Werset dnia
10A Jezus podniósł się i nie widząc nikogo oprócz tej kobiety, powiedział do niej: Kobieto, gdzież są ci, którzy cię oskarżali? Nikt cię nie potępił? 11Ona odpowiedziała: Nikt, Panie. A Jezus powiedział do niej: I ja ciebie nie potępiam. Idź i już więcej nie grzesz.
Własnymi słowami: Kiedy wszyscy oskarżyciele odeszli, Jezus mówi: ja też cię nie potępiam. Idź i zacznij żyć inaczej.
Ewangelia św. Jana 8,10-11 · Uwspółcześniona Biblia Gdańska
Wyobraź sobie, że najgorsza rzecz, jaką masz na sumieniu, wychodzi na jaw. Nie w rozmowie w cztery oczy, tylko publicznie, przy ludziach, którzy od dawna czekali na okazję. W dzisiejszych rozdziałach Jezus dużo mówi o tym, kim jest: źródłem wody, światłem, kimś starszym niż Abraham. Ale w środku tych wielkich słów jest krótka scena z kobietą, którą ktoś przyprowadził na środek świątyni. I ta scena pokazuje, co te słowa znaczą w praktyce.
Jest wczesny ranek, Jezus siedzi w świątyni i naucza, a wokół Niego zebrał się tłum. Nagle grupa uczonych i faryzeuszy przyprowadza kobietę i stawia ją pośrodku, na oczach wszystkich. Mówią, że przyłapano ją na cudzołóstwie, czyli na zdradzie małżeńskiej, i to „na uczynku”. Przypominają, że Prawo Mojżesza każe takie kamienować. I pytają: „A ty co mówisz?”.
Kilka rzeczy tu nie gra i Biblia tego nie ukrywa. Po pierwsze, gdzie jest mężczyzna? Do zdrady trzeba dwojga, a Prawo, na które się powołują, mówiło o obojgu. Przyprowadzili tylko ją. Po drugie, Jan pisze wprost, że to była pułapka na Jezusa. Jeśli powie „puśćcie ją”, wyjdzie na to, że lekceważy Prawo. Jeśli powie „kamienujcie”, to gdzie Jego miłosierdzie? Ta kobieta nikogo tam nie obchodzi. Jest rekwizytem w cudzej rozgrywce, a jej wstyd jest dla nich narzędziem.
Jezus nie odpowiada od razu. Schyla się i pisze palcem po ziemi. Nie wiemy, co pisał, i nie ma sensu zgadywać. Widać za to, co się dzieje: przez chwilę wszyscy patrzą na Niego, nie na nią. Potem mówi jedno zdanie: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem”. I znów się schyla. Nikt nie chce być tym pierwszym. Odchodzą jeden po drugim, najpierw najstarsi.
Zostają we dwoje. Jezus pyta: „Nikt cię nie potępił?”. Ona odpowiada: „Nikt, Panie”. I słyszy: „I ja ciebie nie potępiam. Idź i już więcej nie grzesz”. Oba zdania są ważne i ważna jest ich kolejność. Jezus nie mówi, że nic się nie stało. Zdrada rani ludzi i On to wie. Ale najpierw zdejmuje z niej wyrok, a dopiero potem mówi o zmianie. Nie odwrotnie. Nie stawia warunku: popraw się, to cię nie potępię. Ona słyszy, że nie jest skreślona, zanim zdąży cokolwiek obiecać.
Głębiej
Zaraz po tej scenie Jezus mówi: „Ja jestem światłością świata”. To nie przypadek. Oskarżyciele też użyli światła: wyciągnęli czyjś grzech na widok publiczny, żeby zniszczyć. Światło Jezusa działa inaczej. Pokazuje prawdę o wszystkich, także o tych z kamieniami, i nikogo nie zabija. Jest jeszcze jedno. „Nie potępiam cię” może powiedzieć tylko ktoś, kto ma prawo sądzić. Ten rozdział kończy się słowami Jezusa: „Zanim Abraham był, ja jestem”. Słuchacze rozumieją, że mówi o sobie tak, jak mówi się o Bogu, i znowu chwytają za kamienie. Tym razem na Niego. Jezus nie był miłym nauczycielem, który wszystkim odpuszcza. Albo jest tym, za kogo się podaje, albo Jego „nie potępiam” nic nie znaczy.
Trudne pytanie
Skoro Jezus jej nie potępił, to dlaczego ludzie, którzy w Niego wierzą, tak chętnie potępiają innych?
Bo trzymać kamień jest łatwiej, niż spojrzeć na siebie. To nie jest wymówka, tylko opis. Ludzie wierzący bywają w tej scenie po złej stronie i byłoby nieuczciwe udawać, że jest inaczej. Zauważ jednak, że tę historię przechowali i zapisali sami chrześcijanie. Kościół od wieków czyta tekst, w którym religijni ludzie wychodzą ze spuszczonymi głowami. To lustro, nie laurka. Druga sprawa: brak potępienia nie oznacza, że wszystko jest w porządku. Jezus mówi „nie grzesz więcej”. Sztuka polega na tym, żeby umieć jedno i drugie: nazwać zło złem i nie skreślić człowieka. Większości z nas wychodzi tylko jedno z dwóch. Jemu udało się jedno i drugie.
Co z tym zrobić
Dzisiaj nie trzeba nikogo prowadzić na środek świątyni. Wystarczy zrzut ekranu wrzucony na grupę klasową. Czyjaś wiadomość, czyjeś zdjęcie, czyjaś wpadka z imprezy, i w godzinę wie cała szkoła. W tej historii możesz stać w dwóch miejscach. Jeśli trzymasz kamień, masz prosty krok: nie przesyłaj dalej. Usuń, nie komentuj, nie dokładaj emotki. To na tobie fala może się zatrzymać. A jeśli stoisz pośrodku i wszyscy właśnie na ciebie patrzą, posłuchaj, co Jezus mówi do tej kobiety, zanim powie cokolwiek innego: nie potępiam cię. Gdy ktoś rozsyła twoje prywatne zdjęcia albo cię nimi szantażuje, to on robi coś złego, nie ty. Powiedz o tym zaufanemu dorosłemu albo zadzwoń pod bezpłatny numer 116 111, a w nagłym zagrożeniu pod 112.
Do przemyślenia
- Dlaczego czyjaś wpadka tak przyciąga i co nam daje patrzenie, jak ktoś inny jest zawstydzany?
- Jak wygląda w praktyce różnica między powiedzeniem komuś prawdy a potępieniem go?
- Gdyby Jezus powiedział dziś do ciebie tylko jedno z dwóch zdań, „nie potępiam cię” albo „nie grzesz więcej”, które trudniej byłoby ci usłyszeć i dlaczego?
Jeden krok
Przez najbliższy tydzień nie przesyłaj dalej żadnej wiadomości, zdjęcia ani zrzutu ekranu, które kogoś ośmieszają. Jeśli coś takiego do ciebie trafi, usuń to i napisz do tej osoby jedno życzliwe zdanie.
Modlitwa
Jezu, znasz rzeczy, o których nie chcę, żeby ktokolwiek wiedział. Dziękuję, że patrzysz na mnie inaczej niż tłum. Zabierz z mojej ręki kamienie, które trzymam na innych, i naucz mnie żyć inaczej. Amen.