Wszystkie odcinki

Dzień 289 Ewangelia św. Marka 4-5

Czy można zobaczyć Boże działanie

Prowadzi Jacek Obolewicz · Zobacz w planie czytania

Dzień 289 z 365 · Otwórz w Spotify

W skrócie

Opowiadam o dwóch historiach z Ewangelii Marka, które są ze sobą mocno połączone: burzy na jeziorze i spotkaniu z człowiekiem pełnym demonów. Zastanawiamy się, czemu Jezus kazał płynąć akurat w to miejsce i dlaczego uwolnionego człowieka nie zabrał ze sobą. Z tej historii wynika bardzo praktyczne pytanie: co Bóg robi w twoim życiu dzisiaj?

Najważniejsze myśli

  1. Na drugą stronę, do pogan

    Jezus mówi uczniom, żeby przepłynęli na drugi brzeg, do krainy pogan. Dla Żyda to był ostatni kierunek, w którym chciałby się wybrać.

  2. Jezus ucisza każdy sztorm

    Uczniowie są przerażeni, a Jezus śpi. Gdy Go budzą, wystarczy jedno słowo i burza cichnie. On oczekuje, że będziemy Mu ufać także wtedy, gdy nas szarpie.

  3. Ludzie wolą świnie niż człowieka

    Mieszkańcom nie spodobało się, że Jezus wywrócił ich uporządkowany świat. Bardziej obchodzi ich strata świń niż to, że ktoś odzyskał życie.

  4. Opowiedz, co Bóg zrobił dla ciebie

    Uwolniony człowiek chce zostać z Jezusem, ale dostaje inną misję: wrócić do swoich i opowiedzieć o tym, co Pan dla niego zrobił. Nie wykład z teologii, tylko własna historia.

Z odcinka

Jezus wysłał go z bardzo konkretną rzeczą: opowiedz o tym, co Bóg uczynił w twoim życiu.

To jednak, co ma ogromną moc sprawić, że ktoś się zacznie zastanawiać poważnie nad Bogiem, to jest to, co Bóg czyni w naszym życiu.

Bardzo często jest tak, że chrześcijanie tak skupiają się na tym, że być blisko Jezusa, że zapominają o tym, że mają misję.

Fragmenty, o których mowa w odcinku

  • Marek podsumowuje nauczanie w przypowieściach: Jezus mówił tak, na ile ludzie mogli zrozumieć, a uczniom wszystko wyjaśniał osobno.
  • Burza na jeziorze. Jezus śpi na rufie, a po przebudzeniu jednym słowem ucisza wiatr i fale.
  • Na drugim brzegu czeka człowiek opętany przez legion demonów. Jezus go uwalnia, a mieszkańcy proszą Go, żeby odszedł.
  • Uwolniony człowiek prosi, żeby zostać z Jezusem, ale dostaje polecenie: idź do swoich i opowiedz, co Pan dla ciebie zrobił.

Kliknij odnośnik, żeby przeczytać fragment.

Gdzie jeszcze w Biblii wraca ten temat

  • Psalm o ludziach na morzu, których Bóg wyprowadza ze sztormu do cichego portu. Ten sam obraz, który widzimy na jeziorze.
  • Łukasz opisuje to samo wydarzenie z człowiekiem z legionem demonów. Warto porównać, jak każdy z ewangelistów je opowiada.
  • Samarytanka opowiada mieszkańcom miasta o spotkaniu z Jezusem i wielu z nich wierzy dzięki jej świadectwu.
  • Jezus mówi, że nasze dobre życie ma być widoczne dla innych, żeby i oni zaczęli zauważać Boga.

Do przemyślenia

  • Co konkretnie Bóg zrobił w moim życiu i czy potrafiłbym opowiedzieć o tym komuś bliskiemu własnymi słowami?
  • W którym sztormie mam dziś wątpić, a w którym mogę po prostu zaufać, że Jezus jest w łodzi?

