Wszystkie odcinki

Dzień 356 1 List św. Piotra 1-5

Źródło szczęścia

Prowadzi Jacek Obolewicz · Zobacz w planie czytania

Dzień 356 z 365 · Otwórz w Spotify

W skrócie

Pierwszy list Piotra to list o cierpieniu i nadziei. Opowiadam, dlaczego Piotr uważa je za coś zwyczajnego w życiu ucznia Jezusa i czym różni się cierpienie za głupotę od cierpienia za dobro. Dzielę się też jedną osobistą historią, która mnie ostatnio mocno poruszyła.

Najważniejsze myśli

  1. Cierpienie nie powinno cię zdziwić

    Piotr pisze do chrześcijan żyjących w świecie, który ich nie rozumie. Mówi wprost, że przeciwności są normalną częścią drogi wiary. Słowo cierpienie pada tu dwanaście razy.

  2. Dwa rodzaje cierpienia

    Jedno wynika z naszego głupiego zachowania i wtedy trzeba po prostu zmienić postępowanie. Drugie z tego, że robimy dobrze. Tylko to drugie jest zaszczytem.

  3. Nadzieja zamiast rozpaczy

    Piotr wskazuje na Jezusa jako źródło nadziei, odkupiciela, przykład i pasterza. Cierpienie jest krótkie, a Bóg po nim odnawia, utwierdza i umacnia.

  4. Ile warta jest moja wiara

    Często nazywamy cierpieniem zwykłe niewygody. Historia znajomego, który zapłacił za swoją wiarę życiem, zmusza do pytania, na co sami bylibyśmy gotowi.

Z odcinka

Jeżeli nasze cierpienie miałoby być konsekwencją naszego złego zachowania, no to po prostu zmieńmy nasze zachowanie.

Wiemy, że ten list powstał po to, żeby dodać nam otuchy, żeby nas pocieszyć.

I ja zacząłem się zastanawiać nad tym, jaką cenę ja bym był w stanie zapłacić za swoją wiarę.

Fragmenty, o których mowa w odcinku

  • Bóg odrodził nas do żywej nadziei. Próby są jak ogień, który uszlachetnia złoto, czyli naszą wiarę.
  • Nawet jeśli cierpimy dla sprawiedliwości, to jest szczęście. Bądźmy gotowi tłumaczyć nadzieję łagodnie i z czystym sumieniem.
  • Kto cierpi jako chrześcijanin, niech się nie wstydzi, ale chwali Boga. Nie cierpmy jako złodzieje czy złoczyńcy.
  • Po krótkotrwałych cierpieniach Bóg wszelkiej łaski sam nas odnowi, utwierdzi, umocni i ugruntuje.
  • Cel listu: dodać otuchy i upewnić adresatów, że trwają w prawdziwej łasce Bożej. List podyktował Sylwanowi.

Kliknij odnośnik, żeby przeczytać fragment.

Gdzie jeszcze w Biblii wraca ten temat

  • Jezus mówi, że szczęśliwi są prześladowani dla sprawiedliwości. To ten sam temat, który rozwija Piotr.
  • Paweł chce poznać Chrystusa i mieć udział w Jego cierpieniach. To ulubiony fragment znajomego, o którym opowiada Jacek.
  • Apostołowie po chłoście wychodzą z radością, że mogli cierpieć dla imienia Jezusa.

Do przemyślenia

  • Czy moje trudności wynikają z tego, że idę za Jezusem, czy z moich własnych błędów, które trzeba po prostu naprawić?
  • Ile naprawdę byłaby warta moja wiara, gdyby miała mnie coś kosztować?

Powiązane odcinki

cierpienie nadzieja prześladowania 1 List Piotra wytrwałość w wierze cena wiary

Fragmenty Biblii w dymkach pochodzą z Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej (Fundacja Wrota Nadziei, licencja CC BY-ND 4.0). W podcaście czytam z innego przekładu. Tutaj korzystamy z UBG, bo jej licencja pozwala swobodnie udostępniać tekst.

Transkrypcja odcinka

Zapis powstał automatycznie i może zawierać drobne błędy. Najważniejsze zdania są wyróżnione, a podkreślone miejsca otwierają fragment Biblii, o którym mowa.

