Wszystkie odcinki

Dzień 290 Ewangelia św. Marka 6-7

Ludzkie tradycje

Prowadzi Jacek Obolewicz · Zobacz w planie czytania

Przeczytaj tekst: Mk 6 Mk 7

Dzień 290 z 365 · Otwórz w Spotify

Ten dzień w minutę

Nie masz teraz czasu na cały odcinek? Najważniejsza myśl w krótkim wideo.

Przeczytaj wstęp do księgi: Ewangelia św. Marka

W skrócie

Dzisiaj rozmawiamy o sporze Jezusa z faryzeuszami o mycie rąk. Zastanawiam się, jak łatwo przywiązać się do własnych tradycji i zapomnieć, o co Bogu naprawdę chodzi. Pytanie na dziś brzmi: czy moje życie z Bogiem pomaga innym, czy tylko dobrze wygląda?

Najważniejsze myśli

  1. Herod i strach przed oceną

    Herod zabija Jana Chrzciciela, bo nie chciał się przyznać, że głupio coś obiecał przy gościach. Dużo naszych decyzji też wynika z tego, co ludzie o nas pomyślą.

  2. Czcić Boga można na próżno

    Faryzeusze byli często szczerzy, ale ich tradycje przysłoniły im sens. Jezus cytuje Izajasza: ten lud czci Boga wargami, a sercem jest daleko.

  3. Korban i rodzice

    Według tradycji można było oddać majątek Bogu i w ten sposób nie pomóc rodzicom. W tamtych czasach dzieci były dla rodziców jedynym zabezpieczeniem na starość.

  4. Wszystko zmienia się na dobre

    Na koniec tłum mówi o Jezusie, że sprawia, iż wszystko zmienia się na dobre. Dobre pytanie do siebie: czy tam, gdzie idę, też tak jest?

Z odcinka

Okazuje się, że możemy daremnie Boga czcić, możemy udawać, że Boga czcimy, a tak naprawdę to, co my robimy Bogu, nie oddaje żadnej czci.

Jeżeli w ramach naszego życia po bożemu nie pomagamy innym, to warto jest zweryfikować to, czy my faktycznie żyjemy po bożemu.

Ważne jest to, czy my będziemy tymi, którzy gdziekolwiek idą, sprawiają, że wszystko zmienia się na dobre.

Fragmenty, o których mowa w odcinku

  • Herod zabija Jana Chrzciciela, bo wstyd mu było wycofać się z głupiej obietnicy przy gościach.
  • Faryzeusze pytają, czemu uczniowie jedzą nieumytymi rękami. Jezus odpowiada, że ludzkie tradycje zasłoniły im Boże przykazania, i podaje przykład korbanu.
  • Jezus tłumaczy, że nieczyste czyni człowieka nie to, co wchodzi do jego wnętrza, ale to, co z niego wychodzi.
  • Ostatni werset rozdziału: ludzie zachwyceni uzdrowieniem mówią, że Jezus sprawia, iż wszystko zmienia się na dobre.

Kliknij odnośnik, żeby przeczytać fragment.

Gdzie jeszcze w Biblii wraca ten temat

  • To proroctwo cytuje Jezus: lud czci Boga wargami, a sercem jest daleko od Niego.
  • Przykazanie, by czcić ojca i matkę. Jezus pokazuje, że tradycja nie może go unieważniać.
  • Paweł wraca do tego przykazania i nazywa je pierwszym z obietnicą.
  • Prawdziwa pobożność to troska o sieroty i wdowy. Dokładnie o to chodzi w sporze o korban.

Do przemyślenia

  • Które z moich religijnych zwyczajów robię z przyzwyczajenia, a które naprawdę przybliżają mnie do Boga?
  • Komu mogę dzisiaj konkretnie pomóc, zamiast martwić się, jak wyglądam w oczach innych?

