
Ten dzień w minutę
Nie masz teraz czasu na cały odcinek? Najważniejsza myśl w krótkim wideo.
Przeczytaj wstęp do księgi: Ewangelia św. Łukasza
W skrócie
Przypowieść o synu marnotrawnym znamy jako wzruszającą historię powrotu. Opowiadam o niej inaczej: to historia o dwóch braciach i o ojcu, którego żaden z nich nie znał. Pokazuję, komu Jezus ją opowiedział i dlaczego miała wstrząsnąć jego słuchaczami.
Najważniejsze myśli
Kontekst: kto garnie się do Jezusa
Przypowieść pada, gdy celnicy i grzesznicy lgną do Jezusa, a faryzeusze szemrają, że z nimi je. To odpowiedź na pytanie, jak Bóg traktuje tych, którzy wracają.
Młodszy syn prosi o śmierć ojca
Prosząc o majątek za życia ojca, młodszy syn zachowuje się, jakby ojciec był już martwy. W tamtej kulturze to był skandal, a ojciec się zgadza.
Ojciec biegnie
Ojciec wypatruje syna, biegnie do niego i nie pozwala dokończyć przygotowanej przemowy. Przywraca go do statusu syna i urządza ucztę.
Starszy brat też jest zgubiony
Starszy syn robił wszystko dobrze, ale nie znał serca ojca. Nie chodzi o to, co robisz, tylko czy jesteś częścią rodziny i znasz Ojca.
Z odcinka
Problem jednak jest taki, że zarówno młodszy, jak i starszy brat tak samo nie znali swojego ojca.
Nie chodzi o to, żeby robić, tylko żeby być częścią rodziny i znać Ojca.
Tu nie chodzi o to, co dla mnie robisz. Tu chodzi o to, czy jesteś częścią mojej rodziny.
Fragmenty, o których mowa w odcinku
- Ewangelia św. Łukasza 15,1-21 I zbliżali się do niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby go słuchać. 2 A faryzeusze i uczeni w Piśmie szemrali, mówiąc: Ten [człowiek] przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Czytaj cały rozdziałUwspółcześniona Biblia Gdańska Celnicy i grzesznicy garną się do Jezusa, a faryzeusze i znawcy prawa szemrają, że przyjmuje grzeszników i je z nimi.
- Ewangelia św. Łukasza 15,11-2411 Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. 12 I powiedział młodszy z nich do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. 13 Po kilku dniach młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i roztrwonił tam swój majątek, żyjąc rozpustnie. 14 A gdy wszystko wydał, nastał wielki głód w tych stronach, a on zaczął cierpieć niedostatek. 15 Poszedł więc i przystał do jednego z obywateli tych stron, który posłał go na swoje pola, aby pasł świnie. 16 I pragnął napełnić swój żołądek strąkami, które jadały świnie, ale nikt mu nie dawał. 17 Wtedy opamiętał się i powiedział: Iluż to najemników mego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja z głodu ginę. 18 Wstanę [więc] i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i względem ciebie; (dalej do wersetu 24)Czytaj cały rozdziałUwspółcześniona Biblia Gdańska Młodszy syn prosi o majątek, roztrwania go i wraca. Ojciec wybiega naprzeciw, przywraca mu status syna i urządza ucztę.
- Ewangelia św. Łukasza 15,25-3225 Tymczasem jego starszy syn był na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. 26 Zawołał więc jednego ze sług i pytał, co to [wszystko] znaczy. 27 A on mu odpowiedział: Twój brat powrócił, a twój ojciec zabił tłuste cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. 28 Wtedy rozgniewał się i nie chciał wejść. Jego ojciec jednak wyszedł i namawiał go. 29 A on odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twego przykazania, jednak nigdy nie dałeś mi koźlęcia, abym się weselił z moimi przyjaciółmi. 30 Ale kiedy wrócił ten twój syn, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, zabiłeś dla niego tłuste cielę. 31 A on mu odpowiedział: Synu, ty zawsze jesteś ze mną i wszystkie moje [dobra] należą do ciebie. 32 Lecz trzeba było weselić się i radować, że ten twój brat był martwy, a znowu żyje, zaginął, a został znaleziony. Czytaj cały rozdziałUwspółcześniona Biblia Gdańska Starszy brat wraca z pola, wpada w gniew i nie chce wejść do domu. Ojciec wychodzi do niego i mówi, że wszystko, co ma, jest jego.