Cześć, z tej strony Jacek, słuchasz właśnie podcastu Przeczytaj Biblię w rok. Dzisiaj mamy dzień 356 i czytamy pierwszy list Piotra, rozdziały od pierwszego do piątego. Gdybyście chcieli dowiedzieć się więcej na temat tego podcastu, wejdźcie na stronę bibliawrok.pl. Jeżeli kiedykolwiek w naszym życiu mamy takie sytuacje, że w naszej drodze wiary jest nam ciężko, są momenty, w których naprawdę zastanawiamy się, czy to musi tak być, czy musi tak być, że będą nas spotykać przeciwności z różnych stron, to pierwszy list Piotra jest świetną odpowiedzią na takie właśnie sytuacje, na sytuacje, kiedy naprawdę jest ciężko, kiedy się zastanawiamy, czy to ma sens, kiedy się zastanawiamy, dlaczego musi koniecznie być tak ciężko. I teraz mówię, że musi, bo tak, nawet z tego, co Piotr będzie tutaj pisał, on wyraźnie podkreśla, że nasze cierpienia to nie jest nic jakiegoś nadzwyczajnego, nie jest to coś, co powinno nas zaskoczyć, jest to wręcz coś, co zwyczajnie jest nieodzownym elementem chrześcijańskiego życia, jest w zasadzie pewnikiem na naszej drodze wiary.

I ten list, który Piotr napisał do różnych wspólnot znajdujących się na terenie obecnej Turcji, miał być właśnie dla nich nadzieją w cierpieniu, nadzieją w sytuacji, kiedy odkrywają, że żyją zgodnie z innymi zasadami, pod rządami innego króla i przez to są zwyczajnie kompletnie niezrozumieni. I wiąże się to też z tym, że często gęsto są prześladowani. Wciąż mówimy tutaj najprawdopodobniej o okresie w historii, kiedy te prześladowania chrześcijan nie były jeszcze aż tak mocne, choć wciąż były już osoby, które nie raz i nie dwa oddały za wiarę swoje życie. Piotr jednak wskazuje na to, że trudności, cierpienie, prześladowania są świetną okazją do tego, żebyśmy mogli pokazać miłość samego Jezusa, dla tego świata, który zwyczajnie tego nie jest w stanie zrozumieć. I w wielu miejscach w tym liście Piotr będzie zwracał uwagę nam na różne przykłady okoliczności, w których może być ciężko, jesteśmy niezrozumieni, możemy doświadczyć cierpienia i w jaki sposób i dlaczego powinniśmy zachować się zgodnie z naszą wiarą.

I gdybyśmy mieli w ogóle w całym Nowym Testamencie znaleźć jedno dzieło, jeden list... Jeden dokument na temat cierpienia to właśnie to jest ten list, bo z 42 sytuacji, kiedy słowo cierpienie jest używane w Nowym Testamencie, w przypadku pierwszego listu Piotra to słowo pojawia się 12 razy. I wiem, że niekoniecznie jest to temat, który by nas szczególnie interesował, to znaczy interesował. Są momenty w naszym życiu, kiedy zwyczajnie ten temat nas dotyczy, dotyczy nas bardzo osobiście. I to, co jest ciekawe z perspektywy tego, w jaki sposób Piotr opisuje naszą relację do cierpienia, które jest nieodzownym elementem naszego życia.

Zwraca on uwagę na to, że cierpienie może być dwojakie. Albo cierpienie, które jest wywołane tym, że zachowujemy się jak głupki, albo cierpienie, które wynika z naszego dobrego postępowania. I teraz, jeżeli nasze cierpienie miałoby być konsekwencją naszego złego zachowania, no to po prostu zmieńmy nasze zachowanie. Nie jest to żaden powód do dumy, nie jest to sytuacja, w której powinniśmy się szczycić i tak dalej. Choć często gęsto jest tak, że jako chrześcijanie jesteśmy w stanie czasami wpakować się w jakieś takie miejsca, gdzie zwyczajnie robi się ciężko, nie dlatego, żeby szczególnie ta trudność była jakaś szlachetna.