Powiązane odcinki

tradycja faryzeusze serce pomoc innym żyć biblijnie Ewangelia Marka

Fragmenty Biblii w dymkach pochodzą z Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej (Fundacja Wrota Nadziei, licencja CC BY-ND 4.0). W podcaście czytam z innego przekładu. Tutaj korzystamy z UBG, bo jej licencja pozwala swobodnie udostępniać tekst.

Transkrypcja odcinka

Zapis powstał automatycznie i może zawierać drobne błędy. Najważniejsze zdania są wyróżnione, a podkreślone miejsca otwierają fragment Biblii, o którym mowa.

Cześć, z tej strony Jacek, słuchasz właśnie podcastu Przeczytaj Biblię w rok. Dzisiaj mamy dzień 290 i czytamy Ewangelię Marka, rozdziały 6 i 7. Gdybyście chcieli dowiedzieć się więcej na temat tego podcastu, wejdźcie na stronę bibliawrok.pl. W dzisiejszym odcinku chciałbym, żebyśmy odnieśli się do sytuacji, która ma miejsce właśnie w rozdziale 7, choć rozdział 6 też jest bardzo ciekawy, gdzie mamy , który to Herod pozbawia Jana Chrzciciela życia tylko dlatego, że po prostu głupio coś chlapnął na imprezie. I głupio mu było przyznać się przed wszystkimi, że no dobra, trochę mnie poniosło, moja obietnica nie była przemyślana, zachowałem się jak debil i po prostu się wycofać z tego, co zrobił, zamiast tego z uwagi na swoją, w cudzysłowie, reputację w oczach tych, którzy tam byli na imprezie, dokonuje tak makabrycznego czynu, w ramach którego pozbawia Jana Chrzciciela życia.

Po prostu kompletnie niepoważna sprawa, ale to, co tutaj w tej historii jest dosyć ciekawe, to jest to, że on to zrobił w dużej mierze ze względu właśnie na ludzi, którzy tam byli, co znowu dla nas może być też pewnym wyzwaniem, bo okej, pewnie nie stajemy przed wyborami takimi jak Herod w tamtej konkretnej sytuacji, niemniej jednak bardzo często robimy dużo rzeczy, które są bardzo związane z tym, co ludzie sobie o nas pomyślą. No i w sumie takimi zawodnikami, którzy bardzo dbali o to, co ludzie sobie o nich pomyślą, byli faryzeusze. O nich już trochę rozmawialiśmy wcześniej i dla przypomnienia tylko, ja nie mówię, że to byli wszyscy jak leci po prostu kompletnie zepsuci, źli ludzie, którzy po prostu udawali jakąś pobożność, a tak naprawdę nic ich tam nie interesowało. Nie, to nie było tak, była tam masa porządnych zawodników, którzy naprawdę chcieli iść za Bogiem i zwyczajnie patrzyli na tą swoją tradycję w ramach ich, nazwijmy to sobie, ruchu jako na coś, co pomoże im do Boga się zbliżyć, a już chociażby pomoże im Bogu się podobać, nawet jeżeli niekoniecznie byliby zainteresowani tym, żeby do Boga się zbliżyć. I teraz w rozdziale 7 mamy bardzo ciekawą historię, która zaczyna się od samego początku i chciałbym, żebyśmy ją przeczytali.

. Zauważyli oni, że niektórzy z jego uczniów jedzą chleb nieczystymi tymi, to znaczy nieobmytymi rękami. Faryzeusze bowiem i w ogóle Żydzi trzymają się tradycji starszych i nie jedzą, jeśli najpierw w odpowiedni sposób nie obmyją sobie rąk. Tak też po powrocie z rynku nie jedzą, jeśli się nie umyją. Jest ponadto wiele innych rzeczy, które przejęli i których przestrzegają, takich jak obmywanie kubków, dzbanów, miednic i łóżek.