Powiązane odcinki

burza na jeziorze uwolnienie świadectwo zaufanie Bogu Ewangelia Marka misja

Fragmenty Biblii w dymkach pochodzą z Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej (Fundacja Wrota Nadziei, licencja CC BY-ND 4.0). W podcaście czytam z innego przekładu. Tutaj korzystamy z UBG, bo jej licencja pozwala swobodnie udostępniać tekst.

Transkrypcja odcinka

Zapis powstał automatycznie i może zawierać drobne błędy. Najważniejsze zdania są wyróżnione, a podkreślone miejsca otwierają fragment Biblii, o którym mowa.

Cześć, z tej strony Jacek. Słuchasz właśnie podcastu Przeczytaj Biblię w rok. Dzisiaj mamy dzień 289 i czytamy Ewangelię Marka, rozdziały 4 i 5. Gdybyście chcieli dowiedzieć się więcej na temat tego podcastu, wejdźcie na stronę bibliawrok.pl. W rozdziale 4 mamy ten wyjątkowy moment, kiedy Marek przedstawia nam nauczanie Jezusa, które tutaj jest opisane w formie przypowieści.

I w zasadzie te przypowieści, których razem tutaj na początku 4 rozdziału mamy cztery, są podsumowane przez Marka , gdzie mówi on: Korzystając z wielu podobnych przykładów, Jezus miał zwyczaj głosić słowo stosownie do tego, na ile jego słuchacze mogli je zrozumieć. Przemawiał więc tylko w przypowieściach, które na osobności wykładał swoim uczniom. I w zasadzie nie mamy tutaj u Marka za dużo więcej na temat przypowieści Jezusa, niemniej jednak w tym rozdziale, w 4 rozdziale, zaczyna się nam bardzo ciekawa akcja, która przejdzie później do rozdziału 5. I chciałbym, żebyśmy dzisiaj skupili się na tym, co wydarzy się w rozdziale 5 na samym początku, niemniej jednak żeby zakumać tę historię, dobrze żebyśmy zwrócili uwagę na to, jak kończy się rozdział 4, : Tego samego dnia wraz z nastaniem wieczoru polecił im: Przeprawmy się na drugą stronę jeziora. Pozostawili więc tłum i odpłynęli z nim tak, jak siedział, w łodzi, a towarzyszyły mu inne łodzie.

Wtem rozszalała się wielka burza, zerwał się wiatr. Fale biły w łódź z taką siłą, że woda wypełniała już wnętrze. On tymczasem był na rufie i spał na podgłówku. Obudzili go więc i wołają: Nauczycielu, nie martwi cię to, że giniemy? Wtedy on wstał, stłumił wiatr i powiedział do rozszalałej toni: Zamilcz, uspokój się.

I wiatr ustał, i zapanowała wielka cisza. Wówczas zwrócił się do nich: Dlaczego brak wam odwagi? Wciąż jeszcze nie macie wiary? A ich ogarnął wielki strach, tak, że zaczęli mówić jeden do drugiego: Kim on jest, że są mu posłuszne nawet wiatr, wzburzone fale? Tak dotarli na drugi brzeg jeziora do okręgu Gerazeńczyków.

Gdy tylko Jezus wysiadł z łodzi, z położonego niedaleko cmentarza wybiegł mu naprzeciw człowiek opanowany przez ducha nieczystego. Człowiek ten mieszkał w grobowcach i nawet łańcuchem nie dało się go już związać. Niejednokrotnie bowiem rozrywał łańcuchy i okowy, w które go zakuwano, i nikt nie miał siły go ujarzmić. Całymi dniami i nocami przebywał on... On w grobowcach i w górach krzyczał i ranił się kamieniami.

Gdy zobaczył, w oddali Jezusa, przybiegł, padł przed nim na twarz, krzyknął przy tym donośnie: Czego ode mnie chcesz, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Przysięgnij mi na Boga, że nie będziesz mnie dręczył. Jezus bowiem nakazał mu wcześniej: Duchu nieczysty, wyjdź z tego człowieka. Zadał mu też pytanie: Jak ci na imię? Na imię mi Legion, powiedział, ponieważ jest nas wielu.

