w kazaniu na górze, do którego jeszcze będziemy się odnosić jutro, ale naprawdę nie sposób w ogóle o kazaniu na górze porozmawiać w chwilkę, bo tego jest tak dużo. Zaczynamy od tych ośmiu błogosławieństw, ośmiu cech ludzi szczęśliwych, tego, jak Jezus definiuje szczęście, będąc szczęściem, Jego Królestwa, i o tym, jak bardzo zaprasza nas do życia, które będzie wyjątkowe, które będzie niezwykłe, które będzie sprawiało, że ludzie będą drapać się po głowie i mówić: O co takiego jemu albo jej chodzi? To jest życie, do którego zaprasza nas Jezus. Życie, które, kiedy będziemy czytać kazanie na górze, może wydawać się nam ekstremalnie trudne, ale jest możliwe, bo Jezus swoim życiem udowodnił, że można w taki sposób żyć. To po pierwsze.

Po drugie, Jezus daje nam wszelkie narzędzia, że tak pozwolę sobie powiedzieć, do tego, żeby takim życiem żyć. I jedną z tych wyjątkowych kwestii, które nas usprawniają do takiego życia, jest bliskość Ducha Świętego w naszym życiu, o czym jeszcze będziemy rozmawiać przy okazji kolejnych odcinków. Tymczasem tyle z mojej strony dzisiaj, jeśli chodzi o taki krótki wstęp do kazania na górze i też wstęp do tego, jak właśnie wyglądało, co to znaczyło być uczniem Jezusa. Mam nadzieję, że będzie to dla was pomocne, kiedy będziecie dalej czytać Ewangelię według Mateusza i też kolejne Ewangelie, co lepiej pomoże nam zrozumieć ten klimat świata, w którym Jezus funkcjonował, i ludzi, którzy byli tymi pierwszymi, którzy za Nim właśnie poszli. Jezus nie zaprasza nas do tego, żebyśmy wiedzieli to, co On, żebyśmy mieli jakąś wiedzę.

On zaprasza nas do tego, żebyśmy żyli życiem. życiem, które będzie podobne do Jego życia, że będziemy niejako ucieleśnieniem Jego życia tutaj na ziemi. I co więcej, kiedy On zaprasza nas do tego, żebyśmy za Nim szli, to znaczy, że On wierzy w to, że możemy być tacy jak On. Mam nadzieję, że również dla was jest to zachętą do tego, żeby podejmować wyzwania, takie wiary po to, żeby stawać się coraz bardziej podobnym do naszego Mistrza, Nauczyciela, tego, za którym mówimy, że chcemy iść, żeby być Jego jak najlepszymi uczniami, jak najlepszym przykładem tego, kim On jest, żeby ludzie niejako po nas, po naszym życiu mogli zobaczyć, jaki jest Jezus. To jest zadanie dla każdego, który decyduje się na to, żeby być uczniem Jezusa, decyduje się na to, żeby swoje całe życie podporządkować Jezusowi, pozwolić Mu na to, żeby On nadawał kierunek naszemu życiu, po to, żeby przez nasze życie On mógł się objawić. A kiedy przeczytamy sobie wszystkie Ewangelie i te wszystkie relacje, właśnie te wszystkie relacje związane z tym opisem życia Jezusa tutaj na ziemi, to tak szczerze, ja wiem, że ludzie czasami nie lubią Kościoła, nie lubią duchownych, nie lubią kogoś tam, ale naprawdę ciężko jest znaleźć ludzi, którzy powiedzą, że tak bardzo im się Jezus nie podoba.

Często gęsto niestety jest tak, że ci, którzy powinni być najlepszymi naśladowcami, którzy powinni być przykładem, no okej, dobra, bywa, że nimi nie są, rozumiem. Niemniej jednak pamiętajmy o tym, że ty i ja możesz być przykładem, możesz pokazać, że okej, rozumiem, że są ludzie, którzy zawiedli twoją wiarę, rozumiem, że instytucje, organizacje, kumamy to, tak, nie jest idealnie, ba, daleko jest do ideału, ale my nie mamy zwracać uwagi na ludzi, kiedy podejmujemy decyzję odnośnie naszej wiary, tylko mamy patrzeć na osobę Jezusa i właśnie w tych czterech Ewangeliach będziemy odkrywać, jaki jest Jezus i naprawdę, nie wiem, czy w życiu spotkałem osobę, która by powiedziała: To w ogóle jest beznadziejne, co to jest w ogóle za postać, jak ona mi się nie podoba. Jezus jest naprawdę inspirującą postacią i On przede wszystkim zaprasza nas do tego, żebyśmy byli tacy jak On, żebyśmy również mogli być inspiracją dla innych. Tyle z mojej strony na dzisiaj, bardzo długi odcinek nam wyszedł, ale mam nadzieję, że znowu będzie dla was to pomocne, gdybyście mieli pytania, wejdźcie na stronę bibliawrok.pl, bądź napiszcie do mnie na adres jacek@bibliawrok.pl i słyszymy się już jutro w kolejnym odcinku.