Zapytali go zatem faryzeusze i znawcy prawa: Dlaczego twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą chleb nieobmytymi rękami? On zaś im odpowiedział: Trafnie Izajasz powiedział o was obłudnikach w swoim proroctwie: Ten lud czci mnie wargami, lecz sercem jest ode mnie daleko. Czczą mnie jednak daremnie, ucząc zasad, które są nakazami ludzkimi. Porzuciliście przykazania Boże, a trzymacie się ludzkich tradycji. I ciągnął dalej: Sprytnie unieważniacie przykazania Boże, aby zamiast niego obstawać przy własnej nauce.

Mojżesz bowiem powiedział: Szanuj ojca i matkę oraz kto znieważa ojca lub matkę, poniesie śmierć. Wy natomiast mówicie: Jeśli człowiek powiedziałby ojcu lub matce: Korban, czyli co mógłbym wam dać jako wsparcie, jest darem ofiarnym, to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca albo matki. Tak właśnie przez swoją tradycję unieważniacie słowo Boga i wiele tym podobnych rzeczy robicie. I dalej warto jest, żebyśmy przeczytali sobie ten rozdział do końca, bo dalej to, co Jezus mówi, odnosi się właśnie do kwestii związanych z obmyciem i zwraca też Jezus wyraźnie uwagę na to, że , ale to, co wychodzi z naszego wnętrza, to są rzeczy, które są w stanie uczynić nas nieczystymi. To jednak, mówię, możecie sobie tam doczytać kawałek dalej, bo chciałbym, żebyśmy skupili się tutaj dzisiaj na jednej bardzo ważnej rzeczy.

Jest masa, masa różnych tradycji, starszych lub młodszych, chrześcijańskich, w ramach których pojawia się hasło, że ktoś wierzy biblijnie, że ktoś żyje zgodnie z Biblią. I jest bardzo, ale to bardzo ciekawy, ciekawy temat, bo choć samo spojrzenie na wiarę z perspektywy Biblii jest jak najbardziej okej i sensowne i uważam, że warto by było, żebyśmy jako uczniowie Jezusa wierzyli biblijnie i żebyśmy patrzyli na to, czego Bóg nas uczy, żebyśmy zwracali uwagę na to, co... To, co dla Boga jest najważniejsze, nie zmienia to jednak tego, że nasze życie, tak w cudzysłowie powiedzmy, religijne często związane jest z masą różnych rzeczy, które robimy, których tak szczerze w Biblii nawet nie znajdziemy za bardzo. A nawet jak znajdziemy, to często gęsto jest to naprawdę niemała gimnastyka, żeby jakieś wersety posklejać, żeby uargumentować pewne praktyki. I teraz, żeby było jasne, ja nie chcę powiedzieć, że różne praktyki są bez sensu, bo ja też jak najbardziej rozumiem historię, która za pewnymi praktykami stoi, rozumiem pewną tradycję, w której żyjemy i funkcjonujemy.

I ja nie mówię, że to jest tak, że jeżeli coś robisz, czego nie ma w Biblii, to to jest złe, nie możesz tak robić. Bo wiecie, oczywiście nie mówimy tutaj o grzechu w żaden sposób, tak? Chodzi mi o zwyczajne religijne praktyki. Trochę tak, jak to było w przypadku właśnie faryzeuszy. Oni mieli masę swoich różnych praktyk, które nie wynikały bezpośrednio z Bożego Słowa, nie wynikały bezpośrednio ze Starego Testamentu, wynikały zwyczajnie z nauk, które później były do Starego Testamentu doklejane, które też, jak już wcześniej wspomnieliśmy, przez faryzeuszy były traktowane co najmniej na równi, jeśli chodzi o poziom inspiracji tych nauk.

I tutaj Jezus ma taką wymianę zdań z tymi zawodnikami, no bo właśnie znowu przychodzą i myślą: A patrz, a patrz, oni nie robią tego, oni powinni myć ręce, a nie myją. A, ty jesteś słabymi wierzącymi, co wy robicie? Weź przestań, dlaczego tak? No i Jezus na to mówi: Okej, okej, dobra, widzę chłopaki, że dalej nie kumacie. I pada tekst, który oni najprawdopodobniej znali, gdzie Jezus mówi: Ten lud czci mnie wargami, lecz sercem jest daleko ode mnie.