Po tych słowach zaczął Jezusa usilnie prosić, by ich nie wypędzał z tego kraju. Pasła się zaś nieopodal u podnóża góry duża trzoda świń. Duch poprosił go: Pozwól nam wstąpić w te świnie, abyśmy mogły w nie wejść. I pozwolił. Po wyjściu zatem z człowieka duchy nieczyste weszły w świnie.

Wtedy niemal dwutysięczne stado puściło się w dół po stromym zboczu w kierunku jeziora i pogrążyło się w wodzie. A ci, którzy je paśli, uciekli i rozgłosili to zarówno w mieście, jak i po zagrodach. Ludzie zatem pospieszyli zobaczyć, co się stało. Przyszli do Jezusa i zobaczyli, że opętany, ten, w którym był legion demonów, siedzi ubrany i przy zdrowych zmysłach, i ogarnął ich strach. Ci zaś, którzy widzieli, co się stało z opętanym, opowiedzieli im o tym dokładnie, a także o świniach.

I zaczęli go prosić, aby opuścił ich granice. Gdy Jezus wsiadł do łodzi, opętany prosił go usilnie, aby pozwolił mu przy nim pozostać. Jezus jednak nie pozwolił mu, lecz polecił: Idź do swego domu, do swoich i opowiedz im, jak wiele Pan dla ciebie zrobił i jak okazał ci miłosierdzie. Odszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolis, jak wiele Jezus dla niego uczynił. Wszyscy zaś nie mogli wyjść z podziwu.

Jak być może zauważyliście, przeszliśmy sobie gładziutko z rozdziału czwartego do piątego, gdzie mamy dwie historie, które są ze sobą na tyle powiązane, że nie sposób wskoczyć w rozdział piąty i nie odnieść się do tego, co dzieje się w czwartym. Bo to Jezus po nauczaniu mówi do uczniów: Spadamy na drugą stronę jeziora, chłopaki, pakujemy łodzie i płyniemy. I dla nas oczywiście nie ma tutaj nic niezwykłego w tym, że Jezus poleca uczniom, że mają się wybrać na drugą stronę jeziora. Dopiero w piątym rozdziale co prawda wyjaśnia nam się trochę, gdzie oni się udali. Jest to opisane jako okręg Gerazeńczyków.

Niemniej jednak już w momencie, kiedy Jezus powiedział swoim uczniom, że: Chłopaki, płyniemy na drugą stronę jeziora, oni prawdopodobnie myśleli sobie: Ale niby dlaczego tam? Ponieważ oni wiedzieli, w przeciwieństwie do nas, że po drugiej stronie jeziora jest kraina pogan, tak zwany dziesięciogród, który też w różnych miejscach nam się będzie jeszcze pojawiał, jeśli chodzi o historię nowotestamentową. No i ten dziesięciogród to tak naprawdę dla każdego Żyda, znowu było oczywiste to, że nie jest to miejsce, gdzie chcieliby się udawać, bo to jest największe pogańskie dziadostwo, o jakim mogliby sobie pomyśleć. Generalnie tam mieszkają poganie, którzy robią rzeczy, których żaden Żyd nie chce robić, nie chce oglądać, nie chce nawet o nich słyszeć. I nagle Jezus mówi: Chłopaki, tam właśnie płyniemy.