Ona wynika często z tego, że zwyczajnie postąpiliśmy w sposób głupi, zrobiliśmy coś nie tak i konsekwencje są dla nas trudnością. Piotr wyraźnie wskazuje na to, że nie jest to cierpienie, które jakkolwiek jest szlachetne, ale jest masa sytuacji w naszym życiu, kiedy jest i będzie ciężko. I kiedy to będzie wynikało zwyczajnie z tego, że wybieramy właściwą drogę, podejmujemy dobre decyzje i wiąże się to często z przeciwnościami, z trudnościami, które wynikają z tego, że funkcjonujemy w świecie, który z natury jest obcy drodze wiary. Pod koniec tego listu Piotr też zresztą wyraźnie pisze, dlaczego ten list powstał. W zasadzie nie Piotr pisze, tylko pisze jego skryba, bo czytamy : Napisałem do was pokrótce za pośrednictwem Sylwanusa, którego uważam za wiernego wam brata.

Pragnąłem dodać wam otuchy i upewnić was, że trwacie w prawdziwej łasce Bożej. Wiemy, po co Piotr podyktował ten list. Wiemy, po co ten list powstał. Wiemy, że ten list powstał po to, żeby dodać nam otuchy, żeby nas pocieszyć, żeby pocieszyć przede wszystkim tych chrześcijan, do których... których w pierwszej kolejności był on kierowany, ale dla nas też znajdziemy tutaj bardzo dużo wartościowej mądrości. I teraz, w pierwszym rozdziale Piotr kładzie niejako taką podstawę tego, co jest źródłem naszej radości i będzie co chwilę zwracał uwagę na osobę Chrystusa, na Jego dzieło.

W zasadzie w każdym rozdziale Piotr odnosi się do Chrystusa jako źródła naszej nadziei, naszego odkupiciela, przykładu, z którego możemy czerpać, naszego Pana, tego, który też cierpiał. W zasadzie do cierpień Chrystusa Piotr odnosi się co chwilę i jednocześnie naszego najlepszego pasterza. I , mamy napisane takie słowa: Błogosławiony niech będzie Bóg, Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa. On odrodził nas do żywej nadziei. Uczynił to w swym wielkim miłosierdziu, dzięki zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa.

W ten sposób dał nam dostęp do dziedzictwa, które nie ulegnie zniszczeniu, skażeniu ani nie utraci świeżości. Czeka ono odłożone w niebie. Należeć będzie do was, których Bóg strzeże swą mocą dzięki wierze, aby obdarzyć was zbawieniem mającym objawić się w ostatecznym czasie. Cieszcie się nim, mimo że teraz, gdy trzeba, bywacie potrosze zasmucani różnymi próbami. Spotykają was one po to, aby wasza szczera wiara, cenniejsza niż zniszczalne przecież złoto ogniem uszlachetnione, mogła tym bardziej wywyższyć, zaznaczyć chwałę i uwypuklić cześć Jezusa Chrystusa, kiedy się objawi.

Jego kochacie, choć nie mieliście sposobności Go zobaczyć. W Niego wierzycie, choć pozostaje dla was niewidzialny. I przepełnia was radość niewysłowiona, pełna chwały, was otrzymujących to, co jest skutkiem waszej wiary: zbawienie dusz. Już na samym początku odniesienie się Piotra do samego cierpienia jest Dla nas trochę może i problematyczne, bo Piotr bardzo wyraźnie mówi: Cieszcie się, gdy jesteście zasmucani różnymi próbami. W różnych miejscach w tym liście dalej Piotr będzie zwracał uwagę na to, że nasze cierpienie jest szczęściem.

Cierpienie, które oczywiście wynika z naszych dobrych wyborów, z tego, że idziemy za Bogiem. I do tego Piotr odnosi się w kolejnym rozdziale, gdzie w wersecie dwudziestym pisze: Cóż to za zaszczyt, kiedy się cierpi z powodu własnych grzechów? Ale właśnie wtedy, gdy znosicie cierpienia za swoje dobre czyny, spotyka was łaska ze strony Boga. Dalej w trzecim rozdziale, dalej kontynuując temat cierpienia, : Zresztą kto was będzie krzywdził, jeśli będziecie gorliwymi rzecznikami dobra? Ale nawet gdybyście mieli cierpieć dla sprawiedliwości, to i tak jest to szczęście.