Czczą mnie jednak daremnie, ucząc zasad, które są nakazami ludzkimi. Okazuje się, że możemy daremnie Boga czcić, możemy udawać, że Boga czcimy, a tak naprawdę to, co my robimy Bogu, nie oddaje żadnej czci. Ważne jest to, żeby nasze serca były blisko Boga. I kiedy nasze serca są blisko Boga, to uczyni to jedną bardzo ważną rzecz w naszym życiu. My bardziej skupimy się na dobru innych, na tym, jak innym pomagać, niż na tym, jak my będziemy się prezentować w oczach innych.

I przykład, który tutaj Jezus podaje, to jest przykład, gdzie w ramach tych nauk, z których tam faryzeusze korzystali, był taki koncept, w ramach którego... Ktoś mógł przekazać część swoich zasobów materialnych jako ofiarę na świątynię. No i generalnie pomysł jest całkiem spoko. Problem jest jednak taki, że często gęsto były to sytuacje, w których ludzie mieli zwyczajnie rodziców na utrzymaniu. Wiecie, nie mieliśmy różnych instytucji, które, nie wiem, zapewniały emerytury czy tam cokolwiek, więc tak naprawdę rodzice, którzy już nie byli w wieku produkcyjnym, byli zdani na swoje dzieci.

To był ich fundusz emerytalny. Dzieci były funduszem emerytalnym rodziców. To była jedyna opcja na to, żeby ci rodzice mogli jakkolwiek sensownie funkcjonować. Dlatego między innymi bardzo wartościowe było to, żeby mieć naprawdę dużo dzieci w tamtych czasach, no bo zwyczajnie nikt inny poza dziećmi raczej by się nami nie zainteresował. No i faryzeusze, doskonale kumając to, żyjąc dokładnie w czasach, w których rozumieli tę potrzebę, mówili, że słuchajcie, ale możecie zrobić tak, że coś przekażecie Bogu.

Tylko że problem był taki, jeżeli przekażecie to Bogu, to już wtedy nie możecie z tym zrobić nic innego. A jest taka tradycja, w ramach której możecie tak zrobić. To będzie bardzo chwalebne, religijne, Bogu to się będzie podobało, a nam to najbardziej, bo może przy okazji nam coś skapnie, ale to już tam jakkolwiek. Więc jeżeli byście powiedzieli, i tutaj pada słowo korban, które jest też zdefiniowane od razu, że to, co mógłbym wam przekazać na wsparcie, jest darem ofiarnym, no to sprawiacie, że okej, niby według faryzeuszy będziecie się podobać Bogu, tylko że tym samym nie będziecie mogli pomóc rodzicom, bo to, co przekazaliście, nie może już być użyte na to, żeby wspierać swoich rodziców. A jednocześnie wsparcie rodziców to nie jest kwestia tylko i wyłącznie starotestamentowa, bo nawet apostoł Paweł później odniesie się w jednym ze swoich listów do tego konkretnego przykazania, gdzie zwróci jeszcze uwagę na to, że to jest pierwsze przykazanie z obietnicą, patrząc na nie właśnie z perspektywy Starego Testamentu, więc to jest bardzo ważna sprawa.

