Wszystkie odcinki

Dzień 112 2 Księga Królewska 6-8

Jak podejmować sensowne decyzje

Prowadzi Jacek Obolewicz · Zobacz w planie czytania

Dzień 112 z 365 · Otwórz w Spotify

W skrócie

Czytamy 2 Księgę Królewską 6 do 8. Opowiadam dwie historie, w których Bóg ratuje ludzi w zaskakujący sposób: o słudze, któremu Bóg otwiera oczy, i o czterech trędowatych, którzy po prostu się ruszyli. Zastanawiamy się, co zrobić, gdy nie wiemy, jaką podjąć decyzję, i jak Bóg prowadzi nas w życiu.

Najważniejsze myśli

  1. Boża perspektywa jest inna

    Sługa Elizeusza widzi tylko wrogie wojsko, a prorok prosi, żeby Bóg otworzył mu oczy. Wtedy sługa widzi góry pełne ognistych koni i rydwanów.

  2. Nasza optyka jest ograniczona

    Podejmujemy decyzje na podstawie tego, co sami widzimy i rozumiemy. Bóg patrzy trochę jak z helikoptera nad uciekającym samochodem: widzi o wiele więcej.

  3. Ruszmy się

    Czterech trędowatych pod bramą powiedziało sobie, że w każdym razie umrą, więc warto się ruszyć. Poszli do obozu wroga i znaleźli go opuszczony.

  4. Boże prowadzenie jak GPS

    Nawigacja nie powie nic, dopóki nie ruszysz. Jeśli skręcisz źle, przeliczy trasę. Z Bogiem często jest podobnie: ruszamy, a On koryguje drogę.

Z odcinka

Co prowadzi nas do tego, że najgłupszą rzeczą, jaką możemy robić, to nic nie robić.

Boże, nie mam bladego pojęcia, co mam zrobić, więc zrobię to, ale jeżeli to nie jest dobra dla mnie droga, to zwyczajnie mnie zatrzymaj.

Rusz tam, gdzie wiesz, że możesz postawić kolejny krok i zobacz, co będzie się działo.

Fragmenty, o których mowa w odcinku

  • Elizeusz wie dzięki Bogu, o czym naradzają się wrogowie, więc król Aramu myśli, że ma wśród swoich zdrajcę.
  • Miasto otaczają wrogie wojska, a Elizeusz mówi słudze, żeby się nie bał, bo z nimi jest więcej. Bóg otwiera mu oczy i sługa widzi ogniste konie i rydwany.
  • Podczas oblężenia Samarii Elizeusz zapowiada, że jutro jedzenie będzie tanie i będzie go pod dostatkiem.
  • Czterech trędowatych postanawia pójść do obozu wroga. Okazuje się, że Aramejczycy uciekli i zostawili wszystko.
  • Trędowaci uświadamiają sobie, że nie mogą zatrzymać tej wieści dla siebie, i idą zawiadomić miasto.

Kliknij odnośnik, żeby przeczytać fragment.

Gdzie jeszcze w Biblii wraca ten temat

  • Paweł modli się, żeby Bóg oświecił oczy serca wierzących. To podobna prośba do tej, którą Elizeusz zanosi za swojego sługę.
  • Paweł pisze, że patrzymy nie na to, co widzialne, ale na to, co niewidzialne. To dokładnie lekcja z ognistych koni wokół Elizeusza.
  • Przysłowia radzą, żeby ufać Bogu całym sercem, a nie polegać tylko na własnym rozumie. On będzie prostował nasze ścieżki.

Do przemyślenia

  • Jaką decyzję odkładam, bo czekam na wyraźny znak, i jaki mały krok mogę wykonać już dziś?
  • Gdzie w mojej sytuacji widzę tylko to, co widać gołym okiem, a gdzie mogę poprosić Boga o szerszą perspektywę?