Kliknij odnośnik, żeby przeczytać fragment.
Gdzie jeszcze w Biblii wraca ten temat
- Księga Ozeasza 11,1-41 Gdy Izrael był dzieckiem, umiłowałem go, a z Egiptu wezwałem mego syna. 2 [Prorocy] wzywali ich, ale oni tym bardziej odchodzili sprzed ich oblicza. Składali ofiary Baalom i palili kadzidło rzeźbionym bożkom. 3 Postawiłem Efraima na nogi, biorąc ich na ramiona, ale nie chcieli poznać, że ja ich wyleczyłem. 4 Ciągnąłem ich powrozami ludzkimi, więzami miłości, a byłem dla nich jak [ci], którzy zdejmują jarzmo z ich szczęk, i podawałem im pokarm. Czytaj cały rozdziałUwspółcześniona Biblia Gdańska Bóg mówi o sobie jak o ojcu, który uczył Izraela chodzić i brał go na ręce. Ten sam obraz kochającego ojca widać w przypowieści.
- List do Rzymian 8,14-1714 Wszyscy bowiem ci, którzy są prowadzeni przez Ducha Bożego, są synami Bożymi. 15 Gdyż nie otrzymaliście ducha niewoli, aby znowu się bać, ale otrzymaliście Ducha usynowienia, przez którego wołamy: Abba, Ojcze! 16 Ten to Duch poświadcza naszemu duchowi, że jesteśmy dziećmi Bożymi. 17 A jeśli dziećmi, [to] i dziedzicami, dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, jeśli tylko z nim cierpimy, abyśmy też z nim byli uwielbieni. Czytaj cały rozdziałUwspółcześniona Biblia Gdańska Paweł pisze, że nie otrzymaliśmy ducha niewoli, ale ducha przybrania za synów, w którym wołamy: Abba, Ojcze.
- List do Galatów 4,4-74 Lecz gdy nadeszła pełnia czasu, Bóg posłał swego Syna, zrodzonego z kobiety, zrodzonego pod prawem; 5 Aby wykupił tych, którzy [byli] pod prawem, abyśmy dostąpili usynowienia. 6 A ponieważ jesteście synami, Bóg posłał do waszych serc Ducha swego Syna, wołającego: Abba, Ojcze! 7 Tak więc już nie jesteś sługą, ale synem, a jeśli synem, [to] i dziedzicem Bożym przez Chrystusa. Czytaj cały rozdziałUwspółcześniona Biblia Gdańska Przez Chrystusa nie jesteśmy już niewolnikami, ale synami i dziedzicami.
- Księga Psalmów 1031 Psalm Dawida. Błogosław, moja duszo, PANA, i całe moje wnętrze – jego święte imię. 2 Błogosław, moja duszo, PANA, i nie zapominaj o wszystkich jego dobrodziejstwach. 3 On przebacza wszystkie twoje nieprawości, on uzdrawia wszystkie twoje choroby; 4 On wybawia twoje życie od zguby, on cię koronuje miłosierdziem i wielką litością. (początek rozdziału)Czytaj cały rozdziałUwspółcześniona Biblia Gdańska Psalm o Bogu, który lituje się nad swoimi dziećmi jak ojciec i oddala od nich winy tak daleko, jak wschód od zachodu.
Do przemyślenia
- Czy bliżej mi do młodszego brata, który ucieka od Boga, czy do starszego, który wszystko robi dobrze, ale nie zna serca Ojca?
- Co znaczy dla mnie, że Bóg biegnie mi naprzeciw, gdy wracam?
Powiązane odcinki
syn marnotrawny starszy brat miłosierdzie Boga Ojciec religijność powrót do Boga
Fragmenty Biblii w dymkach pochodzą z Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej (Fundacja Wrota Nadziei, licencja CC BY-ND 4.0). W podcaście czytam z innego przekładu. Tutaj korzystamy z UBG, bo jej licencja pozwala swobodnie udostępniać tekst.
Transkrypcja odcinka
Zapis powstał automatycznie i może zawierać drobne błędy. Najważniejsze zdania są wyróżnione, a podkreślone miejsca otwierają fragment Biblii, o którym mowa.