I w sytuacji, w której faryzeusze, dobra, może nam coś skapnie, może w jakiś sposób będziemy mieli z tego jakiś bonus, a już na pewno wkręcimy tą ludziom, że to Bogu będzie się podobało, sprawiali, że zwyczajnie byli ludzie, którzy nie mieli znikąd wsparcia. I jeżeli przypomnicie sobie kwestie związane ze Starym Testamentem, z prawem, które tam było dane, to ja na to zwracałem uwagę często i gęsto, że to prawo było dane po to, nie żeby robić pewne religijne czynności dla robienia religijnych czynności, tylko po to. Po to, żeby być wartościową osobą w społeczeństwie, która wspiera innych. Masa tych praw, poza tą kwestią, powiedzmy taką stricte już religijną, stricte taką ceremonialną, to były rzeczy bardzo bezpośrednio związane właśnie z pomocą innych, z tym, żeby dla innych być wsparciem, żeby nieść pomoc, gdzie ona jest potrzebna, żeby opiekować się szczególnie tymi, którzy na pomoc za bardzo nie mogą liczyć. I w historii starotestamentowej kilkukrotnie później pojawiały się momenty, w których właśnie przez usta proroków Bóg zwracał uwagę na to, że robicie masę różnych rzeczy, ale nie robicie tego, co z mojej perspektywy jest najważniejsze, żeby wspierać tych, którzy wsparcia potrzebują.

I kumam, że dzisiaj trochę jest tak, że patrząc na kwestię wsparcia, no dobra, wiesz, Jacek, mamy różne programy wsparcia, ludzie mają wsparcie od rządu, skąd tamkolwiek, nie będziemy się wkręcać w to w ogóle, nie mam zamiaru ruszać tego tematu śliskiego bądź co bądź, tylko chciałem zwrócić uwagę na coś innego. Bardzo często osoby, czy my patrzymy na swoje życie właśnie przez pryzmat tego: ja staram się żyć po bożemu. Jeżeli w ramach naszego życia po bożemu nie pomagamy innym, to warto jest zweryfikować to, czy my faktycznie żyjemy po bożemu, czy faktycznie jesteśmy, w cudzysłowie, biblijnymi chrześcijanami, czy faktycznie żyjemy zgodnie z Biblią. Bo wiecie, to życie zgodnie z Biblią często gęsto wygląda trochę tak jak karykatura, która miała kiedyś miejsce, gdzie gość zrobił eksperyment, w ramach którego po prostu chciał żyć zgodnie ze Starym Testamentem, wiecie, każdego dnia przez tam rok czasu i wykonywać te różne rzeczy, które tam się działy, włącznie z tym, że w jakąś tam babkę rzucił kamieniem, no bo wiecie, tam była, coś tam zrobiła, tak, i trzeba było, wiecie, rzucić kamieniem. Totalny bezsens, totalne niezrozumienie istoty Starego Testamentu, ale bardzo łatwo nam dzisiaj jest właśnie w taki sposób żyć i funkcjonować.

I teraz ja się nie chcę absolutnie czepiać kogokolwiek, kto spojrzałby na swoje życie i powiedział: no ja staram się żyć biblijnie, bo to jest jak najbardziej okej, to jest fantastyczne. Ja osobiście też bym tak powiedział. Śmieszna rzecz jest taka, że często ludzie z różnych tradycji, z którymi się gdzieś mam okazję spotkać od czasu do czasu, mówią: ja wierzę biblijnie. Zazwyczaj jest tak, że jeżeli ktoś mi powie, że wierzy biblijnie, że jest biblijnym chrześcijaninem, to jestem w stanie dosyć spokojnie znaleźć jakąś praktykę. która w żaden sposób z Biblii nie wynika. Tak wiecie, nie żeby się czepiać, ale w większości przypadków, nie mówię, że nie ma ludzi, którzy faktycznie, nie wiem, nie ma się czego przyczepić, ale w większości przypadków tych, z którymi się w jakiś sposób spotkałem, jest jednak tak, że wiecie, zazwyczaj coś tam jest, gdzie tak szczerze, jakbyśmy sobie wzięli, wiecie, Biblię, Stary i Nowy Testament, zaczęli grzebać w praktyce pierwszego kościoła, to spokojnie znajdziemy coś, co no dobra, nawet nie jesteś w stanie za bardzo, zgodnie z tym żyć, bo, nie wiem, żyjemy w innych czasach, tak?

