Wszystkie odcinki

Dzień 287 Ewangelia św. Mateusza 27-28

Wyzwanie, które rzuca nam Jezus

Prowadzi Jacek Obolewicz · Zobacz w planie czytania

Przeczytaj tekst: Mt 27 Mt 28

Dzień 287 z 365 · Otwórz w Spotify

Ten dzień w minutę

Nie masz teraz czasu na cały odcinek? Najważniejsza myśl w krótkim wideo.

Przeczytaj wstęp do księgi: Ewangelia św. Mateusza

W skrócie

Kończymy Ewangelię Mateusza ostatnim poleceniem, które Jezus zostawił uczniom. Opowiadam, co naprawdę znaczy „idźcie i pozyskujcie uczniów”, dlaczego to polecenie dotyczy także nas i czemu pierwsi uczniowie wcale nie rwali się do jego wykonania. Dzielę się też tym, jak wygląda dzielenie się wiarą w życiu mojej rodziny.

Najważniejsze myśli

  1. Galilea od początku w planie

    Jezus zapowiada spotkanie w Galilei jeszcze przed śmiercią, a po zmartwychwstaniu anioł i sam Jezus powtarzają to kobietom. Właśnie w Galilei Mateusz kończy swoją relację, bo tam Jezus daje uczniom ostatnie polecenie.

  2. Misja dla całego świata

    Jezus nie posyła uczniów tylko do swojego narodu, ale do wszystkich ludzi, bo Jego misja dotyczyła całego świata. Dla uczniów było to ogromne przestawienie myślenia.

  3. To polecenie jest też dla nas

    Jezus mówi: uczcie przestrzegać wszystkiego, co wam przekazałem, a to polecenie jest przecież częścią tego „wszystkiego”. Misja dotyczy więc ciebie i mnie, a nie tylko apostołów.

  4. Wyjść do ludzi, nie czekać

    Łatwo zapraszać ludzi do siebie i liczyć na to, że im się spodoba. Jezus mówi coś innego: wyjdź ze swojej strefy komfortu, idź tam, gdzie jest niewygodnie, i nie szukaj ludzi, którzy będą cię klepać po plecach.

Z odcinka

Dla Jezusa to było bardzo wyraźne: to jest wasza misja.

To jest nasza misja, żeby pomagać innym stać się uczniami Jezusa.

Trochę niestety jest tak, że my bardziej oczekujemy, że ludzie wyjdą ze swojej tak zwanej, użyję tego stwierdzenia, strefy komfortu i przyjdą do nas, niż my wejdziemy ze swojej strefy komfortu i pójdziemy do nich.

Fragmenty, o których mowa w odcinku

  • Jezus jeszcze przed śmiercią zapowiada, że po zmartwychwstaniu pójdzie przed uczniami do Galilei.
  • Kobiety przy pustym grobie słyszą od anioła, że Jezus zmartwychwstał, a chwilę później same spotykają Jezusa.
  • Ostatnie polecenie Jezusa dla jedenastu uczniów na górze w Galilei: idźcie i pozyskujcie uczniów pośród wszystkich narodów.
  • Słowo „idźcie” to wyraźne polecenie konkretnego działania, a nie rada, żeby po drodze przy okazji komuś pomóc.

Kliknij odnośnik, żeby przeczytać fragment.

Gdzie jeszcze w Biblii wraca ten temat

  • Przed wniebowstąpieniem Jezus mówi uczniom, że mają być Jego świadkami od Jerozolimy aż po krańce ziemi, i to jest dalszy ciąg tego samego polecenia.
  • Dopiero prześladowania w Jerozolimie rozpraszają uczniów i dzięki temu wiadomość o Jezusie wychodzi poza miasto.
  • Paweł pyta, jak ludzie mają uwierzyć, jeśli nikt im nie opowie o Jezusie, a to znaczy, że ktoś musi do nich pójść.
  • Zmartwychwstały Jezus mówi uczniom: jak Ojciec mnie posłał, tak i ja was posyłam.

Do przemyślenia

  • Do kogo w moim życiu mogę wyjść pierwszy, zamiast czekać, aż ktoś sam przyjdzie?
  • W jakim miejscu czuję się niewygodnie i czy właśnie tam Bóg nie chce mnie posłać?