I gróźb się nie bójcie, niech nie burzą waszego pokoju. Na Panu, na Chrystusie skupcie się raczej w swoich sercach. Dzięki temu będziecie zawsze gotowi do obrony przed każdym, kto zechce, byście mu wyjaśnili, dlaczego żyjecie nadzieją. Czyńcie to jednak łagodnie, odpowiedzialnie, z zachowaniem czystego sumienia. Niech się okaże, że to, za co was oczerniają, jest bezpodstawne i niech się zawstydzą ci, którzy zniesławiają wasze codzienne dobre życie w Chrystusie.

Lepiej bowiem, jeśli taka jest wola Boga, cierpieć za to, że się czyni dobro, a nie zło. Dalej na początku rozdziału czwartego Piotr pisze: Ponieważ Chrystus cierpiał w ciele, wy też przygotujcie się na to. Kto przeszedł przez cielesne cierpienia, ma już dość grzechu i pragnie dalsze życie w ciele poświęcać nie zaspokajaniu ludzkich żądz, ale woli Boga. Dalej w tym samym rozdziale, : Uważajcie się za szczęśliwych, gdy was znieważają ze względu na imię Chrystusa, bo spoczywa na was Duch Boga i chwały. Niech nikt z was już nie cierpi jako zbójca lub złodziej, jako złoczyńca lub ten, kto miesza się w cudze sprawy.

Jeśli natomiast ktoś cierpi jako chrześcijanin, niech przestanie się wstydzić, niech raczej tym imieniem przynosi chwałę Bogu. I kończąc ten rozdział, Piotr podsumowuje ten temat, mówiąc: Dlatego niech również ci, którzy cierpią zgodnie z Bożą wolą, powierzają swoje dusze wiernemu Stwórcy i nie ustają w czynieniu dobra. I temat cierpienia również pojawia się w ostatnim rozdziale, gdzie : A Bóg wszelkiej łaski, Ten, który was powołał do swej wiecznej chwały w Chrystusie Jezusie, po krótkotrwałych cierpieniach sam was odnowi, utwierdzi, umocni i ugruntuje. On sam niech panuje na wieki. Amen.

Jak widzimy, w każdym rozdziale Piotr zwraca uwagę na to, że cierpienie jako chrześcijanin jest naszym szczęściem, jest naszym zaszczytem, jest czymś, co jest warte wszelkiego trudu, jakkolwiek dla nas byłoby to niewygodne, jest to rzeczywistość, z którą każdy z nas na różnych etapach naszej drogi wiary będzie się mierzył. I z jednej strony jest tak, że my, funkcjonując w świecie, który, okej, z jednej strony może nie rozumieć chrześcijaństwa, może w pewien sposób to chrześcijaństwo być wrogo nastawiony, wciąż rzadko kiedy te trudności, przez które przechodzimy, mogą być porównane do tego, w jaki sposób uczniowie Jezusa w innych częściach świata muszą się mierzyć z prawdziwymi trudnościami. Mam czasami wrażenie, że to, przez co my przechodzimy, co my czasami nazywamy cierpieniem, i teraz ja nie chcę bagatelizować w żaden sposób sytuacji, które są ekstremalnie ciężkie. Nie zmienia to jednak tego, że wydaje mi się, że w większości przypadków my bardzo skupiamy się na naszych trudnościach, które tak naprawdę wcale niekoniecznie są aż tak ekstremalnymi trudnościami. Dlatego, że tak bardzo też możemy być przywiązani do tego, że nasze życie generalnie jest dosyć wygodne, jest wcale niekoniecznie aż tak bardzo trudne.

I kiedy czasami pojawiają się nawet jakieś drobne trudności, często gęsto spotkałem osoby, które mówiły, jak to bardzo są prześladowane, jak to ciężko jest. Wiecie, no szczerze, czasami to było takie użalanie się nad sobą z perspektywy sytuacji, które wcale niekoniecznie były aż tak bardzo ekstremalne. I znowu, ja nie mówię o tym, że czasami są ekstremalne sytuacje. Są sytuacje, które ciężko mi jest sobie wyobrazić, w których nie wiem, jak sam bym się był w stanie odnaleźć. Ale w tym odcinku szczególnie chciałbym zwrócić uwagę na jedną historię, która dla mnie osobiście jest i była, i w sumie dalej jest, lekcją, bardzo świeżą lekcją, która pokazuje, że są osoby, które z takim oddaniem idą za Jezusem, że są gotowe zapłacić najwyższą cenę.