I zwyczajnie pewne kwestie, no są kulturowe, tak, są kulturowe. Dlatego też, tak jak wspomniałem, nie mówię, że różne nasze tradycje, w których jesteśmy, a skąd inąd wiem, że tego podcastu słuchają ludzie z różnych tradycji chrześcijańskich, piszecie do mnie od czasu do czasu i jakby kumam, że słuchacze są różni. Niemniej jednak te słowa, które do mnie spływają, są zazwyczaj bardzo pozytywne i rzeczywiście jest to ten podcast dla was wsparciem. I ja nie mówię, że jakakolwiek tradycja jest, nie wiem, fe fe, bo tak. Bardziej zwracam uwagę na to, że jeżeli my tak bardzo przywiązujemy się do naszych tradycji, praktyk religijnych, że jednocześnie nie jesteśmy pomocni dla ludzi, którzy są wokół nas, gdzie nie wspieramy tych, którzy faktycznie potrzebują wsparcia i my możemy ich wesprzeć w jakiś sposób, no to zwyczajnie nie żyjemy biblijnie.

Tyle. Więc możemy mieć najfantastyczniejsze praktyki, tradycje, mogę być z kościoła takiego, który to już w ogóle najlepiej wierzy na świecie, ale jeżeli w swoim życiu nie pokażę tego, że słucham głosu Ducha Świętego, idę za tym, jak On mnie prowadzi i czasami może mnie prowadzić do miejsc, które właśnie są dziwne, są niespodziewane, są takimi miejscami, do których wydaje nam się, że nie chcielibyśmy iść. Jezus często zabierał uczniów, jak już zresztą mieliśmy okazję o tym porozmawiać w kilku okazjach, w miejscach, które nie były jakoś szczególnie, wiecie, z perspektywy ludzi religijnych to było tak, że: ale to tam w ogóle nie można chodzić. Jeżeli tam są ludzie, którzy potrzebują usłyszeć Ewangelię, doświadczyć Bożej mocy, tak najbardziej, jakiekolwiek miejsce może być miejscem, do którego potencjalnie Bóg może nas wysłać. Co my wtedy zrobimy?

Czy będziemy patrzeć na to, co ludzie sobie o mnie pomyślą? Czy powiem: ja wiem, że Duch Święty pobudza mnie w jakiś sposób do tego, żebym poszedł w miejsce, gdzie chrześcijanie tam nie chodzą, ale tam są ludzie, którym... Mogę pomóc, dla których mogę świecić światłem, dla których mogę być świadectwem mocy Ewangelii, która dzisiaj działa tak samo, jak działała wieki temu, tak samo jest dostępna dla nas dzisiaj, po to, żebyśmy byli tymi, którzy zwyczajnie pomagają ludziom odkryć kompletnie nową jakość życia, którą może nam zapewnić tylko i wyłącznie nasze chodzenie z Jezusem, blisko Niego, blisko Ducha Świętego, słuchając Jego głosu. I chciałbym to podsumować wersetem, który jest na samym końcu dzisiejszego rozdziału, już tam abstrahując od konkretnej sytuacji, która tam się wydarzyła, która była znowu wyjątkowa, dokonało się uzdrowienie. , mówi nam: Nie mogli przy tym wyjść z podziwu.

Mówili: Sprawia, że wszystko zmienia się na dobre. Nawet głuchym przywraca słuch, a niemym mowę. Ale to, co bardzo zwróciło moją uwagę: sprawia, że wszystko zmienia się na dobre. Czy my, jesteśmy ludźmi, którzy gdziekolwiek idą, sprawiamy, że wszystko zmienia się na dobre? Nie, że dobrze wyglądamy, nie, że dobrze ludzie na nas patrzą, nie, że robimy rzeczy, które nam się wydają dobre, ale czy faktycznie, idąc naszą drogą, którą Bóg nas prowadzi, sprawiamy, że wszystko zmienia się na dobre?