Powiązane odcinki

wielki nakaz misyjny uczniowie Jezusa dzielenie się wiarą zmartwychwstanie strefa komfortu Ewangelia Mateusza

Fragmenty Biblii w dymkach pochodzą z Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej (Fundacja Wrota Nadziei, licencja CC BY-ND 4.0). W podcaście czytam z innego przekładu. Tutaj korzystamy z UBG, bo jej licencja pozwala swobodnie udostępniać tekst.

Transkrypcja odcinka

Zapis powstał automatycznie i może zawierać drobne błędy. Najważniejsze zdania są wyróżnione, a podkreślone miejsca otwierają fragment Biblii, o którym mowa.

Cześć, z tej strony Jacek, słuchasz właśnie podcastu Przeczytaj Biblię w rok. Dzisiaj mamy dzień 287 i czytamy Ewangelię Mateusza, rozdział 27 i 28. Gdybyście chcieli dowiedzieć się więcej na temat tego podcastu, wejdźcie na stronę bibliawrok.pl. Jeśli chodzi o to, co mamy dzisiaj, to wydarzenia, które będą się powtarzały nam w każdej relacji życia Jezusa, bo mamy tutaj historię zarówno ukrzyżowania, jak również zmartwychwstania. I teraz wiem, że są to tak kluczowe wydarzenia, że mogłoby się wydawać, no oczywiste jest to, że o tym dzisiaj sobie porozmawiamy, kończąc Ewangelię Mateusza.

Niemniej jednak jest w tych rozdziałach też coś, co jest wyjątkowego dla samego Mateusza, dlatego też chciałbym, żebyśmy się odnieśli do tego, co jest wyjątkowe z perspektywy Mateusza, a tak naprawdę, jeśli chodzi o samą kwestię ukrzyżowania, zmartwychwstania, pewnie do tego jeszcze się poodnosimy przy okazji kolejnych relacji życia Jezusa spisanych przez Marka, Łukasza i Jana. Niemniej jednak to, co dzisiaj chciałbym, żeby było tematem tego naszego dzisiejszego odcinka, to jest fragment, z którym tak naprawdę Ewangelia Mateusza jest, przez niektórych może być nawet dosyć kojarzona, bo jest to bardzo znany fragment, który pojawia się tylko i wyłącznie właśnie u Mateusza. Jest związany z wydarzeniami, które miały właśnie miejsce po zmartwychwstaniu Jezusa, gdzie odnośnie samego zmartwychwstania i miejsca tych wydarzeń, czy tego wydarzenia, do którego dzisiaj się odniesiemy, mieliśmy zapowiedź już poprzednio w rozdziale 26, gdzie Jezus właśnie powiedział, zresztą to też był jeden z fragmentów, który przeczytaliśmy: . No i tak naprawdę zaraz po tym zmartwychwstaniu po raz kolejny mamy przypomnienie tego miejsca, w którym będzie miała miejsce bardzo ważna rzecz, o której już za chwilkę, gdzie , opisujący właśnie zmartwychwstanie Jezusa, czytamy, że po szabacie pierwszego dnia tygodnia o świcie przyszła Maria Magdalena oraz druga Maria, aby obejrzeć grób. Wtem zatrzęsła się ziemia, to anioł Pana zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim.

Jego wygląd przypominał błyskawicę, a jego ubranie było białe jak śnieg. Strażnicy zadrżeli ze strachu i stali się niczym martwi, a anioł zwrócił się do kobiet: Wy się nie bójcie. Wiem, że szukacie Jezusa ukrzyżowanego. Nie ma Go tu. Zmartwychwstał, tak jak zapowiedział.

Chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie był położony. Potem idźcie czym prędzej, powiedzcie Jego uczniom, że... że powstał z martwych i jeszcze przed nimi będzie w Galilei, tam go zobaczą. Kobiety szybko odeszły od grobowca, pełne strachu i wielkiej radości, pobiegły powiadomić Jego uczniów. Wtem po drodze spotkał je Jezus. Witajcie, zwrócił się do nich.