Powiązane odcinki

Elizeusz podejmowanie decyzji Boże prowadzenie ogniste rydwany oblężenie Samarii odwaga

Fragmenty Biblii w dymkach pochodzą z Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej (Fundacja Wrota Nadziei, licencja CC BY-ND 4.0). W podcaście czytam z innego przekładu. Tutaj korzystamy z UBG, bo jej licencja pozwala swobodnie udostępniać tekst.

Transkrypcja odcinka

Zapis powstał automatycznie i może zawierać drobne błędy. Najważniejsze zdania są wyróżnione, a podkreślone miejsca otwierają fragment Biblii, o którym mowa.

Cześć, z tej strony Jacek, słuchasz właśnie podcastu Przeczytaj Biblię w rok. Dzisiaj mamy dzień 112 i czytamy drugą Księgę Królewską, rozdziały od 6 do 8. I w tych rozdziałach, podobnie jak to miało miejsce wczoraj, chciałbym, żebyśmy zwrócili uwagę na takie dwie historie, które łączy pewien wspólny wątek i jednocześnie dają nam one bardzo ciekawą lekcję odnośnie naszego życia. Ogólnie historia jest w miejscu, w którym Izraelici walczą z Aramejczykami. Znaczy to bardziej Aramejczycy startują do Izraelitów, no i Izraelici muszą się bronić.

I na początku w rozdziale 6 czytamy o tym, jak król Aramu był wnerwiony tym, że wygląda na to, że ma jakąś wtykę na swoim dworze, bo nagle okazuje się, że wszystko, o czym on rozmawia ze swoimi doradcami, wychodzi na zewnątrz i wydawać by się mogło, że no okej, dobra, ktoś tutaj musi nas sypać, ktoś musi mówić, co takiego się dzieje. No i to historia nam pokazuje, że no to wcale niekoniecznie było tak, że rzeczywiście ktoś tam wynosił te informacje na zewnątrz, ale , że takie a takie rozmowy są prowadzone w gronie dowódców aramejczyków. Doprowadziło to do tego, ku zaskoczeniu absolutnie nikogo, że kiedy król Aramu dowiedział się, że no to nie tak, że ktoś zdradza to wszystko królowi Izraela, tylko no po prostu oni mają proroka, który wie, co tutaj się u nas dzieje, no to król stwierdził, że no nic prostszego, jak dorwać tego proroka, więc wysyła ekipę po to, żeby Elizeuszem się zajęli i , że król wyprawił zatem konnicę i rydwany, całkiem silny oddział i wojsko nocą otoczyło miasto. Gdy wczesnym rankiem człowiek posługujący mężowi Bożemu wstał i chciał wyjść na zewnątrz, zauważył, że miasto otaczają wojska, konnica i rydwany. Wówczas sługa Elizeusza wykrzyknął: Ach, mój panie, co my teraz zrobimy?

A on na to: Nie bój się, bo liczniejsi są ci, którzy są z nami, niż ci, którzy są z nimi. I Elizeusz tak się... Panie, proszę, otwórz jego oczy, niech przejrzy. Pan spełnił prośbę proroka i sługa przejrzał. Wówczas zobaczył, że góra wokół Elizeusza była pełna ognistych koni i rydwanów.

I dalej czytamy o tym, że gdy wojsko zaczęło podchodzić, to okazało się, że wpadło na nich ślepota, nic nie widzieli i Elizeusz zaprowadził ich do Samarii. Tam ich oczy zostały otworzone, zobaczyli, że są w Samarii i stwierdzili, że no to dobra, to niezły przypał, król Izraela chciał ich zabić, no ale Elizeusz bardzo zresztą porządnie powiedział: Hej, hej, hej, nie tak postępuje się z jeńcami wojennymi. I co więcej, postawili przed nimi chleb, wodę, ci się najedli, wyprawili wielką ucztę i wypuścili ich z powrotem do siebie. No i czytamy, że odtąd łupieżcy Chordy Aramu nie najeżdżały ziemi Izraela. No ale to też nie trwało jakoś bez końca, bo w końcu Aramejczycy znowu wyruszyli, tym razem oblegli Samarię.