Nie dziwi pewnie za bardzo też to, że samo przerażenie uczniów tym, że mają się udać do tak duchowo, powiedzmy sobie, ciemnego miejsca, jest spotęgowane jeszcze tym, że po drodze spotyka ich burza, zgodnie z ówczesnymi legendami, jeżeli ktokolwiek miałby przeprawiać się na drugą stronę jeziora, to najprawdopodobniej zginie na samym środku. No i tutaj nagle macie, płyną na drugą stronę. Generalnie nie jakaś tam szczególnie długa podróż, no nie wiem, może z dziesięć kilometrów z jakimś tam hakiem, która zajęła im prawdopodobnie dobrych parę godzin, biorąc pod uwagę to, że jeszcze tam musieli trochę powalczyć ze sztormem. No i nagle właśnie jest sztorm i oni pewnie sobie myślą: No nie, wiedzieliśmy, że to się dobrze nie skończy. Wiedzieliśmy, że tam nie można się udawać.

Co ten Jezus sobie wymyślił? No a Jezus w tym czasie na luzaczku śpi sobie w ogóle, w czym problem? Chłopaki go budzą przerażeni, Jezus tylko wstaje, mówi: Hej, cisza tam. I generalnie tyle z historii burzy. Co jeszcze bardziej przeraża chłopaków, bo nagle mówią: Kim on w ogóle jest?

I to jest jedna z rzeczy, które później u Marka będą się pojawiać. Jezus co chwilę będzie zaskakiwał swoich uczniów, będzie coś robił i oni będą się zastanawiać, kim on w ogóle jest. My wiemy, jaki jest argument Marka od samego początku, że Jezus jest Synem Bożym. Niemniej jednak uczniowie za bardzo nie mogą sobie tego posklejać przez całą historię, bo ciągle widząc, co Jezus robi, ich to niesamowicie zaskakuje. Jak to możliwe, że on robi takie rzeczy?

Jak to jest możliwe, że nawet wiatr i morze są mu posłuszne? Niemniej jednak nie jest to koniec naszej historii, choć w tym momencie już moglibyśmy powiedzieć... Powiedzieć, że historia jest dosyć spektakularna. Chłopaki jeszcze dodatkowo, co tylko tak ciekawe, mają od Jezusa pojechane na samym końcu rozdziału czwartego, gdzie Jezus im mówi: Dlaczego wam brak odwagi? Wciąż jeszcze nie macie wiary?

Wyobraźcie sobie nas, którzy czasami zmagamy się z różnymi sztormami w naszym życiu. Jesteśmy przerażeni, po prostu szarpiemy się, zastanawiamy się, co mamy zrobić i w tym wszystkim Jezus oczekuje od nas tego, że zwyczajnie będziemy Mu ufać i wierzyć w to, że On jest w stanie uciszyć każdy sztorm w naszym życiu. O, takie to wydawałoby się proste. Niemniej jednak to nie jest główna historia, którą chciałbym dzisiaj zająć, bo po drugiej stronie, kiedy oni już są na brzegu, wylądowali w świecie pogan. I znowu, na początku chłopaki wiedzieliśmy, że tam nie powinniśmy się udawać, jeszcze do tego po drodze ta burza.

I nagle, na samym początku przez jakiegoś demona, znaczy dalej ten demon tam jest opisany, że to jest legion demonów. I generalnie widzimy, że mamy gościa, który najprawdopodobniej w tamtej okolicy był dosyć dobrze znany. No bo generalnie bujał się po cmentarzach, robił różne dziwne rzeczy, sobie robił krzywdę, nikt nie był w stanie go nawet skuć jakkolwiek sensownie, bo gościu wyrywał, co wyraźnie jest tu przypisane jakimś ciemnym mocom, które zawładnęły tym człowiekiem. No i nie wkręcając się za bardzo w tą historię tego opętania i tego, w jaki sposób Jezus wyrzuca tego demona, historia kończy się tak, że Jezus ma krótką pogadankę z demonem, nie żeby to jakkolwiek było sensowne dla nas, żeby z jakimiś takimi dziwnymi postaciami rozmawiać, ale jednak jest pytanie. O imię pojawia się, że Legion, bo jest nas wielu.