One zaś podeszły, objęły Jego nogi i pokłoniły Mu się. Wtedy Jezus powiedział: Nie bójcie się. Idźcie, przekażcie moim braciom, by szli do Galilei, tam mnie zobaczą. Więc widzimy to, że pomimo samego faktu, że ekipa jest w Jerozolimie, całe te wydarzenia miały miejsce w Jerozolimie i ewentualnie tam w jakichś okolicach, delikatnie za miastem, Jezus z powrotem wysyła uczniów do Galilei, gdzie jednak też ważne jest to, że Galilea nie będzie końcem tej całej historii związanej z Jezusem. Tutaj zwracam na to tylko uwagę dlatego, że Mateusz swoją relację kończy historią, która w różnych tradycjach pewnie jest różnie nazywana, niektórzy to nazywają na przykład wielkim posłaniem, wielkim nakazem misyjnym, jakkolwiek.

, gdzie jest napisane: Jedenastu uczniów udało się natomiast do Galilei, na górę, którą wskazał im Jezus. No tak jak tutaj już mieliśmy trzy razy tak naprawdę była wskazówka, gdzie uczniowie mają się udać po zmartwychwstaniu Jezusa. I dalej czytamy: Gdy Go zobaczyli, złożyli Mu pokłon, choć niektórzy wątpili. A Jezus podszedł i zwrócił się do nich w tych słowach: Otrzymałem wszelką władzę na niebie i na ziemi. , chrzcijcie ich w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego i uczcie przestrzegać wszystkiego, co wam przekazałem.

A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż po kres tego wieku. Niektórzy zwracają uwagę na to, że jest to ostatnia rzecz, którą Jezus powiedział. To jest taka ostatnia wola Jezusa, takie ostatnie polecenie Jezusa, które naszym powinno być pierwszym takim priorytetem w życiu. I teraz, jedna rzecz jest tylko taka, że niekoniecznie jest to ostatnie polecenie Jezusa, no bo czytamy tutaj o tym, że oni są jeszcze w Galilei, a później tak naprawdę u Łukasza w Dziejach Apostolskich będziemy czytać o tym, że jeszcze przed samym wniebowstąpieniem ekipa musiała się przetransferować z powrotem do Jerozolimy, no bo tak naprawdę Jezus nie z Galilei udał się do nieba, tylko z okolic samej już Jerozolimy. Niemniej jednak, do tego sobie dojdziemy później.

Mówię o tym tylko dlatego, żebyśmy pamiętali o tym, że Mateusz kończy... Tym konkretnym zadaniem nie zmienia to jednak tego, że Jezus później jeszcze trochę z uczniami pobył. Dla Mateusza jednak było to coś, co było bardzo szczególnym poleceniem, które Jezus przekazał swoim uczniom i tym właśnie poleceniem on zakończył swoją relację życia Jezusa tutaj na ziemi. I teraz chciałbym, żebyśmy zwrócili uwagę na w zasadzie jedną rzecz tylko z tego całego polecenia, choć znowu można by było pewnie o nim dobrą chwilę porozmawiać. Niemniej jednak Jezus mówi swoim uczniom w wersecie 19: Idźcie więc i pozyskujcie uczniów pośród wszystkich narodów.

I to idźcie i pozyskujcie uczniów ze wszystkich narodów jest bardzo ciekawą kwestią, bo tak naprawdę, jak być może pamiętacie już historię Starego Testamentu, to niekoniecznie było tak, że Żydzi byli jakkolwiek zachęceni do tego, żeby gdziekolwiek się udawać, żeby pozyskiwać osoby, które miałyby się stać częścią czy wyznawcami judaizmu. Była taka opcja, oczywiście, w ramach której ktoś mógł stać się wyznawcą judaizmu, jeżeli sam podjął taką decyzję, gdzieś tam się zdecydował na przestrzeganie praw, obrzezanie i tam różne takie kwestie. Była taka opcja, że można było stać się takim Żydem spoza Izraela. Nie zmienia to jednak tego, że misja, z którą Jezus teraz kieruje do swoich uczniów, to jest całkiem coś innego, coś, co tak naprawdę jeszcze będziemy widzieć później na początku w Dziejach Apostolskich, jest naprawdę czymś, co niekoniecznie jest tym, czego spodziewaliby się sami uczniowie. No bo oni wciąż spodziewali się króla, który przyjdzie, zrobi porządek z Rzymem, tak naprawdę zadba o Izrael.