Cześć, z tej strony Jacek, słuchasz właśnie podcastu Przeczytaj Biblię w rok. Dzisiaj mamy dzień 312 i czytamy Ewangelię Łukasza, rozdziały od 14 do 16. Gdybyście chcieli dowiedzieć się więcej na temat tego podcastu, wejdźcie na stronę bibliawrok.pl. Jak już mieliśmy okazję zauważyć, w relacji życia Jezusa opisanej przez Łukasza mamy kilka przypowieści, które nie pojawiają się absolutnie nigdzie indziej. I podobnie dzisiaj mamy kilka takich przypowieści, których trudno byłoby szukać czy u Marka, czy u Mateusza, o Janie nawet nie wspominając.
I między innymi jest przypowieść, która jest bardzo dobrze nam znana. Szansa na to, że nigdy o niej nie słyszeliśmy, jest dosyć mała, nawet jeżeli nie jesteśmy jakoś szczególnie osobami zainteresowanymi wiarą i zainteresowanymi duchowością. I ta przypowieść znajduje się w 15 rozdziale Ewangelii Łukasza. Chciałbym jednak zrobić tak, że przeczytam fragment, w którym pominę część tekstu po to, żebyśmy zobaczyli wyraźnie, jaki jest kontekst tej przypowieści, co takiego tam się dzieje, do kogo Jezus mówi i w jakich okolicznościach, bo to lepiej pozwoli nam zrozumieć, co takiego się dzieje. Więc czytając Ewangelię Łukasza, 15 rozdział od wersetu pierwszego, mamy opisaną następującą historię.
Ewangelia św. Łukasza 15,1-21 I zbliżali się do niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby go słuchać. 2 A faryzeusze i uczeni w Piśmie szemrali, mówiąc: Ten [człowiek] przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Czytaj cały rozdziałUwspółcześniona Biblia Gdańska. Faryzeusze natomiast oraz znawcy prawa szemrali z tego powodu i mówili: Ten człowiek przyjmuje grzeszników i jada z nimi. I w tym miejscu pojawiają się dwie historie, które pominiemy po to, żeby przejść od razu do historii trzeciej tak naprawdę, którą mamy w tej serii, którą Jezus kieruje właśnie w tym konkretnym kontekście, w tej konkretnej sytuacji, że grzesznicy, celnicy przychodzą do Jezusa, Jezus się z nimi spotyka, Jezus ich przyjmuje. Co więcej, oni w ogóle się do niego garną. Jak to jest, że ludzie, którzy z pozoru mogliby w ogóle nie być zainteresowani Jezusem, garną się do niego, chcą być blisko niego, nie czują się odrzuceni, nie czują się osądzeni, tylko czują się kochani, a w tym samym czasie są ludzie, którzy mówią: Jak to w ogóle jest możliwe, że on przyjmuje grzeszników i jada z nimi?
I Ewangelia św. Łukasza 15,11-2411 Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. 12 I powiedział młodszy z nich do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. 13 Po kilku dniach młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i roztrwonił tam swój majątek, żyjąc rozpustnie. 14 A gdy wszystko wydał, nastał wielki głód w tych stronach, a on zaczął cierpieć niedostatek. 15 Poszedł więc i przystał do jednego z obywateli tych stron, który posłał go na swoje pola, aby pasł świnie. 16 I pragnął napełnić swój żołądek strąkami, które jadały świnie, ale nikt mu nie dawał. 17 Wtedy opamiętał się i powiedział: Iluż to najemników mego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja z głodu ginę. 18 Wstanę [więc] i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i względem ciebie; (dalej do wersetu 24)Czytaj cały rozdziałUwspółcześniona Biblia Gdańska. Jedną z odpowiedzi Jezusa na tę konkretną sytuację powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich zwrócił się do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Ojciec zatem podzielił między synów dorobek swego życia. Krótko potem młodszy syn z pieniędzy wszystko wyjechał daleko, prowadził rozwiązły tryb życia i roztrwonił majątek.
Gdy wszystko stracił w kraju, gdzie przebywał, nastał wielki głód. Wówczas i jemu zaczął doskwierać niedostatek. Wynajął się zatem u jednego z obywateli tego kraju, który wysłał go do swoich wiejskich posiadłości i zatrudnił przy wypasie świń. Pracując tam, pragnął najeść się strąków, którymi tuczono świnie, lecz nikt mu nie pozwalał. Wtedy oprzytomniał: Iluż to najemników mego ojca pomyślał, ma chleba pod dostatkiem, a ja tu z głodu ginę.