No i jeszcze proszą, Jezus w ogóle, to jest ciekawe, zgadza się na to, o co proszą go owe demony, że słuchaj, to pozwól nam chociaż wyskoczyć w te świnie. A Jezus mówi: Okej. I teraz same świnie tam znowu, słyszałem takie, wiecie, zaskoczenie w ogóle, czasami przy okazji jakiś tam kazań, że w ogóle: Jezus zniszczył te świnie i w ogóle ludzie się oburzyli, przecież jak to w ogóle Żydzi i świnie, no jesteśmy w pogańskim świecie, tam te świnie mogły być. Między innymi dlatego Żydzi za bardzo nie chcieliby się tam udawać, bo to było największe dziadostwo, jakie może być. Poza całym hedonistycznym stylem życia, jaki panował w tamtym regionie, to jeszcze do tego, nie dość, że jedli świnie, to te świnie składali w ofierze czy w ofiarach swoim jakimś tam bóstwom.

Więc ogólnie sama obecność tych świń nie powinna być dla nas szczególnym zaskoczeniem właśnie w tamtym regionie. Niemniej jednak to, co z tymi świniami dzieje się dalej, stwarza już trochę problemy w lokalnej społeczności. No bo nagle... Nagle kilka tysięcy świń ginie. I teraz, czy to miało być na schabowe i szynkę, czy to miało być na składanie ofiar w jakiejś lokalnej świątyni?

Jakkolwiek, ludziom się to nie podoba. Ludziom się nie podoba to, że wpada nagle do ich uporządkowanego hedonistycznego świata jakiś gość i robi coś tak spektakularnego odnośnie człowieka, który był w ogromnej potrzebie, że nie obchodzi ich to, że ten gość został uratowany. Ich obchodzi to, że ich świnie zginęły. I z jednej strony dla każdego z nas może być zrozumiałe to: hej, no to pewnie była poważna kasa, kogoś biznes się wysypał najprawdopodobniej w tamtym momencie, nie zwracając uwagi na to, że Jezus uratował gościowi najprawdopodobniej życie. Więc generalnie ludzie mówią: słuchaj, wiesz co, weź się zwijaj może, dobra, bo my tu nie chcemy takich zadym.

Nie chcemy znowu jakiegoś kolejnego, jakichś problemów dodatkowych, już mieliśmy jednego wariata, ten został uzdrowiony, okej, fajnie, no ale to był, no wiecie, nieszkodliwy wariat, co nas on obchodził, tak? Bo najprawdopodobniej tak było. Wiecie, takich zawodników, którzy właśnie są takimi lokalnymi wykręceńcami, no pewnie ci ludzie już się przyzwyczaili do tego, że on tam jest, nie będziemy puszczać dzieci, dzieciaki muszą uważać na takiego gościa, no ale niech sobie tam żyje. I to, że on został uratowany, że jego życie się całkowicie zmieniło, to dla nich nie ma większego znaczenia. Ważne jest to dla nich, że nagle do ich idealnego, uporządkowanego z pozoru świata, gdzie nawet w ramach tego porządku mogą funkcjonować tacy ludzie jak tamten opętany, wpada Jezus, który wywraca wszystko do góry nogami, świnie giną i jest niemały problem.

Ten gość jednak, z którego te demony zostały wypędzone, jest dla nas bardzo, ale to bardzo ciekawą postacią. No bo tak, Jezus przystaje na prośbę, okej, dobra, to się zwijam. I , że gdy Jezus wsiadał do łodzi, opętany prosił go usilnie, aby pozwolił mu przy nim pozostać. Jezus jednak nie pozwolił mu, lecz polecił iść do swego domu, do swoich i opowiedzieć im, jak wiele Pan dla ciebie zrobił i jak okazał ci miłosierdzie. Odszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolis, jak wiele Jezus dla niego uczynił.

Wszyscy zaś nie mogli wyjść z podziwu. Ludzie w tamtym regionie nie mogli nadziwić się temu, co takiego Jezus uczynił w życiu tamtego człowieka. I okazuje się, że ten gość został jednym z pierwszych misjonarzy, jeśli w ogóle nie... W ogóle nie pierwszym misjonarzem wysłanym do pogan, wysłanym przez samego Jezusa. Bo gość generalnie pomysł miał bardzo fajny na swoje życie.