Jezus jednak mówi: Idźcie i pozyskujcie uczniów ze wszystkich narodów. W innych tłumaczeniach może się pojawić określenie w stylu: Idźcie na cały świat i czyńcie uczniami wszystkie narody. Z perspektywy Jezusa jego misja związana była z całym światem, nie tylko samymi Izraelitami, nie tylko z tym narodem, którego Jezus też był częścią. I z tym poleceniem wiąże się też jeszcze jedna kwestia, taka gramatyczna, bo mogłoby się zdarzyć, że gdzieś kiedyś usłyszycie taką historię, w ramach której to idźcie gramatycznie mogłoby być przetłumaczone jako kiedy będziecie szli. No i teraz problem jest taki, że to tak nie działa, niestety tutaj, znaczy stety, niestety.

Ta opcja w ramach... w ramach której, kiedy będziecie szli, czyńcie uczniami wszystkie narody. To brzmi jak trochę taka, wiecie, sugestia ze strony Jezusa: będziesz szedł przez życie, żyj sobie swoim życiem i po drodze może uda ci się gdzieś tam czasami pomóc komuś zbliżyć się do mnie. Jest to wersja tego polecenia Jezusa, którą, jeżeli się z nią kiedykolwiek spotkacie, to raczej pochodzi ona gdzieś z jakichś źródeł oryginalnie amerykańskich. I nie żebym tam się chciał czepiać źródeł amerykańskich, no ale zwyczajnie gdzieś tam sprawdzałem sobie trochę ten temat i jeden z moich ulubionych biblistów właśnie na swoim blogu opublikował trzy artykuły na temat tego właśnie stwierdzenia, tego tak zwanego Wielkiego Posłannictwa, Wielkiego Nakazu Misyjnego, jakkolwiek byśmy go nie nazwali, gdzie właśnie w pierwszej części autor rozprawia się z kwestią gramatyki i zwraca uwagę na inne fragmenty, gdzie dokładnie to samo słowo się pojawia i tam jest idź, idź, idź, idźcie i tak dalej. Jest wyraźne polecenie: podejmij jakieś konkretne działanie, a nie żyj po swojemu i być może ci się coś tam uda przy okazji zrobić.

Nie. Dla Jezusa to było bardzo wyraźne: to jest wasza misja. I teraz, gdybyście chcieli powiedzieć: no dobra, fajnie, to była może misja uczniów Jezusa, tych pierwszych, tych apostołów, jedenastu tam akurat mieliśmy przy tym konkretnym wydarzeniu, no to lipa trochę jest taka, z takim podejściem do tematu, że kiedy dalej Jezus mówi, że po tym pójściu i pozyskiwaniu uczniów wszystkich narodów, jak to ma się dziać, gdzie jest opisane: chrzcijcie ich w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego i uczcie przestrzegać wszystkiego, co wam przekazałem. No tutaj właśnie Jezus przekazał coś swoim uczniom i zdecydowanie zwraca uwagę na to, że jak macie uczyć wszystkiego, co wam przekazałem, to między innymi tego. Więc to jest misja, która tyczy się zarówno pierwszych uczniów Jezusa, tych tak zwanych apostołów, tych szczególnych uczniów, którzy byli najbliżej Jezusa, o czym już też rozmawialiśmy przy okazji Ewangelii Mateusza, niemniej jednak tyczy się to również nas, również ciebie i mnie.

To jest nasza misja, żeby pomagać innym stać się uczniami Jezusa. I zostawię sobie dzisiaj ten temat związany z tym, jak Jezus widział tą kwestię, jak to miałoby się dziać, bo to wiem, że może wzbudzić jakieś tam różne dyskusje, no ale tu musielibyśmy trochę sięgnąć sobie do historii tego, jak pierwszy Kościół funkcjonował i tak dalej, co sobie zwyczajnie odpuścimy na dzisiaj i skupimy się tylko na tym, żeby mamy iść i czynić uczniami, czy pozyskiwać uczniów wśród innych osób, tych, którzy jeszcze... Jeszcze uczniami Jezusa nie są. Nie chcę mówić tych, którzy nie wierzą w Jezusa, bo jest kupa ludzi, którzy wierzą w Jezusa, a zwyczajnie nie są jeszcze jego uczniami. Naszą misją jest to, żeby pozyskiwać nowych uczniów, jeżeli sami jesteśmy uczniami Jezusa, jeżeli sami w swoim życiu podjęliśmy decyzję, żeby za Jezusem iść.