Wracam do ojca, powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem względem Boga oraz względem ciebie. Nie jestem już godny nazywać się twoim synem. Przyjmij mnie do pracy jako jednego z twoich najemników. Wstał więc i ruszył w drogę. Gdy był jeszcze daleko, ojciec zobaczył go i zdjęty litością wybiegł naprzeciw.
Rzucił mu się na szyję i ucałował go. Ojcze — rozpoczął syn — zgrzeszyłem względem Boga oraz względem ciebie. Nie jestem już godny nazywać się twoim synem. Ojciec zaś zwrócił się do sług: Przynieście czym prędzej najlepszą szatę i ubierzcie go. Włóżcie pierścień na jego rękę i sandały na nogi.
Wybierzcie też dorodne cielę i przyrządźcie na ucztę. Zasiądźmy do stołu i uczcijmy to, że ten oto mój syn był martwy, a jednak ożył, był zgubiony, lecz odnalazł się i zaczęto się bawić. Ewangelia św. Łukasza 15,25-3225 Tymczasem jego starszy syn był na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. 26 Zawołał więc jednego ze sług i pytał, co to [wszystko] znaczy. 27 A on mu odpowiedział: Twój brat powrócił, a twój ojciec zabił tłuste cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. 28 Wtedy rozgniewał się i nie chciał wejść. Jego ojciec jednak wyszedł i namawiał go. 29 A on odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twego przykazania, jednak nigdy nie dałeś mi koźlęcia, abym się weselił z moimi przyjaciółmi. 30 Ale kiedy wrócił ten twój syn, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, zabiłeś dla niego tłuste cielę. 31 A on mu odpowiedział: Synu, ty zawsze jesteś ze mną i wszystkie moje [dobra] należą do ciebie. 32 Lecz trzeba było weselić się i radować, że ten twój brat był martwy, a znowu żyje, zaginął, a został znaleziony. Czytaj cały rozdziałUwspółcześniona Biblia Gdańska. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i odgłosy tańców. Przywołał więc jednego z młodych służących i zapytał, co się dzieje.
Wrócił twój brat — usłyszał. Twój ojciec kazał zabić dorodne cielę i cieszy się, że odzyskał go zdrowego. Starszy syn wpadł w gniew, nawet nie chciał wejść do domu. Wtedy ojciec wyszedł i zaczął go uspokajać, ale on był nieprzejednany. Służę ci od lat — wspomniał.
Szanuję każdy twój rozkaz, a ty nigdy nie dałeś mi choćby koźlątka, bym się zabawił z przyjaciółmi. Ledwie jednak zjawił się ten twój syn, który z dziwkami roztrwonił twój dorobek, natychmiast kazałeś zabić dorodnego cielaka. Wtedy ojciec powiedział do niego: Dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko moje jest twoje. To dobrze, że bawimy się i cieszymy, bo widzisz, ten twój brat był martwy, a jednak ożył, był zgubiony, lecz odnalazł się. My często znamy tę historię, najprawdopodobniej tak ją właśnie znamy jako historię o synu marnotrawnym.
Nie zmienia to jednak tego, że to nie jest historia wcale o jednym synu, bo na samym początku, na samym samiutkim początku Jezus przedstawia nam wszystkie postaci, które są absolutnie kluczowe w tej historii, gdzie mówi: pewien człowiek miał dwóch synów. I z jednej strony mamy tego człowieka, którego później odkrywamy jako właśnie tego wyjątkowego, kochającego ojca, ale synów jest dwóch, nie tylko jeden. My często patrzymy na tę historię i prawdopodobnie też tak ją znamy, jako historię, która, wiecie, jest takim wyciskaczem łez, gdzie po prostu młody poszedł, poimprezował, stoczył się na dno, ale wrócił, ojciec go przygarnął i mu wybaczył. I to jest w zasadzie większość tego, co znamy z tej historii, ale Jezus nie w przypadkowych okolicznościach opowiada tę historię i nieprzypadkowo przedstawia nam na samym początku dwóch synów, ojca, który ma dwóch synów. I tak jak wcześniej przeczytałem, na samym początku piętnastego rozdziału kontekstem była sytuacja, w której garnęli się do niego wszyscy celnicy i inni grzesznicy, aby go słuchać.