I wiem, że można by było opowiadać o, wiecie, bohaterach wiary, misjonarzach, którzy gdzieś tam w różnych częściach świata... oddają swoje życie za wiarę i szczerze, bardzo często nas to nie wzrusza. Mnie osobiście nigdy nie poruszyło to tak bardzo jak sytuacja, kiedy w zeszłym tygodniu dowiedziałem się o tym, że jeden znajomy, z którym pracowaliśmy przy wspólnym projekcie, w zasadzie przy tym projekcie się poznaliśmy, było to bardzo fajne. Sam projekt, robota jak robota. Jakkolwiek był ciekawy, był całkiem spoko, to to, co w nim najbardziej mnie zainspirowało, to było to, gdzie mieszkał i dlaczego. Był on osobą, która mieszkając w Stanach zaczęła łapać sporo kontaktów z muzułmanami i doprowadziło to do tego, że bardzo szybko połapał się, że jest tak mało uczniów Jezusa, którzy jakkolwiek są zainteresowani tym, żeby z osobami pochodzenia arabskiego mieć jakikolwiek kontakt.

Widział sporo wrogości, sporo niezrozumienia i absolutny brak miłości. I teraz oczywiście są wyjątki, ale to, o czym mi on opowiadał, to było takie jego ogólne doświadczenie, że: Jacek, z nimi nikt nie chce gadać. Znam bardzo mało ludzi, którzy są nimi jakkolwiek zainteresowani, ale przecież Jezus tak samo oddał za nich swoje życie. I to doprowadziło do tego, że z jednej strony zaczął się on w pewien sposób starać zbliżać do muzułmanów właśnie w Stanach, ale ostatecznie miał poczucie, że może zrobić coś więcej. Więc razem z całą rodziną, mówimy tutaj o rodzinie wielodzietnej, przeprowadzili się na Bliski Wschód po to, żeby uczyć się języka arabskiego.

I pamiętam, jak siedzieliśmy razem i rozmawialiśmy o tym, w jaki sposób jego marzeniem było to, żeby ostatecznie móc mieszkać w Iraku. Jednak sama perspektywa tego akurat kraju była taka, że wiedział, z jak ogromnym niebezpieczeństwem to się wiąże. Do momentu, kiedy spotkał jakiegoś innego wierzącego, który akurat mieszkał w Afganistanie i mówi, że kiedy spotkał tego gościa, to stwierdził, że dlaczego miałby szukać jakichkolwiek wymówek przeciw temu, żeby po prostu nie znaleźć sposobu na to, żeby przeprowadzić się do Iraku i tam móc dzielić się swoją wiarą z osobami pochodzenia muzułmańskiego. I to rzeczywiście robił. Kiedy razem pracowaliśmy, czasami były sytuacje, gdzie umawialiśmy się na spotkania, kiedy on był w Stanach co jakiś czas, było kilka sytuacji, kiedy rzeczywiście rozmawialiśmy w momencie, kiedy on był w Iraku i koniec końców.

Ta jego historia i to jego oddanie ludziom, których tak bardzo kochał, doprowadziło do tego, że 7 listopada, będąc w samochodzie razem ze swoją rodziną, zostali zatrzymani, on został wyciągnięty i rozstrzelany na oczach swojej rodziny. Wiem, że prawdopodobnie dla większości z nas jest to po prostu jedna z wielu historii, które być może gdzieś tam słyszeliśmy. Są polscy przykłady misjonarzy, którzy też chociażby w Ameryce Południowej oddawali swoje życie za wiarę, chcąc, służąc ludziom i dzielić się z nimi miłością, której doświadczyli od samego Boga. I wiem, że słuchając takich historii, my często jesteśmy na nie tak znieczuleni, bo są nam one tak odległe. Ale uwierzcie mi, kiedy w zeszłym tygodniu dowiedziałem się o tym, że on zginął i kiedy sprawdziłem, w jakich okolicznościach zginął, to zresztą był temat, który w mediach w Stanach pojawiał się dosyć gęsto, to naprawdę byłem poruszony dobrych kilka dni.