No i problem był całkiem niemały, no bo miasto jest oblężone, w zasadzie jedzenie się kończy, no i problemy naprawdę dosyć przypałowe, jak zresztą przeczytacie tę historię w tym szóstym rozdziale, no to to naprawdę był tam dramat. No i król był wściekły, był wściekły na Elizeusza, chciał go zabić i prowadzi nas to do drugiej historii, która jest całkiem ciekawa, bo oto w siódmym rozdziale, na samym początku czytamy, że Elizeusz powiedział następujące słowa: miara pszennej mąki kosztować będzie sykla i podobnie kosztować będą dwie miary jęczmienia. Wtedy przyboczny służący królowi ramieniem odezwał się do męża Bożego: Akurat pan już otwiera śluzy w niebie. Czy coś takiego może się stać? A prorok na to: Pamiętaj, zobaczysz to na własne oczy, lecz tego nie skosztujesz.

Tę historię zaraz będziemy kontynuować. Chciałbym, żebyśmy zwrócili uwagę na jedną rzecz. Nasza optyka jest bardzo ograniczona. Często, patrząc na nasze życie, podejmując różne decyzje, przede wszystkim kierujemy się tym, co widzimy. Jakiekolwiek nasze analizy są oparte o to, co tak naprawdę jesteśmy w stanie sami zobaczyć, zrozumieć, gdzieś tam przeanalizować i tak dalej.

A tutaj okazuje się i w jednej, i w drugiej historii, że Boża perspektywa jest inna i Bóg jest w stanie w pewien zaskakujący sposób zadziałać po to, żeby uratować, bo i w jednej, i w drugiej historii Bóg przychodzi z ratunkiem. W pierwszej historii mieliśmy tą taką, wiecie, bardzo wymowną historię, w której Elizeusz modlił się o to, żeby Żeby Bóg otworzył oczy kolesiowi, który był taki przerażony i nagle się okazało, że po prostu dostrzegł coś, czego fizycznie oczami nie można było dostrzec. I to też nam pokazuje to, że no właśnie, żyjemy w takim świecie, w którym my jesteśmy w stanie spokojnie, dosyć bez większego problemu ogarnąć strefę fizyczną, ale też jest strefa duchowa, która jak najbardziej jest realna, ale często jej nie widzimy. I tutaj niezbędne jest to, żeby właśnie żyć we właściwej relacji z Bogiem, żeby ten Bóg mógł nam pokazać i w jakiś sposób nadać kierunek naszemu życiu, korzystając właśnie z tej swojej wiedzy takiej trochę, wiecie, jak helikopter lecący nad samochodem, który, nie wiem, powiedzmy ucieka. No wiecie, być może kojarzycie z filmów.

W takich ujęciach gość w aucie widzi tyle, co widzi gość w aucie. Z helikoptera jesteś w stanie zobaczyć dużo więcej. I w sytuacji, kiedy pozwalamy na to, żeby Bóg nadawał kierunek naszemu życiu i kiedy decydujemy się na to, żeby właśnie czasami zdecydować się na taki, a nie inny zakręt, który być może intuicyjnie wydaje nam się być niekoniecznie taki najwłaściwszy, to korzystając z tej duchowej intuicji jesteśmy w stanie podejmować najlepsze decyzje. No i tutaj ta historia związana z oblężeniem jest tego naprawdę bardzo ciekawym przykładem, no bo właśnie sytuacja w mieście jest dramatyczna. Dochodzi do tego, że ludzie, nie mając jedzenia, potrafią zjadać innych, żeby zwyczajnie przeżyć.