Faryzeusze natomiast oraz znawcy prawa szemrali z tego powodu i mówili: ten człowiek przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Jezus, opowiadając tę historię, nie opowiedział historii, która była od, wiecie, opowiem wam fajną historyjkę, zrobi się wam miło i ciepło na serduszku. Nie, on opowiedział historię, która całkowicie wstrząsnęła słuchaczami, bo była historią, która kompletnie zrujnowała ich sposób patrzenia na to, w jaki sposób można podejść do Boga. I teraz, co takiego dzieje się w tej historii? Patrząc na tych dwóch braci, których tutaj mamy, pierwszy wydaje się być dla nas dosyć oczywisty.
Młody mówi ojcu: ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Ogromny problem, który jest w tym, co młody tutaj powiedział, jest to, że kierując takie słowa do ojca, w tamtych czasach on zwyczajnie życzył sobie, żeby ojciec był martwy, bo tylko wtedy tak naprawdę mógłby otrzymać majątek. I każdy normalny ojciec w tamtych czasach by go... go wyrzucił, bardzo brutalnie, z domu. Być może nawet pojawiłaby się jakaś przemoc. Młody wyleciałby na zbity pysk i nigdy w życiu nie pomyślałby sobie o tym, żeby jakkolwiek w ogóle wracać i się ogarniać, bo zwyczajnie nie ma opcji powrotu.
Jeżeli w taki sposób podchodzisz do ojca, to nie jesteś częścią rodziny. Co to w ogóle ma być, żeby gówniarz w taki sposób zwracał się do ojca, żeby życzył ojcu śmierci? A to jest dokładnie to, co zrobił młodszy syn. Ojciec jednak, ku pierwszemu zaskoczeniu wszystkich, mówi: Okej, nie ma sprawy. I chwilę moglibyśmy pewnie porozmawiać na temat tego, czym ten majątek był, jak ojciec musiał sprzedać ziemię, żeby w ogóle mieć kasę dla młodego, żeby mu to dać, jak tak naprawdę ogromne konsekwencje towarzyszyły temu, żeby młody dostał tą swoją część.
Ale ojciec to robi. Ojciec to robi, jak gdyby nigdy nic. Okej, dobra, masz majątek. I czytamy, że właśnie młody ten majątek spieniężył. Tutaj właśnie prawdopodobnie sprzedanie ziemi, sprzedanie jakichś tam różnych ruchomości, nieruchomości.
To nie jest tak, że ojciec poszedł do skarbca, wiecie, wyciągnął połowę, rzucił połowę kasy, rzucił mu i tyle. Nie. Po pierwsze, to nie była połowa, to była bardziej jedna trzecia wszystkiego, bo starszy syn, dwie trzecie. Starszy syn zawsze dostawał więcej, dwa razy więcej niż młodszy syn w takich okolicznościach. Więc młody nie spotkał się z tym, że ojciec poszedł, tworzył sejf, bum, rzucam ci pieniądze, tutaj masz złoto, idź baw się dobrze.
Nie. Młody dostał ziemię, być może też dostał jakieś zasoby, zwyczajnie w złocie prawdopodobnie, ale spieniężył wszystko i to rozwalił jak tylko mógł. Do momentu, aż nagle się okazało, że przyszły ciężkie czasy, zaczął panować głód, młody zatrudnia się przy wypasie świń. Więc widzimy, że on w ogóle już od jakiejkolwiek też wspólnoty wiary totalnie odpadł, bo musiał żyć na terenach, które były poza Izraelem. I tutaj, jeżeli byście sobie przypomnieli odcinek o dziesięciogrodzie, to prawdopodobnie tamte tereny, bo kiedy czytamy, że wyjechał daleko, to to konkretne określenie, które tutaj się pojawia, ono właśnie odnosi się do tych miast po drugiej stronie jeziora, gdzie po prostu, wiecie, najgorsi z najgorszych mieszkali.
O tym rozmawialiśmy przy okazji jednych z historii Jezusa, który odwiedza. Za tamte tereny po drugiej stronie Jeziora Galilejskiego. I tam najprawdopodobniej właśnie jest syn, w najgorszym miejscu, w jakim może się znaleźć. I tam rozwala wszystko, zatrudnia się przy wypasie świni, żyje między poganami i nagle stwierdza, jakim ja jestem idiotą. I wiemy, do czego ta historia prowadzi.