I teraz ta konkretna rzecz to nie jest coś, co dla uczniów Jezusa, tych pierwszych apostołów i tych kolejnych tam setek tysięcy ludzi, którzy w Jezusa jednak uwierzyli i stali się jego uczniami, była jakoś szczególnie oczywista, bo w Dziejach Apostolskich później będziemy mieli dosyć wyraźnie pokazane to, że uczniowie wcale niekoniecznie wybierali się na jakikolwiek cały świat, żeby pozyskiwać uczniów. Generalnie ekipa wolała siedzieć w Jerozolimie i tak naprawdę coś, co sprawiło, że ta misja zaczęła być realizowana, to jest działalność gościa, którego my dzisiaj znamy jako apostoł Paweł. Wtedy to był Szawel z Tarsu, który był faryzeuszem i był bardzo oddany temu, żeby niszczyć uczniów Jezusa, żeby, na ile można, nawet ich zabijać, jeżeli będzie taka potrzeba, po to tylko, żeby to przesłanie, z którym oni żyją, nie wychodziło dalej na cały świat. No i dokładnie to, czego on nie chciał, żeby robić, robił bardzo skutecznie tym, że był zaangażowany w prześladowania pierwszych chrześcijan. I to one sprawiły, że uczniowie nagle rozpierzchli się poza Jerozolimę i zaczęli uciekać zwyczajnie przed prześladowaniami.

Można by nawet było pewnie powiedzieć, że być może apostoł Paweł zrobił więcej dobrego dla szerzenia się dobrej nowiny, kiedy jeszcze prześladował chrześcijan, niż później, kiedy był samym apostołem. Wiecie, ja nie chcę umniejszać temu wszystkiemu, co zrobił jako apostoł, ale tak naprawdę z perspektywy wpływu, jaki wywarło to prześladowanie, w które on był zaangażowany, to tak naprawdę sprawiło, że uczniowie w końcu się ruszyli, że oni w końcu ruszyli do miejsc, które mogły być im nieznane, gdzie zwyczajnie uciekali przed prześladowaniami, ale to sprawiło, że w końcu ta Ewangelia wyszła poza Jerozolimę. To przesłanie na temat Jezusa, jego śmierci i zmartwychwstania wyszło poza Jerozolimę i zaczęła rozprzestrzeniać się po całym świecie, co później oczywiście, do czego dołączył się Szawel z Tarsu, który później się nawrócił, stał się Pawłem, którego my właśnie dzisiaj znamy głównie jako apostoła Pawła i oczywiście odegrał on... Rolę absolutnie kluczową, jeśli chodzi o szerzenie Ewangelii na temat Jezusa po całym ówczesnym świecie. Niemniej jednak, zanim jeszcze był uczniem Jezusa, to okazało się, że miał bardzo konkretny wpływ na to zadanie, które Jezus miał dla swoich uczniów.

I teraz, na czym to polegało? Tak naprawdę polegało to na tym, że pierwsi uczniowie, którzy mogliby kojarzyć, dobra, to jak ktoś chce być uczniem Jezusa, to niech do nas przyjdzie, niech, nie wiem, nam powie, podzielimy się z nim Ewangelią, ochrzcimy go i spoko, będzie okej. Tak naprawdę to było trochę takie podejście, jakie dzisiaj bardzo często mają chrześcijanie. Na zasadzie: niech ktoś do nas przyjdzie, niech wpadnie do nas, nie wiem, na mszę naszej wspólnoty, na jakieś nabożeństwo, na cokolwiek. Zapraszajmy ludzi do siebie, no i może akurat im się spodoba i wtedy będzie okazja do tego, że ktoś tam im opowie, o co chodzi w Ewangelii.