Znowu kompletnie dramatyczna sytuacja ludzi, którzy znowu odwrócili się od Boga, spotykają ich różne konsekwencje. No i teraz w tej sytuacji przychodzi prorok, który w zasadzie mówi tyle, że hej, jutro mąka pszenna będzie po taniości i tak samo będzie z jęczmieniem. Po prostu będą kosztowały bardzo mało. Będzie ich tak dużo, że spokojnie każdy będzie mógł sobie je kupić. No i na to gość mówi: no ciekawe, weź mi to pokaż.

No i właśnie to rozwiązanie, które tutaj się pojawia, jest naprawdę ciekawe, bo znowu w tym rozwiązaniu, które Bóg przyniósł, jest Boże wyjątkowe działanie, ale to, w jaki sposób ludzie o tym się dowiadują, jest już całkiem takie praktycznie zdroworozsądkowe. No bo patrzcie, czytamy w siódmym rozdziale. Ale od trzeciego wersetu. Tymczasem to jest sytuacji, kiedy właśnie tam były te całe dyskusje na temat tego, jak to niby możliwe, żeby nagle była taka obfitość jedzenia. No i czytamy, że tymczasem .

Z trędowatymi, jakbyśmy wrócili sobie znowu do historii z prawa, no to w zasadzie byli oni wyrzutkami, nie powinni się z nimi spotykać, żyją poza miastem i tak dalej. I ci trędowaci, całkiem zresztą kumate chłopaki, mówią tak: Dlaczego mamy tu czekać na śmierć? — zapytał jeden drugiego. Jeśli wejdziemy do miasta, a tam panuje głód, to umrzemy w mieście. Jeśli będziemy tu siedzieć, to umrzemy tutaj. Ruszmy się.

Przejdźmy do obozu Aramejczyków. Jeśli nas oszczędzą, przeżyjemy. Jeśli nie, tak czy inaczej umrzemy. Podnieśli się więc i o zmierzchu ruszyli do Aramejczyków. Gdy dotarli na skraj obozu, zauważyli, że nie ma w nim nikogo.

Pan bowiem sprawił, że w obozie dał się słyszeć turkot rydwanów i tętent koni. Aramejczycy, zaskoczeni odgłosem tak licznego wojska, pomyśleli: Król Izraela wynajął przeciwko nam królów hetyckich i egipskich. Właśnie nadciągają. Poderwali się więc i o zmierzchu uciekli. Porzucili namioty, konie i osły, cały obóz jak stał.

Uciekli, ratując życie. Trędowaci zatem dotarli na krańce obozu i weszli do jednego z namiotów, tam najedli się i napili, wynieśli stamtąd srebro, złoto oraz szaty, poszli i ukryli je, po czym znów wrócili, weszli do innego namiotu, stamtąd też wynieśli co cenne, poszli i ukryli. Przy tym jednak jeden powiedział do drugiego: Niedobrze robimy. . Jeśli to przemilczymy, będzie tu nas czekać, będziemy tu czekać do rana spotka nas kara.

Chodźmy zaraz, donieśmy o tym w pałacu. Przybyli więc pod bramę i zawołali do straży. Byliśmy w obozie Aramejczyków, tam nikogo nie ma, żywej duszy, tylko uwiązane konie i osły, namioty stoją nietknięte. Strażnicy przekazali to sobie i zanieśli tę wieść do pałacu. No i tam dalej czytamy historię tego, w jaki sposób rzeczywiście ludzie znowu z pewnym niedowierzaniem ruszyli, sprawdzili, co się dzieje.

Rzeczywiście okazało się, że no, mistrzostwo, wszystko zostało, wszystko dla nas. No i ekipa poszła i złupiła cały obóz Aramejczyków, więc ku zaskoczeniu w tej już sytuacji nikogo. Rzeczywiście wszystko było po taniości, no bo wszystkiego było w bród. I teraz ważna lekcja, bardzo ciekawa lekcja dla nas. Często jest tak, że kiedy decydujemy się na to, żeby związać swoje życie z Bogiem, kiedy chcemy żyć blisko Niego.