Okej, skoro Jezus mi tak pomógł, Jezus jest tak wyjątkowy, to ja może jednak się spakuję, szybciutko walizeczka i spadam. Zresztą prawdopodobnie nie miał też za dużo do pakowania, bo bujał się po tych cmentarzach, więc dla gościa po prostu jakkolwiek pójście za Jezusem wydawało się być najlepszą możliwą opcją. Na co Jezus mówi: A, a, a, a, nie. Ty masz teraz inną misję. Idź do tego pogańskiego świata, do tego dziadowskiego świata, do tego świata, który w pewien sposób być może dopuścił do tego, że znalazłeś się w takim stanie, w jakim byłeś, i opowiedz o wszystkim, co Bóg ci uczynił.

Opowiedz o Bożym miłosierdziu, które On ci kazał. I gość dokładnie to zrobił. Poszedł do pogańskiego świata i zaczął opowiadać o niekim innym, jako Synu Bożym, który uratował mu życie, który wyciągnął go z największego dziadostwa, w jakim ten gość mógł się znajdować, i pomógł mu wystartować z jego życiem na nowo. Z syfu, który był w jego życiu, uczynił całkowity porządek. Sprawił, że nagle gość zaczął funkcjonować normalnie, że nagle doświadczył wolności, że nagle mógł wrócić do życia w społeczeństwie, że nagle mógł normalnie zacząć rozmawiać z ludźmi, nikt od niego nie musiał uciekać, bo on też nie był już zagrożeniem dla społeczeństwa w żaden sposób.

I bardzo często jest tak, że chrześcijanie tak skupiają się na tym, że być blisko Jezusa, że zapominają o tym, że mają misję. Bo z jednej strony gość miał bardzo szlachetne, pewnie pobudki do tego, żeby zostać z Jezusem. Hej, przy Jezusie jest dobrze, Jezus mi pomógł, w ogóle Jezus, chcę, żebyśmy Go znali, żebyśmy blisko Jego byli. Niemniej jednak to bycie z Jezusem i przemiana, która dokonuje się w naszym życiu, powinna być czymś, co sprawi, że pójdziemy do świata, który Jezusa nie zna, i będziemy opowiadać o tym, co Jezus dla nas uczynił. I teraz tu się pojawia jeden problem, który generalnie jest też moim osobistym problemem.

O czym takim mógłbym dzisiaj, jutro opowiedzieć, co Jezus dla mnie, powiedzmy stosunkowo niedawno uczynił? Bo kiedy rozmawiamy o Jezusie, to bardzo często jest tak, że te nasze rozmowy to są takie, wiecie, fajne intelektualne wycieczki, po prostu, wiecie, możemy sobie porozmawiać jakiś tam teolog, jakieś tam historie, porozmawiać sobie o takiej osobie, która w zasadzie gdzieś jest, ale nie, żeby w naszym życiu była bardzo widoczna. Poza tym, że żyjemy porządnie, bo Bóg zmienił nasze życie. Okej, w sensie fantastycznie, ja nie mówię, że nie. Tylko poza tym, że Bóg w pewnym momencie zaingerował w nasze życie, my Mu na to pozwoliliśmy, doświadczyliśmy Jego wolności, co z tym dalej?

Czy Bóg dalej jest aktywny w naszym życiu? Czy teraz już jest tylko tak, że wiecie, jesteśmy tacy grzeczni, że wiecie, co niedzielę do kościoła, jakieś, nie wiem, zaangażuję się w jakąś wspólnotę, może nawet jakimś animatorem zostanę czy kimś, to w ogóle jest jakiś, wiecie, wyższy level. I generalnie bujam się z ludźmi takimi jak ja sam, bo tak jest generalnie dosyć wygodnie. I ten opętany chciał zostać z Jezusem, z uczniami, pójść za Nim. Przecież Jezus wzywa nas do tego, żebyśmy poszli za Nim, tak?