Układa sobie mowę przeprosinową, zastanawia się, co takiemu powie ojcu, kiedy do niego wróci, licząc na to, licząc na to, że ojciec nie przywróci go do statusu syna, tylko że pozwoli mu być jednym z jego najemników. Co oznaczało bardzo konkretną rzecz. On chciał odkupić, odpracować to wszystko, co przerąbał. Bo gdyby powiedział, że chce być służącym, no to zwyczajnie mieszkałby w domu, miałby tam utrzymanie, po prostu robiłby przy domu i tyle. I prawdopodobnie też żyłoby mu się dobrze.
Ale on nie chce być służącym, on chce być jednym z najemników, z tych płatnych najemników, którzy zwyczajnie mieszkali prawdopodobnie w okolicy, przychodzili, pracowali na rzecz tego ojca i dostawali za to wypłatę. Młody chce się wykupić. Młody chce odkupić swoje winy. I dalej czytamy, że gdy był jeszcze daleko, ojciec go zobaczył. Co znowu wskazuje nam na ojca, który prawdopodobnie czekał na tego młodego.
Prawdopodobnie gdzieś pod skórnie czuł, że on w końcu się ogarnie, on w końcu wróci. Więc ojciec wypatruje go z daleka i zdjęty litością biegnie. To znowu z perspektywy kultury było absolutnym poniżeniem się ojca. Podsuwa swoją suknię, zaczyna biec, widać mu nogi, po prostu czegoś takiego facet nie robił. Czegoś takiego na pewno nie robił ojciec, który był z takim statusem społecznym jak ten konkretny w tej przypowieści.
Dzieciaki mogły sobie biegać, jakaś młodzież mogła sobie biegać, ba, może nawet kobiety mogły sobie biegać, ale nie ojciec, który jest tak poważaną postacią. On jednak totalnie sam siebie poniża i biegnie do młodego. Biegnie i kiedy młody zaczyna w ogóle tą swoją przemowę, ojciec nawet nie pozwala mu dokończyć. Dobra, weź przestań. Hej, wołaj innego sługę.
Weźcie tutaj jakiegoś cielaka porządnego, najlepszego znajdźcie, jakiego możecie znaleźć. Robimy ogromnego grilla, zapraszamy wszystkich naszych sąsiadów i robimy imprezę, bo młody w końcu się ogarnął, bo młody wrócił, bo młody zrozumiał swój błąd. To nie jest tak, że ojciec powiedział: A dobra, nic się nie stało, w ogóle. Los majones, hej, młody wpada i wiecie, nic nie mówi, tylko wiecie, dalej jest takim buckiem, jakim był na samym początku historii. Nie, młody od razu powiedział: Wierzę, zgrzeszył, wierzę, popełnił ogromny błąd.
I to ojcu wystarczyło. Ojciec wiedział, że w młodym naprawdę nastąpiła bardzo poważna przemiana. I tu w zasadzie kończy się nam historia młodego, który jeszcze dostaje pierścień, sandały, zostaje przywrócony do statusu syna i jednocześnie robi się nam mały problem, bo młody też z powrotem staje się dziedzicem, pomimo tego, że już zdążył przewalić jedną trzecią majątku ojca. Jest to o tyle ważne, że niekoniecznie musi nas tu dziwić reakcja starszego syna, która zresztą właśnie, ona jest taka oczywista. To jest tak jak my, że co, ojcze?
Wiecie, on w ogóle nawet nie przyszedł na imprezę, spytał się gdzieś, co tu się dzieje, dowiedział się, co się dzieje i mówi, że absolutnie nie ma szans, ja tam nie przychodzę. I kiedy ojciec do niego wychodzi i zaczyna go uspokajać, ten mówi: Służę ci, szanuję każdy twój rozkaz, a ty nigdy nie dałeś mi choćby koźlątka, a ten syn, który roztrwonił twój majątek. Akurat w tym tłumaczeniu, z którego korzystałem, słowo było bardzo brutalne i jednoznaczne, na co młody przeznaczył majątek. Ojciec zabija najlepszego cielaka. To nie jest, wiecie, to nie jest, że wziął z zagrody pierwsze lepsze zwierzę, wziął najlepsze, najlepsze, które mogło być przeznaczone na absolutnie najlepszą okazję.
Zabija je po to, żeby się cieszyć. I z tym starszym synem nie ma heca, jest taka, że kiedy spojrzymy na to, w jakich okolicznościach ojciec, Jezus opowiada tę historię, to widzimy, że właśnie celnicy i grzesznicy przychodzili do Jezusa, lgnęli do Niego, Jezus ich przyjmował. Ale byli ludzie, którzy przez całe swoje życie starali się żyć dobrze, starali się spełniać wszystkie prawa, żyć zgodnie z przepisami, żyć zgodnie z, w cudzysłowie, bożymi wartościami. Tak profesjonalni byli w tym, żeby robić wszystko dobrze, że w zasadzie Boga nie potrzebowali. W zasadzie do czego Bóg im był potrzebny, skoro oni sami w swoich oczach byli tak doskonali.