Kiedy traktujemy Go poważnie, to oczekujemy tego, że Bóg będzie nas prowadził. I często jest tak, że możemy mieć takie oczekiwania w stylu, że Bóg coś do nas powie, jakiś, wiecie, głos będziemy słyszeć czy coś. No i powiem tak: Bóg może do nas mówić na różne sposoby, żeby było jasne, nie neguję tego w żaden sposób, bardzo często jednak jest tak, że Bóg prowadzi nas w dosyć przyziemny sposób, który prowadzi do bardzo niezwykłych rezultatów. Bo teraz ci trendowaci są naprawdę fajnymi gośćmi. Ta ich rozmowa jest dla mnie w ogóle mistrzowska.

Są bardzo zdrowo myślące chłopy. No bo tak: jeżeli zostaniemy, umrzemy. Jeżeli wejdziemy do miasta, umrzemy. W sumie, jeżeli pójdziemy do Aramejczyków, no to jest szansa na to, że nic się nam nie stanie albo umrzemy. Więc w zasadzie spojrzeli na swoją sytuację, no i ocenili ją dosyć trzeźwo, więc w zasadzie nie mamy za dużo wyboru.

No, co by się nie wydarzyło, ostatecznie umrzemy. Więc podejmijmy jakieś działanie. I tu fajnie lubię ten tekst, jak oni mówią: Ruszmy się. No po prostu ruszmy się. I często jest tak w naszym życiu, że my siedzimy i czekamy na jakiś, wiecie, znak z nieba, że Bóg powie, nie wiem, ten czas się rozświetli na niebie czy w ogóle, nie wiem, cokolwiek, wiecie.

Mamy jakieś takie wyobrażenie tego, jak Bóg nas będzie w cudowny sposób prowadził. I powiem tak: oczywiście może się zdarzyć tak, że w naszym życiu będą się działy rzeczy niezwykłe, całym serduchem w to wierzę. Niemniej jednak bardzo często Boże prowadzenie będzie wyglądało właśnie tak, że spojrzymy na naszą sytuację, nie bardzo będziemy wiedzieli, dokąd ruszyć, no i ruszymy tam, gdzie możemy, bo to, co zrobili trendowaci, to po prostu ruszyli tam, gdzie mieli największe szanse powodzenia, gdzie mieli w sumie jakiekolwiek szanse powodzenia. No bo tak: wejdziemy do miasta, no nie ma szans, tam panuje głód, umrzemy. Jeżeli będziemy siedzieć pod bramą, no za dużo to nie zmieni, umrzemy.

Jedyna szansa jest taka, żebyśmy udali się do Aramejczyków i może nas oszczędzą. Jeżeli dzisiaj jesteś w sytuacji w swoim życiu, gdzie no właśnie nie wiesz, jaką podjąć decyzję, zastanawiasz się, co zrobić, no to zrób jakiś krok. Rusz tam, gdzie wiesz, że możesz się ruszyć. Rusz tam, gdzie wiesz, że możesz postawić kolejny krok i zobacz, co będzie się działo. Zobacz, jak sytuacja się potoczy.

Zobacz, być może okaże się, że rzeczywiście gdzieś za rogiem są możliwości, których wcześniej nie widziałaś czy nie widziałeś. Być może będzie tak, że nagle twój krok poprowadzi cię do kolejnego i kolejnego, bo Boże prowadzenie jest trochę tak jak... Jak z GPS-em. No kiedy mamy jechać z GPS-em, to oczywiście aplikacji nam się, wiecie, cała trasa pokaże, ale jeżeli oczekujemy, żeby GPS do nas coś powiedział, no to musimy się ruszyć. Musimy ruszyć gdziekolwiek, bo jeżeli się nie ruszymy, no to, wiecie, będzie cisza.