Nie żebyśmy szczególnie się rwali do tego, żeby tę Ewangelię się właśnie w taki bezpośredni sposób dzielić, ale może jakiś tam, nie wiem, ksiądz, jakiś lider, może ktoś tam by tę Ewangelię powiedział takiej osobie po to, żeby ona mogła też stać się uczniem Jezusa. To jest trochę sposób myślenia, w ramach którego dzisiejsze chrześcijaństwo w dużej mierze funkcjonuje. Szczególnie, mówiąc dzisiejsze chrześcijaństwo, mam na myśli głównie tak zwane chrześcijaństwo zachodnie, no bo ciężko mi odnosić się faktycznie do chrześcijaństwa globalnie. Niemniej jednak tak często jest. Zaprośmy kogoś, niech przyjdzie, doświadczy czegoś, zobaczy.

Ja nawet pamiętam takie historie, jeszcze będąc na studiach, kiedy mój właśnie serdeczny kumpel, który miał, całkiem nie mały wpływ na to, że ja zdecydowałem się na to, żeby iść za Jezusem, będąc na studiach jeszcze organizował takie wyjazdy w ogóle właśnie na mszę jego częstochowskiej wspólnoty. Po prostu, wiecie, ludzie tam jeździli, w ogóle pakowali się w pociąg, jeździli, później wracali, widzieli, co tam się działo. To była akurat wspólnota też charyzmatyczna, więc też dla wielu ludzi to było totalnie nowe doświadczenie, jeśli chodzi o jakiekolwiek doświadczenie wiary. I to naprawdę było coś, gdzie ludzie wracali i mówili: Nie, dobra, powiedzcie, że jestem nienormalny, że naprawdę nas porąbało, ale my naprawdę byliśmy tam, widzieliśmy, co tam się działo i po prostu wow, to jest coś, czym w życiu się nie spotkałem, to jest coś naprawdę wyjątkowego. Widać po tym, że Bóg jest żywy.

Więc ta technika działała dosyć skutecznie, żeby ludziom pokazać, że hej, jest żywy Bóg. To wiązało się zwyczajnie z tym, że dobra, może w mieście, gdzie studiowaliśmy, nie było takiej akurat wspólnoty, ale tak naprawdę można było spakować się w pociąg. Skoczyć do Częstochowy, odwiedzić wspólnotę, w tym konkretnym przypadku Mamre, i tam się okazywało, że ludzie naprawdę doświadczali spotkania z żywym Bogiem. Nie mówię, że takie opcje nie działają. To jednak, co jest misją Jezusa, którą ma dla nas, to jest to, że nie pakujmy ludzi i zabierzmy ich, żeby ktoś coś im pokazał, tylko tak naprawdę my bądźmy tymi, którzy idą w miejsca, które są niewygodne, które dla nas są niewygodne, gdzie nie wiemy za bardzo, co mamy ze sobą zrobić, jak się odnaleźć w ogóle w takim środowisku, które właśnie może niekoniecznie jest jakoś szczególnie przyjazne osobom, które są tak naprawdę poważnie wierzące.

Trochę niestety jest tak, że my bardziej oczekujemy, że ludzie wyjdą ze swojej tak zwanej, użyję tego stwierdzenia, strefy komfortu i przyjdą do nas, niż my wejdziemy ze swojej strefy komfortu i pójdziemy do nich. Niemniej jednak to jest właśnie to, co Jezus tutaj powiedział, co uczniowie na początku, oni tego nie kumali. To nie jest tak, że wiecie, Jezus poszedł do nieba i jeszcze po drodze była historia związana z tym, że czekali na zesłanie Ducha Świętego, no i oni później nagle: dobra, jest Duch Święty, bum, lecimy na cały świat. Nie, nam się nie przyszło to, żeby to robić. Znaczy nie, może nam się nie przyszło, ale na pewno tego nie robili, bo dopiero prześladowania sprawiły, że uczniowie Jezusa zaczęli uciekać i to przesłanie na temat Jezusa zaczęło się rozprzestrzeniać po całym ówczesnym świecie.