I opowiadając tę historię, Jezus właśnie strzela tą grupę bardzo mocno, gdy pokazuje: Słuchajcie, taki jest Bóg, On nie oczekuje tych wszystkich... Wszystkich ceremonii, on nie oczekuje tego wszystkiego. On nawet nie oczekiwał, żeby ten młody dokończył tą swoją przemowę i żeby go później tam trzepnąć w ucho, powiedzieć: Co ty głupku zrobiłeś? Dobra, chodź, zastanowię się. Nie, on po prostu się na niego rzuca, czekał na niego, czekał na to, aż ten wróci do niego i od razu, bez zastanowienia, przywraca go do pełnego statusu synostwa, co jednocześnie wiąże się z tym, że znowu młody staje się dziedzicem i wchodzi w tym samym w dziedzictwo, które zostało wcześniej starszego brata.
Nie dziwi to do końca, że starszy brat się tak wściekł. Nie jest to jakimś szczególnym zaskoczeniem, że mówi: Co to ma być? Problem jednak jest taki, że zarówno młodszy, jak i starszy brat tak samo nie znali swojego ojca. Młodszy nie potrzebował ojca, chciał sam żyć swoim życiem, a starszy w zasadzie też niekoniecznie potrzebował ojca, bo był tak dobry, robił wszystko tak doskonale. On nie był blisko ojca, on nie znał jego serca, on nie rozumiał, jaki ten ojciec jest.
On wiedział tylko, jak żyć tak, żeby ojciec się nie czepiał. I ojciec mu na to pozwalał. Ojciec jednemu i drugiemu pozwalał na życie zgodnie z ich własnymi stworzonymi zasadami. Nie zmienia to jednak tego, że zarówno jeden, jak i drugi byli potwornie zgubieni. Byli zgubieni, bo nie znali ojca.
I kiedy przypomnielibyśmy sobie historię, w których Jezus opowiadał o ludziach, którzy robią różne rzeczy, a kiedyś usłyszą: Nigdy was nie znałem, to nie wiem, czy tutaj ten starszy brat nie nadałby się do tej grupy. Wszystko robiłem dobrze, spełniałem wszystkie przepisy, nigdy nie przestąpiłem żadnego twojego rozkazu. O ile lepszym mogę być? Co jeszcze mogę dla ciebie zrobić? A ojciec na to: No właśnie nic.
Tu nie chodzi o to, co dla mnie robisz. Tu chodzi o to, czy jesteś częścią mojej rodziny. I mnie znasz, znasz mnie. Wiesz, co dla mnie jest ważne. Wiesz, co sprawia mi radość.
Wiesz, na czym mi najbardziej zależy. A uwierz mi, nie zależy mi na tym, żebyś to wszystko robił w tak doskonały sposób. Bo wtedy starszemu bratu wydawało się, że jemu wszystko się należy. Nie z powodu tego, kim jest, ale z powodu tego, co robi. I bardzo często w naszym życiu wiary, w naszej drodze wiary możemy stanąć po drodze albo...
Albo po stronie albo jednego, albo drugiego brata. Z jednej strony możemy być tymi, którzy po prostu chcą żyć całkiem po swojemu, pozwalają sobie na życie, które zwyczajnie prowadzi donikąd. Życie skupione na przyjemnościach, życie skupione na zadowalaniu siebie w najróżniejszy sposób, w którym w końcu dochodzimy do miejsca ogromnej pustki, braku sensu. Bo co z tego, że fizycznie zapewnię sobie wszystkie przyjemności tego świata, skoro nie wiem, po co tutaj jestem. Z drugiej strony możemy spokojnie być tymi, którzy są tak religijnie profesjonalni, że w zasadzie po co nam jest Bóg, skoro my wszystko tak dobrze robimy.