Ale jeżeli się ruszymy i źle skręcimy, no to GPS nam powie: No dobra, to weź się, nie wiem, zawróć, skręć tutaj, przeliczy nam inną trasę. I wydaje mi się, że często właśnie nasze życie z Bogiem właśnie tak wygląda. Mamy gdzieś pewien punkt przeznaczenia, ale to, jak do tego punktu przeznaczenia dotrzemy, zależy od tego, czy w ogóle będziemy się ruszać. Bo tak, wydaje mi się, nasze powołanie, takie osobiste, każdy z nas, zrealizować, no idąc różnymi drogami. Zwyczajnie jest tak, że pewnie jest pewna droga, która jest taka, wiecie, najprostsza, najbardziej sensowna, no ale nawet jeżeli źle skręcisz, no to ostatecznie zawsze masz szansę na to, żeby twój duchowy GPS został na nowo skalkulowany i żeby ci wyznaczyć nową drogę do tego samego punktu przeznaczenia, który Bóg ma dla ciebie.

Co prowadzi nas do tego, że najgłupszą rzeczą, jaką możemy robić, to nic nie robić. To po prostu siedzieć i czekać: O nie, nie wiem, spadną gromy z nieba i może Bóg do mnie coś powie, a może ktoś do mnie przyjdzie i coś mi akurat... Wiecie, zdarza się tak. Oczywiście, ja całym serduchem wierzę w to, że może być tak, że ktoś do nas przyjdzie, coś powie. Może być osoba wierząca, czasami jak najbardziej.

Osoba, która nie jest osobą wierzącą, może nam coś powiedzieć, co będzie Bożym głosem dla naszego życia. Jak najbardziej. I takie rzeczy się dzieją, ale wydaje mi się, że najczęściej takie głosy będziemy słyszeć wtedy, kiedy będziemy iść i one będą nam jedynie potwierdzały to, co już wcześniej my odkryliśmy, żyjąc w bliskości z Bogiem. Będą nam potwierdzały tą drogę, którą Bóg przygotował dla nas, którą my już idziemy. I tak jak mówiłem, najgłupszą rzeczą, którą możemy robić, to jest po prostu siedzieć i czekać, aż coś się wydarzy.

Zrób krok, spróbuj pójść do czytam, podejmij jakieś działanie i zobacz, co będzie się działo. Powiem wam szczerze, że w moim życiu kilka decyzji ważnych musiałem podjąć i bardzo często towarzyszyła im taka modlitwa. Zdradzę wam moją tajemną modlitwę, która jak dotąd działała bez zarzutu. Boże, nie mam bladego pojęcia, co mam zrobić, więc zrobię to, ale jeżeli to nie jest dobra dla mnie droga, to zwyczajnie mnie zatrzymaj. I podejmowałem działanie.

Różne. Jeden na przykład było związane z jakimiś tam studiami, związane z wyjazdem. No i skończyło się tak, że wtedy też zaczęliśmy się spotykać z moją obecną żoną i nigdzie nie wyjechałem. I to była bardzo dobra decyzja. Ale krótko przed tym nie miałem bladego pojęcia, co mam zrobić.

Naprawdę nie wiedziałem. I pomyślałem, no dobra, zrobię cokolwiek i zobaczymy. I niech będzie tak, że jeżeli okaże się, że to był pomysł naprawdę kiepski, no to, Panie Boże, weź mnie zatrzymaj, ale po prostu nie będę siedział na tyłku i czekał na jakieś głosy, no bo zwyczajnie zrobię to, co wiem, że mogę zrobić. Jeżeli to jest nie tak, no to niech tutaj się sytuacja nam zmieni. I powiem wam szczerze, takie podejście w moim życiu działało jak najbardziej skutecznie, praktycznie zawsze.