Po to jednak, nie żebyśmy bujali się w naszych kółkach wzajemnej adoracji, tylko po to, żeby nasza wspólnota wspierała nas w tym, żebyśmy mogli iść do tego świata, który Jezusa nie zna, który jest pogrążony często w ciemności, w chaosie, i żebyśmy tam mogli opowiedzieć o tym, co Jezus dla nas uczynił. Więc nie chcesz wyzwaniem dla nas na dzisiaj będzie odkrywanie właśnie tego: Boże, co Ty chcesz dzisiaj uczynić w moim życiu? Nie co uczyniłeś, nie wiem, parę lat temu, tylko co dzisiaj chcesz uczynić? Co jest tą historią, którą ja mogę zanieść do moich znajomych, moich przyjaciół, mojej rodziny i opowiedzieć o tym, co wyjątkowego Ty uczyniłeś? Bo widzicie, Jezus nie wysłał tego gościa, który doświadczył tego uwolnienia z przesłaniem: Słuchajcie, opowiem wam teraz o Bożym Synu, opowiem wam o jakichś proroctwach starotestamentowych, jakichś różnych historiach.

Jezus wysłał go z bardzo konkretną rzeczą: opowiedz o tym, co Bóg uczynił w twoim życiu. I to jest coś, co jest w stanie dla wielu ludzi, którzy jeszcze Jezusa nie znają, być momentem, w którym zaczną się drapać po głowie i powiedzą: Czy ja może jednak czegoś nie zgubiłem w swojej drodze wiary? Czy być może to jest tak, że mi się wydaje, że jestem wierzący, a faktycznie nie wiem, czy jestem do końca wierzący, bo w moim życiu Bóg tak nie działa. Spotkanie z żywym Bogiem i to, w jaki sposób Bóg będzie przemieniał nasze życie, może być początkiem tego, że będziemy jeszcze efektywniejsi w tym, żeby zwyczajnie pomagać ludziom Boga odkryć. Nie odkrywać Go w teorii, ale w praktyce, pokazując, jak w naszym życiu Bóg się objawia, w jaki sposób w naszym życiu Bóg jest aktywny, co robi w naszym życiu i w jaki sposób, tak jak temu facetowi.

Bóg okazuje miłosierdzie. Niech ta historia będzie dla nas wyzwaniem do tego, żeby właśnie coś, o czym już rozmawialiśmy nieraz, nie szukać tylko towarzystwa ludzi, którzy są podobni do nas, którzy z nami będą się zgadzać, ale żeby rzeczywiście szukać okazji do tego, żeby tym, którzy jeszcze są może nawet bardzo daleko od Boga, żeby tego Boga choć trochę przybliżyć. I często to, co jest w stanie Go przybliżyć, to nie są nasze teorie, historie z Biblii, które znamy, choć to może być fajne do dyskusji, jasne. To jednak, co ma ogromną moc sprawić, że ktoś się zacznie zastanawiać poważnie nad Bogiem, to jest to, co Bóg czyni w naszym życiu. Jeżeli Boże działanie będzie wyraźne w naszym życiu, to inni to zauważą i będą, nawet jeśli nie na głośno, to sobie zadawać często pytania: co takiego jest w jego czy jej życiu, że ono wygląda tak, a moje nie?

Czy być może jest coś, co ja zgubiłem lub czego jeszcze nie odkryłem, co powinno sprawić, że również moje życie będzie wyglądało inaczej. Tyle z mojej strony na dzisiaj. Gdybyście chcieli dowiedzieć się czegoś więcej, pogadać, podyskutować, wejdźcie na stronę bibliawrok.pl lub możecie też do mnie napisać na adres jacek@bibliawrok.pl. I do usłyszenia w kolejnym odcinku.