Nie wiem kiedy, a ostatnio byłem poruszony tak bardzo odejściem kogokolwiek. Głównie dlatego, że sobie pomyślałem: Steven był gotowy na to, żeby przeprowadzić się do kraju, z którego wiedział, że być może w ogóle żywy nie wróci. I tak zresztą to się skończyło. Okoliczności jego śmierci same w sobie były niebywale dramatyczne. Nie chcę nawet sobie tego wyobrażać, co musiała przeżywać jego rodzina.

I kiedy przypominałem sobie te nasze rozmowy, kiedy przypominałem sobie tego gościa, który, on tak szczerze, był jedną z najsympatyczniejszych osób, jakie w życiu spotkałem. Naprawdę był niesamowicie miły, sympatyczny i to, w jaki sposób on opowiadał o tym, dlaczego się tam przeprowadził, w jaki sposób starał się tam budować relacje z mieszkańcami Bagdadu, to były fajne historie, których słuchałem. Co więcej, nawet w którymś momencie mojej żonie powiedziałem, stosunkowo niedawno, jakiś miesiąc temu, ciężko mi to określić, czy to było przed, czy po jego zabójstwie, mówię: Wiesz co, chciałbym kiedyś móc do niego pojechać i zobaczyć, jak to naprawdę jest. I finał jego historii był taki, że za swoją wiarę zapłacił najwyższą cenę. I ja zacząłem się zastanawiać nad tym, jaką cenę ja bym był w stanie zapłacić za swoją wiarę.

Bo pomimo tego, że takie historie dla prawdopodobnie większości z nas są dosyć odległe, to uwierzcie mi, ogromnie dotyka to, kiedy ta historia dotyczy osoby, którą mieliśmy okazję poznać, z którą mieliśmy okazję spędzić trochę czasu i jednocześnie osoby, która zwyczajnie swoje decyzje kierowała Miłością. To, z jakim ciepłem opowiadał on o ludziach, których każdego dnia mógł spotykać. W Iraku było wyjątkowe, było poruszające. I kiedy pomyślę sobie o tym, że za to właśnie zapłacił najwyższą cenę, jeszcze w takich okolicznościach, to jest to coś, co naprawdę stawia nas do pionu i daje nam okazję do tego, żeby zastanowić się nad tym, ile warta jest faktycznie nasza wiara. Co jest dodatkową ciekawostką na temat Stephena, gościa, który naprawdę teraz powiedziałbym, że wywarł na moje życie jeszcze większy wpływ niż kiedykolwiek mi się wydawało.

Miał on swój ulubiony werset. I ten werset znajduje się w Liście do Filipian, w trzecim rozdziale, w dziesiątym wersecie, gdzie jest napisane: Chcę Go bowiem poznać, doświadczyć mocy Jego zmartwychwstania i mieć udział w Jego cierpieniach, stając się podobnym do Niego w Jego śmierci. Ten fragment, który był inspiracją dla jego życia, zrealizował się w zasadzie w każdym aspekcie. Jego historię chciałem opowiedzieć między innymi dlatego, że wciąż jest to dla mnie temat bardzo świeży, a z drugiej strony, tak jak powiedziałem, jego życie, jego przykład, jego postawa i to, w jaki sposób ukończył on swój bieg, jest dla mnie ogromną inspiracją i ogromnym wyzwaniem do tego, w jaki sposób ja dzisiaj mogę funkcjonować i w jaki sposób powinienem patrzeć na cierpienia, które nas spotykają, które, tak jak pisze Piotr w swoim liście, ostatecznie powinny być źródłem naszego szczęścia. Tyle z mojej strony na dzisiaj.

Gdybyście mieli jakieś dodatkowe pytania, chcieli dowiedzieć się czegoś więcej, możecie wejść na stronę bibliawrok.pl bądź możecie do mnie napisać na adres jacek@bibliawrok.pl i do usłyszenia w kolejnym odcinku.