I teraz wydaje mi się, że w życiu większości z nas takie podejście może być jak najbardziej sensowne. Po prostu jak masz do podjęcia jakąś decyzję, nie wiesz, którą drogą masz iść, to idź. Wybierz którąkolwiek albo po prostu się rusz. Z takim nastawieniem, jeżeli będzie taka potrzeba, Boże, przekieruj mnie, przekalkuluj moją drogę, jakkolwiek, po prostu poprowadź mnie inaczej, tak żebym dotarł do tego przeznaczenia, które Ty masz dla mnie. Ale jeżeli nie jestem absolutnie pewien tego, że mam czekać na jakiś ruch z Twojej strony, jakiś głos, to po prostu będę działał, będę podejmował decyzje, będę podejmował działanie.

Zaznaczam, może być tak, że jakoś w swoim życiu rozeznamy to, że mamy czekać. No i okej, jeżeli mamy czekać, jeżeli mamy to rozeznane i wiemy, że to jest to, co jest właściwą rzeczą dla nas, no to to robimy, nie ma z tym żadnej dyskusji. Ale jeżeli właśnie jest tak, że no nie wiem, co mam zrobić, nie wiem, nie wiem, nie wiem, czy mam czekać, czy mam iść, no to wtedy po prostu idź. Tak wydaje mi się, że to jest najrozsądniejsze. Nie iść na zasadzie, wiecie, na wariata, po prostu o, teraz to będę robił i tam się za to pociąć.

Nie, po prostu idźmy z taką wrażliwością na to, jak Bóg może chcieć nas prowadzić. Jeżeli będzie chciał przekalkulować naszą drogę, no to wydaje mi się, że jak najbardziej to zrobi. Jeżeli okaże się, że podjęliśmy dobrą decyzję i ruszyliśmy w dobrą stronę, no to zwyczajnie pójdziemy w dobrą stronę. To, co zrobili ci trenerdowaci tutaj, doprowadziło do sytuacji, w której, to nie, że oni pokonali tych Ameryczyków jakkolwiek, no ci Ameryczycy po prostu już się tam zwinęli w innych okolicznościach, ale oni byli tymi, którzy dzięki swojej takiej odwadze, takiemu zdrowemu rozsądkowi po prostu trafili tam do obozu i mogli tą dobrą wieść zanieść do innych. W przeciwnym razie być może kolejni ludzie by umierali gdzieś tam w mieście, być może byłyby kolejne dramaty, które by się działy w sytuacji, kiedy ludzie nie wiedzą, jak potoczyła się sytuacja po stronie wroga.

Dzięki tym czterem trendowatym dowiedzieli się, że hej, nie ma wroga i tak naprawdę wszystko, co wróg miał, zostawił, możemy z tego korzystać, jesteśmy bezpieczni, jesteśmy uratowani. Życzę wam w życiu bardzo dużo dobrych decyzji, życzę tego, żebyście jak najbardziej stawiali kroki we właściwą stronę, we właściwym miejscu, ale jednocześnie pamiętajmy o tym, że zawsze może być sytuacja, w której zwyczajnie będziemy musieli przekalkulować naszą drogę na nowo i lekko zmienić trasę, ale jeżeli nie wiemy, co mamy robić, po prostu ruszmy się, tak jak to zrobili nasi dzisiejsi bohaterowie, pamiętając, że często może być tak, że są sytuacje, których nie widzimy, nie rozumiemy. Że coś może nam gdzieś umknęło i jesteśmy w stanie, stawiając odważne kroki, ruszając w którąkolwiek stronę, dojść do miejsca, w którym dostrzeżemy to, co Bóg dla nas przygotował, kiedy będziemy z wiarą szli i starali się realizować nasze powołanie. Gdybyście chcieli pogadać na ten temat, jakikolwiek inny, podyskutować o tych fragmentach, które czytamy, niezmiennie zapraszam na stronę bibliawrok.pl i słyszymy się już jutro w kolejnym odcinku.