Nie potrzebujemy miłości, nie potrzebujemy przebaczenia, nie potrzebujemy zbawienia, bo przecież my sami siebie zbawiamy. Przecież jesteśmy tacy dobrzy, przecież wszystko robimy dobrze, wszystko robimy właściwie. I z góry wtedy często patrzymy na tych, którzy tak nie żyją, na tych młodszych braci, którzy żyją sobie tak, jak im się tylko podoba. I kiedy tylko wrócą do Ojca, Ojciec ich przyjmuje. Ojciec jest gotowy ich przyjąć.
To nie znaczy, że akceptuje to wszystko, co oni robili. To nie znaczy, że mogą dalej tak żyć. W przypadku młodszego brata doskonale to widzimy. To nie jest tak, że on myślał sobie: Hej, dobra, przeproszę, może się jakoś wkupię i będę dalej imprezował. Nie.
On naprawdę przeżył głęboką przemianę, idąc do Ojca całą tą drogę, powtarzając sobie pewnie tą całą swoją przemowę, którą tam przygotował. Ojciec na samym początku wiedział, że ta przemiana nastąpiła i przywrócił go do statusu syna, gdzie młody mógł żyć w pełni możliwości Ojca, nie ze względu na to, co robił czy co zrobił, bo zdecydowanie robieniem się nie popisał jakoś szczególnie, ale ze względu na to, kim był. Był częścią rodziny, stał się na nowo częścią domu Ojca. Podczas gdy starszy brat wygląda na to, że wcale niekoniecznie miał poczucie tego, że jest częścią domu Ojca. On zwyczajnie robił to wszystko, co miał robić, licząc na to, że Ojciec będzie z niego zadowolony.
Nie będzie. W sumie nawet nie wiemy, czy na to ten starszy brat liczył. To, co wiemy, to że na pewno Ojciec nie mógł się go czepiać za bardzo o nic, bo wszystko robił tak doskonale. I w sumie to Ojciec nie był mu nawet szczególnie do niczego. Potrzebny, bo sam sobie we własnych oczach zapewnił sprawiedliwość swoimi uczynkami, tym, co robił.
Po której stronie my dzisiaj jesteśmy? Bo ta historia nie jest tym, co mogło nam się wydawać, że jest, wiecie, taką ckliwą historią o jakimś ojcu, który przytula syna, który po prostu tak bardzo się zagubił, zapominając całkowicie o tym, że ci, do których Jezus kierował tę przypowieść, byli w grupie starszego brata, byli w grupie tego syna, który myślał, że wszystko ma poukładane. I ta historia totalnie rozbiła ich sposób patrzenia na Boga. Znaczy rozbiła, powinna była rozbić. Taki był cel, żeby oni załapali, jak bardzo są zgubieni.
Pomimo tego, że wydaje im się, że są takimi mistrzami, pomimo tego, że im się wydaje, że oni mają przystęp do Jezusa, bo oni to wszystko super robią, pomimo tego Jezus im właśnie pokazał: Panowie, to nie o to chodzi. To nie o to chodzi w życiu wiary. To nie o to chodzi w drodze z Bogiem. Nie chodzi o to, żeby robić, tylko żeby być częścią rodziny i znać Ojca. Oczywiście bycie częścią rodziny wiąże się z konkretnym zachowaniem, wiąże się z tym, że nasze wartości są inne, są zgodne z wartościami rodzinnymi, ale wtedy nasze zachowanie wynika nie z tego, że musimy, tylko z tego, że wiemy, kim jesteśmy.
Mam nadzieję, że ta historia będzie dla nas wszystkich inspiracją do tego, żeby zastanowić się czasami nad tym, jak my właśnie się zachowujemy i przede wszystkim, czy znamy Ojca, czy faktycznie Go znamy, czy tylko może z jednej strony żyjemy sobie, jak gdyby nigdy nic, po prostu mamy wszystko w pompie i za bardzo się nie przejmujemy konsekwencjami naszego działania. Czy być może jesteśmy tymi, którzy właśnie są takimi religijnymi profesjonalistami, wszystko robimy dobrze, wszystko robimy fantastycznie, w zasadzie Bóg nam nawet nie jest za bardzo potrzebny, no bo przecież my wszystko robimy świetnie, we własnych oczach sami siebie usprawiedliwiamy. A to, co obie te grupy z tej historii potrzebowały, to stać się częścią rodziny i poznać Ojca, czego życzę nam wszystkim, a gdybyście mieli jakieś dodatkowe pytania, możecie wejść na stronę bibliawrok.pl bądź możecie też do mnie napisać na adres jacek@bibliawrok.pl. I do usłyszenia w kolejnym odcinku.