To nie jest tak, że wydarzyło się tak, jak polecił to Jezus. I to, co Jezus powiedział dla nas, dla ciebie i dla mnie, może być wyzwaniem: nie szukaj ludzi, którzy będą cię klepać po pleckach i mówić: ej, ale w ogóle jesteś fajny, spoko, fajnie, że są tacy wierzący, tacy pozytywni często ludzie, pasjonaci, jeszcze normalni do tego, z różnymi tam określeniami się spotykamy. Często kiedy my z moją żoną dzielimy się wiarą w jakichś tam różnych kontekstach, wiecie, poznajemy nowych ludzi, gdzieś tam spotykamy się, idziemy na obiad, idziemy do jakiejś knajpy, spotykamy się u nas na obiedzie, jakkolwiek, to często jest tak, że gdzieś pojawia się ta historia związana z naszą drogą wiary, co wzbudza generalnie całkiem niemałe zainteresowanie, szczególnie jeżeli to są ludzie, którzy wcześniej mieli okazję nas już trochę poznać od strony takiej zwykłej, zawodowej, niekoniecznie związanej gdzieś tam z wiarą, to oni mówią: ej, w ogóle to jest ciekawe, to jest fajne, to jest w ogóle całkiem spoko, o czym mówicie. No ja tak nie jestem, ale wiecie, to w sumie brzmi fajnie. Często spotykamy się z takimi reakcjami, niekoniecznie z tym, że zaraz: a, wy w ogóle jesteście... fanatycy, wariaci i tak dalej.

Po części też dlatego, że my szukamy aktywnie okazji, żeby poznawać nowe osoby na takim, wiecie, neutralnym gruncie, gruncie pracy, gruncie rodziny. Teraz na przykład z perspektywy Maluchów to jest tak, że tak naprawdę, wiecie, jest po prostu okazja do łapania relacji z nowymi osobami, którzy są rodzicami Maluchów. To jest masa, jest naprawdę ogromnie dużo takich okazji i my te okazje zawsze staramy się przekuć w to, żeby w jakiś sposób móc spotkać się dalej na takim neutralnym gruncie i szukamy okazji do tego, żeby w jakiś sposób podzielić się tym, co Bóg uczynił w naszym życiu, co czyni w życiu naszej rodziny. Co w naszym przypadku może być też trochę łatwiejsze na przykład teraz, kiedy chociażby mamy całkiem poważną historię tego, włącznie z teczką dokumentów, że nigdy nie będziecie mieli dzieci. No i teraz mamy dwójkę, więc to jest taka historia, do której bardzo często się odnosimy i dla ludzi jest to zaskakujące.

Wiecie, nie robię sobie jaj z tym, że naprawdę mamy taką teczkę dokumentów, to teraz gdzieś tam jest, gdzie po prostu kolejni lekarze patrzyli i mówili: Nie, tu nic z tego nie będzie. No teraz jest dwójka, zobaczymy, co tam będzie dalej, kto wie, czy to już jest koniec, czy nie. Niemniej jednak na razie próbujemy obrobić tą brygadę, którą mamy, i to obrabianie tej brygady, tych naszych maluszków, jest bardzo fajną okazją do tego, żeby spotykać nowe osoby i po prostu próbować gdzieś trochę wyjść do ludzi, spotkać się z kimś nowym i w jakiś sposób móc podzielić się również tym, co całkowicie zmieniło nasze życie. Bo tak szczerze mówiąc, bardzo często jednak jest tak, że kiedy spotykamy się z różnymi nowymi osobami, to każdy z nas ma jakieś tam przeboje w swoim życiu. Zresztą, wiecie, my też miewamy różne przeboje.

W naszym życiu nie zawsze jest prosto, gładko i kolorowo, niemniej jednak wiemy, że Bóg jest tym, który ma odpowiedzi na wyzwania, z którymi każdy z nas się mierzy. I najlepszym początkiem radzenia sobie z tymi wyzwaniami jest to, żeby swoje życie podporządkować właśnie Jemu, żeby Jemu pozwolić na to, żeby On nadał właściwy kierunek naszemu życiu, żeby On pomógł nam poradzić sobie z tymi wszystkimi historiami, które często za nami się plączą. To jest coś, do czego Jezus zachęcał swoich uczniów: Nie czekajcie, aż ludzie przyjdą do was. Wy idźcie do nich, wy wyjdźcie ze swojej strefy komfortu, wy idźcie do miejsc, które dla was będą niewygodne, nie będziecie wiedzieli, jak tam się odnaleźć. Co z perspektywy judaizmu, który... który tak bardzo był wyizolowany od ludzi, którzy nie byli częścią judaizmu, którzy byli poganami, było naprawdę ogromnym wyzwaniem.