Nawet jeżeli inni mogliby krzywo trochę spojrzeć na nas, czy na pewno powinien tam iść, na pewno powinien z tym rozmawiać albo z tamtym, z kimś się zadawać, to nie ma znaczenia. Ważne jest to, gdzie Bóg nas prowadzi. Nie mam problemu, absolutnie, tak jak mówiłem, jeszcze raz, z naszymi różnymi tradycjami i pielęgnujmy je, dbajmy o nie, nie mówię, że nie, ale nie zapominajmy o tym, co w Biblii tłucze się nam i rzuca w oczy przez całą historię. Skupmy się na tym, co dla Boga jest najważniejsze, odkryjmy to, nad czym Jemu najbardziej zależy, a często gęsto będzie właśnie tak, że odkryjemy, że Jemu bardziej zależy na tym, jak my jesteśmy pomocni dla innych, jak jasno świecimy światłem Jego Ewangelii, niż to, czy ktoś na nas dobrze spojrzy. Czy my zrobimy coś, co sprawi, że my poczujemy się lepiej?

Nie. Ważne jest to, czy my będziemy tymi, którzy gdziekolwiek idą, sprawiają, że wszystko zmienia się na dobre. Tyle z mojej strony na dzisiaj. Ten odcinek nie osobiście rzuca wyzwanie, bo wiem, wiem, że często gęsto jest tak, że właśnie tak funkcjonuje, że w jakichś, wiecie, rozmowach, dyskusjach, ja w ogóle lubię dyskusje, szczególnie jeżeli chodzi o Biblię, jak się domyślacie, mogę niekoniecznie... być światłem, skupiając się bardziej na racjach niż na miłości. I sądzę, że dla wielu z nas w różnych obszarach naszego życia to może być właśnie bardzo cenną lekcją, na czym się bardziej skupimy: na tym, jak inni na nas patrzą, na tym, czy mamy rację, na tym, czy wydaje nam się, że wszystkiego super przestrzegamy, czy bardziej na tym, żeby rzeczywiście okazywać w praktyczny sposób miłość i sprawiać, że wszystko wokół nas będzie zmieniało się na dobre.

Gdybyście mieli dodatkowe pytania, chcieli dowiedzieć się czegoś więcej, możecie niezmiennie wejść na stronę bibliawrok.pl. Już mamy projekt naszej nowej strony. Jeszcze chwila, a ona zaistnieje i mam nadzieję, że wam się spodoba, że będziecie mogli się podzielić nią ze znajomymi, ale jeżeli chcielibyście pomóc swoim znajomym w jakiś sposób też odkrywać Biblię, jeżeli uważacie, że to, czego słuchacie, jest wartościowe, to możecie im podesłać link do podcastu, ale też możecie zostawić recenzję na Apple Podcast, które — nie wiem, jak to się dzieje, ale jak pojawia się nowa recenzja, to w ogóle widzę jakieś skoki w statystykach, że nagle więcej ludzi słucha. Nie wiem, nie pytajcie, ale to zauważyłem. Możecie też dać pięć gwiazdek na Spotify, a wiem, że większość osób słucha ze Spotify, właśnie więc jeżeli słuchacie na Spotify, dajcie pięć gwiazdek, to pomoże innym osobom dotrzeć do tego podcastu i też odkrywać to, w jaki sposób można dzisiaj iść drogą wiary w XXI wieku, patrząc na to, co w Biblii jest napisane, która, jak już widzicie, ma dużo wartościowych rzeczy dla nas, którzy żyjemy w tak odległych czasach kulturowych, a jednak.

Możecie też do mnie napisać maila na adres jacek@bibliawrok.pl, dać znać, co myślicie, co wam się podoba. Może macie jakieś krytyczne uwagi, jak najbardziej chciałbym je usłyszeć, będę bardzo ciekawy tego. Jeżeli chciałbyś powiedzieć: Nie będę słuchał już tego podcastu, to napisz mi dlaczego, to chociaż będę wiedział, co zrobić. Możesz się nie zgodzę, ale to na pewno będzie cenne z perspektywy kolejnych odcinków. No i słyszymy się już jutro w kolejnym odcinku w Ewangelii Marka.