Ja też, wiecie, nie chcę tego bagatelizować i mówić, że dla nich to było takie lajtowe, po prostu nie ma najmniejszego problemu. No nie, dla nich to było tak naprawdę niemałe, niemałe wyzwanie, żeby tak naprawdę przestawić w swojej głowie to, że to nie ludzie mają przyjść do nas, ale to my mamy iść do nich. To jest misja, którą Jezus ma dla każdego z nas, po to, żeby kolejne osoby mogły stać się Jego uczniami. I teraz dla Niego to była bardzo ważna i kluczowa kwestia, bo tak naprawdę On oddał swoje życie za cały świat, za każdą osobę, bez względu na to, z jakiej tradycji religijnej osoba by się nie znajdowała, jakiej jej życie by nie wyglądało dzisiaj. Jezus oddał życie za wszystkich i chce, żeby każdy mógł doświadczyć życia, które jest w Nim, żeby każdy mógł doświadczyć tego, do czego został stworzony, żeby każdy mógł doświadczyć miłości samego Boga, żeby każdy mógł doświadczyć tego, jak wygląda życie pod panowaniem Tego, który nas kocha, któremu na nas zależy i który ma najlepszy pomysł na nasze życie, w ramach którego będziemy mogli innym pomagać, odkrywać istotę naszego istnienia tutaj na ziemi i odkrywać to, że to, co dzieje się na ziemi, to nie jest koniec naszej, czy to, co wydarzy się na ziemi, to nie będzie koniec naszej historii.

Jest dużo, dużo więcej. Niemniej jednak to, żeby kolejne osoby mogły stawać się uczniami Jezusa, wiąże się bezpośrednio z tym, że my musimy być tymi, którzy zwyczajnie zrobią pierwszy krok, wyjdą z naszych wygodnych ławeczek i pójdą do tych, wśród których może czasami nie będziemy wiedzieli nawet jak się odnaleźć. Niemniej jednak to jest wyzwanie i to jest polecenie, z którym Jezus zostawił swoich uczniów, kończąc historię zapisaną w relacji życia Jezusa, której autorem jest Mateusz, który też zresztą jednym z uczniów Jezusa był. Tyle z mojej strony, jeśli chodzi o kwestię Ewangelii Mateusza. Być może, podobnie jak ja, macie wrażenie, że czytanie Ewangelii w takim tempie i jeszcze do tego każdy odcinek to trochę jest pewien niedosyt, bo tych historii jest tam dużo, nauczanie Jezusa jest dużo.

Jest dużo rzeczy, do których my możemy się odnieść, które możemy odnieść do naszego życia i wiem, że zwyczajnie nie jesteśmy w stanie tego obrobić jakoś tak kompleksowo z perspektywy podcastu, gdzie tak naprawdę mamy kilka w zasadzie dni na przeczytanie Ewangelii Mateusza. Niemniej jednak wydaje mi się, że jeżeli przeczytaliście Ewangelię Mateusza od początku do końca, to jest duża szansa, że doświadczyliście czegoś takiego, czego ja doświadczyłem, kiedy pierwszy raz czytałem od początku do końca Ewangelię Mateusza, gdzie nagle różne puzzle, które miałem gdzieś tam w głowie na temat wiary, historii, fragmenty, nagle złożyły mi się w jedną całość i choć trochę lepiej skumałem, o co tak naprawdę chodzi w życiu wiary, w byciu uczniem Jezusa, w tym, żeby Jezusa traktować serio, żeby za Nim iść. I mam ogromną nadzieję, że również lektura Ewangelii Mateusza będzie dla nas takim wyzwaniem do tego, żeby podjąć tę decyzję i potraktować swoją wiarę na serio, potraktować Boga na serio i pozwolić Mu na to, żeby On stał się źródłem naszego życia. Przed nami kolejne relacje związane z życiem Jezusa, ale już teraz, gdybyście mieli dodatkowe pytania, chcielibyście czegoś dowiedzieć więcej, możecie wejść na stronę bibliawrok.pl bądź napisać do mnie na adres jacek@bibliawrok.pl i słyszymy się w kolejnym odcinku.